Apel wystosowany na łamach konserwatywnego tygodnika „Valeurs Actuelles” przez 20 francuskich generałów, ponad 100 oficerów wyższej rangi, a także około 1000 wojskowych innego stopnia odbija się coraz głośniejszym echem nad Sekwaną.

Fot. Pixabay

Po raz pierwszy apel francuskich generałów o „obronę patriotyzmu” opublikowany został na portalu Place d’Armes 13 kwietnia. Tydzień później odezwę przedrukował popularny prawicowy tygodnik „Valeurs Actuelles”. Przez długi czas opublikowany tekst zdawał się być pomijany przez francuskie media głównego nurtu. Dopiero 25 kwietnia apel wojskowych omówiony został w CNEWS – jednym z telewizyjnych programów publicystycznych. Upowszechnienie apelu spowodowało reakcję dwójki ministrów, w tym minister ds. sił zbrojnych Florence Parly, która oskarżyła wojskowych o wzywanie do puczu i zapowiedziała sankcje wobec autorów i sygnatariuszy apelu.

Francuscy wojskowi wyrazili opinię, iż obecny prezydent Emmanuel Macron nie jest godny swojego urzędu oraz zwracają uwagę na narastającą islamizacją państwa, która może doprowadzić nawet do wybuchu wojny domowej. Autorzy apelu ostrzegają przed „rozkładem państwa z powodu islamizmu”. Francuscy wojskowi zauważają, iż narastająca w ich kraju liczba muzułmanów może doprowadzić do jego podziału, w wyniku którego część ziem może nawet zostać odłączona od Francji i wyjęta spod jej jurysdykcji.

Na apel pierwsza odpowiedziała szefowa Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, wzywając jego sygnatariuszy do „dołączenia do naszych działań, by uczestniczyć w rozpoczynającej się bitwie, która jest bitwą o Francję”. Wypowiedź Le Pen szybko skomentował premier Francji. Jean Castex zasugerował, że Le Pen ożywiła „puczystowską tradycję skrajnej prawicy”.

Także na odpowiedź skrajnie lewicowej „Francji Nieujarzmionej” nie trzeba było długo czekać. Jej lider Jean-Luc Melenchon ogłosił, że powiadomił prokuraturę o „wykroczeniu wobec prawa” i wezwał do ścigania autorów „prowokacji do nieposłuszeństwa w wojsku” i tych, którzy ją publikują. Skrytykował również brak reakcji ministrów w tej sprawie. Z kolei były socjalistyczny kandydat na prezydenta Benoit Hamon apel generałów nazwał „wezwaniem do zamachu stanu” i napiętnował milczenie rządu. Zdaniem francuskiej lewicy apel generałów stanowi formę puczu, jednak komentatorzy jasno podkreślają, iż takiego wezwania nie ma w ich odezwie.

Autorzy apelu piętnują brak działań ze strony władz, które grozi wręcz wybuchem wojny domowej z udziałem wojska. Generałowie przewidują, iż to francuskiej armii może zostać powierzona misja „ochrony naszych wartości cywilizacyjnych i obrony rodaków na terytorium narodowym”. Sygnatariusze odezwy skierowali kilka mocnych słów pod adresem Emmanuela Macrona, którego uznali za „niegodnego sprawowania obecnego urzędu” i zarzucili mu oczernianie Francji zagranicą czy nawet o próbę zdekonstruowania jej historii.

Uczestnicy debaty w telewizji CNEWS przypomnieli, że w 2018 r. ówczesny minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb uprzedzał, ustępując ze stanowiska, że krajowi grozi wojna domowa z powodu terytoriów, na których większość stanowią islamscy imigranci. – Dziś mieszkamy obok siebie. Obawiam się, że jutro staniemy naprzeciw siebie – przestrzegał wtedy minister.

Tak się złożyło, że zaledwie dwa dni po opublikowaniu apelu francuskich generałów na łamach „Valeurs Actuelles” z rąk tunezyjskiego emigranta zmarła ugodzona nożem francuska policjantka. Napastnik, atakując policjantkę, krzyczał „Allah akbar”.

Nad Sekwaną przed postępująca islamizacją swojej ojczyzny i Europy niestrudzenie ostrzega ojciec Guy Pages, który nie waha się stawać do pojedynku z muzułmańskimi imamami. Pojedynki te rozgrywają się m.in. na youtubowych kanałach, w których Guy Pages walczy na argumenty słowne z muzułmańskimi duchownymi. Jaki jest ich efekt? Coraz więcej nawróconych na katolicyzm muzułmanów. Jeden z nich został nawet katolickim księdzem. Dość też wspomnieć, że we Francji szykuje się właśnie piąte wydanie książki Pagesa pt. „Prawdziwe oblicza islamu” (także wydana w Polsce).

Warto przypomnieć, że w 2013 r. doszło tam do dramatycznego protestu przeciwko islamizacji Francji i Europy. W katedrze Notre Damme samobójstwo popełnił Dominik Venner, historyk i pisarz. Przed tragicznym aktem Venner na ołtarzu zostawił list. Jeszcze tego samego dnia rano na swoim blogu skomentował wprowadzoną ustawę zezwalającą na małżeństwa homoseksualne i adoptowanie dzieci przez pary tej samej płci, które określił mianem „haniebne”. Napisał też, że „Prawdziwym zagrożeniem jest imigracja pochodząca spoza Europy”.

Poniżej treść tego listu:

Jestem zdrowy na ciele i na umyśle i przepełnia mnie miłość do mojej żony i dzieci. Kocham moje życie i nie oczekuję niczego więcej poza przetrwaniem mojej rasy i moich myśli. Jednakże, w jesieni życia, widzę ogromne niebezpieczeństwo zagrażające mojej francuskiej i europejskiej ojczyźnie. Czuję, że musze coś zrobić, póki mam siłę. Wierzę, że muszę poświęcić siebie, by przełamać letarg, w którym się pogrążyliśmy. Oddaję resztkę mojego życia, żeby zaprotestować. Wybrałem bardzo symboliczne miejsce, katedrę Notre Dame w Paryżu, którą niezwykle szanuję i podziwiam – widać w niej geniusz moich przodków, którzy wznieśli ją na starożytnym miejscu kultu, przypominającym o naszych korzeniach. Podczas, gdy wielu mężów jest niewolnikami swojego losu, mój gest jest ucieleśnieniem siły woli. Moja śmierć ma obudzić uśpione sumienia. Buntuję się przeciw przeznaczeniu. Protestuję przeciwko truciznom kryjącym się w ludzkich duszach i tym, którzy niszczą kotwice naszej tożsamości, łącznie z rodziną – podstawą naszej liczącej wiele tysięcy lat cywilizacji. Sprzeciwiam się zbrodniczemu rozmontowywaniu naszej europejskiej tożsamości kulturowej. Dominujący dyskurs polityczny zostawia wiele toksycznych niejasności i Europejczycy muszą ponieść tego konsekwencje. Brakuje nam religii, z którą byśmy się identyfikowali, i która byłaby naszą ostoją. Od czasów Homera podzielamy wspólnie wartości, które będą podstawą przyszłego odrodzenia, kiedy wreszcie przełamiemy metafizykę nieskończoności – złowrogie źródło naszych współczesnych wypaczeń”.