Rząd chciałby, aby spółki komandytowe stały się podatnikami CIT. I to już od 2021 roku. A to oznacza skokowy wzrost opodatkowania tej formy działalności. W praktyce podatek płaciłaby bowiem i spółka, i współwłaściciele. Dziś podatek płacą tylko ci ostatni.

Na początku września rząd upublicznił założenia do poważnych zmian w podatkach dochodowych. Mają one dotyczyć podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT), podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) i ryczałtu ewidencjonowanego. Z zapowiedzi zawartych w założeniach wynika, że część podatników czeka prawdziwa rewolucja. Rząd chciałby bowiem, aby już od 2021 roku wszystkie spółki komandytowe stały się podatnikami CIT. To oznacza rewolucyjne zmiany w opodatkowaniu blisko 40 tysięcy spółek. Oznacza to też, niestety, znacznie wyższe podatki dla ich właścicieli.

Gotowego projektu jeszcze nie ma, ale rząd zapowiedział, że zmiany planowane są na trzeci kwartał 2020 roku, a to oznacza, że powinien pojawić się jeszcze przed końcem września. Pośpiech jest w tym przypadku jak najbardziej konieczny, bo aby zmienić podatnikom zasady opodatkowania na mniej korzystne, konieczne jest, w przypadku podatków dochodowych, opublikowanie takich zmian najpóźniej do końca listopada. Wszystko wskazuje zatem na to, że czeka nas kolejny ekspres legislacyjny, a to nie wróży dobrze jakości uchwalonych przepisów.

Spółka komandytowa będzie samodzielnym podatnikiem

Zmiana zasad opodatkowania spółek komandytowych uzasadniana jest tym, że dziś ta forma prowadzenia biznesu wykorzystywana jest do optymalizacji opodatkowania. I istotnie tak jest. W ostatnich latach większość spółek komandytowych powstała dlatego, że ta forma prowadzenia firmy jest podatkowo bardziej korzystna niż np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Dziś spółki komandytowe nie mają podmiotowości podatkowej. Spółka nie jest zatem – odmiennie od spółki z o.o. – podatnikiem. Zamiast spółki podatek płacą wspólnicy (PIT). Każdy od swojego udziału w dochodzie spółki. Gdyby jednak, jak zapowiada rząd, podatnikiem stałaby się spółka, podatek byłby płacony dwukrotnie, tak jak już dziś ma to miejsce m.in. w przypadku spółek z o.o.

Po zmianie, podatek od dochodu uzyskanego w roku podatkowym najpierw zapłaciłaby spółka komandytowa (CIT). Później, po wypłacie z opodatkowanego już dochodu zysku dla wspólników (ich udziału w dochodzie spółki), podatek dochodowy od tych wypłat musieliby zapłacić także wspólnicy (PIT). Co to oznacza dla podatników najlepiej prześledzić na poniższym, prostym przykładzie.

Podatek dochodowy będzie pobierany dwa razy

Wyobraźmy sobie spółkę komandytową, w której prawo do udziału w zyskach mają trzy osoby. Spółka uzyskała dochód w wysokości 300 tys. zł. Każdy ze wspólników ma zatem prawo do wynoszącego 100 tys. udziału w zysku spółki. Dziś spółka nie płaci podatku. Każda z tych osób zapłaci za to PIT. Jeśli wybrały one opodatkowanie podatkiem liniowym (19 proc.) każdy z nich musi oddać fiskusowi 19 tys. zł podatku. W sumie fiskusowi musieliby zatem oddać 57 tys. zł.

Gdyby spółka stała się podatnikiem CIT, wszystko się zmieni. Po pierwsze już po ustaleniu dochodu na poziomie 300 tys. zł spółka musiałaby zapłacić CIT. Zakładając, że nie spełnia ona kryteriów małego przedsiębiorcy, podatek wyniósłby 19 proc. (mali podatnicy stosują niższą, wynoszącą 9 proc. stawkę), czyli 57 tys. zł. Teraz każdy ze współwłaścicieli miałby nieco niższy udział w dochodzie spółki wynoszący nie 100 tys. zł, a tylko 81 tys. Zysk został już bowiem pomniejszony o zapłacony przez spółkę CIT. To oznacza, że każdy ze współwłaścicieli zapłaci po 15 390 zł. W takim przypadku suma zapłaconych od 300 tys. zł podatków (po stronie spółki i współwłaścicieli) wyniesie 103 170 zł, czyli o 46 170 zł więcej niż ma to miejsce obecnie.

I w tym należy upatrywać źródeł pomysłu Ministerstwa Finansów, które w obliczu rosnącego deficytu (w tym roku ma on wynieść ponad 109 mld zł, a w przyszłym ponad 82 mld zł) rozpaczliwie szuka pomysłu na ściągnięcie dodatkowych dochodów w taki sposób, aby nie uciekać się do prostego podnoszenia podatków, które większości podatników kojarzy się wyłącznie z podnoszeniem stawek podatkowych.

Estoński CIT może być poza zasięgiem spółek komandytowych

Oczywiście z uwagi na to, że nie znamy jeszcze projektu nowelizacji, a jedynie założenia do zmian, nie wiadomo dziś jeszcze, czy faktycznie tak będzie wyglądało opodatkowanie spółek komandytowych. W opisany sposób spółki podlegające CIT opodatkowane są obecnie. Ale rząd może przyjąć także rozwiązania pozwalające na uwzględnienie w jakiś sposób faktu, że spółka zapłaciła już CIT przy obliczaniu podatku wspólników. Biorąc jednak pod uwagę, że opodatkowanie spółek komandytowych CIT-em ma zapobiegać optymalizowaniu w ten sposób rozliczeń podatkowych, bardziej prawdopodobny wydaje się wariant, że będą one płaciły podatek na takich samych zasadach, jak spółki z o.o. To zaś będzie oznaczało znaczny wzrost obciążeń podatkowych dla tej formy prowadzenia biznesu.

Co prawda fiskus przewiduje też korzystne zmiany dla podatników, chociaż nie aż tak bardzo korzystne, jak stara się o tym przekonywać. Dotyczy to w szczególności tzw. estońskiego CIT-u, który teoretycznie mógłby być dostępny także dla opodatkowanych CIT-em spółek komandytowych. Ma on jednak kilka istotnych wad w stosunku do obecnego schematu opodatkowania tych spółek. Przede wszystkim wymaga zatrzymania zysków w spółce i przeznaczenia ich na inwestycje.

Warto także pamiętać, że w obecnej wersji możliwość płacenia CIT-u dopiero w momencie wypłaty zysków miałyby mieć od 1 stycznia 2021 roku spółki kapitałowe, których wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne, a których obroty nie przekraczają 50 mln zł. A spółka komandytowa spółką kapitałową nie jest. Należy do grupy tzw. spółek osobowych. I to, że stanie się podatnikiem CIT, tego akurat nie zmieni.