fbpx
wtorek, 16 lipca, 2024
Strona głównaArchiwumGalopem do strefy euro? Nie tak prędko...

Galopem do strefy euro? Nie tak prędko…

Wcześniej opierało się ono na ryzyku kursowym oraz kosztach transakcyjnych. Kolejne analizy ujawniają jednak, że europejski pieniądz mało komu się opłacił. Większość państw zwyczajnie na euro traci. Na tego typu argumentację nikt się już więc nie skusi, pora zatem odwołać się do innego rodzaju wywodu – tym razem o charakterze politycznym. Odsuńmy na bok skomplikowane ekonomiczne dowody. W zamian posłużmy się logiką politycznego manifestu. Jaką? Na przykład taką: Polacy są prounijni. Chcemy należeć do lepszego, zachodniego świata. Kojarzy się on z dobrobytem i stabilnością. A euro ma być jego gwarantem, swoistym stemplem naszego członkostwa w UE.

Dodatkowo dzięki akceptacji wspólnej waluty wejdziemy do jądra decyzyjnego Wspólnoty, znowu będą nas klepać po plecach, chwalić za proeuropejskość, rozsądek i cokolwiek tam jeszcze. Poza tym uzyskamy wpływ na najważniejsze decyzje, wreszcie będą nas słuchać. Wystarczy tylko powiedzieć „tak” wspólnej walucie i po sprawie! Poniżej próbka, fragment listu opublikowanego jakiś czas temu przez grupę znanych ekonomistów na łamach „Rzeczpospolitej”: „Zwracamy się z apelem do premiera RP Mateusza Morawieckiego o wznowienie przygotowań do wejścia Polski do strefy euro. Stają się one sprawą niecierpiącą zwłoki. W Europie trwa właśnie dyskusja o przyszłym kształcie UE i wszystko wskazuje na to, że nie będzie Unii dwóch prędkości. Jedyną przyszłością będzie poszerzona eurostrefa. Polska powinna wziąć udział w tym procesie, jeśli chce mieć realny wpływ na przyszłość kontynentu. A także jeśli chce na trwałe zakotwiczyć w zachodniej Europie. Przy naszym tranzytowym położeniu geograficznym nie mamy wyboru: albo w przyszłości będziemy w strefie euro, albo w strefie wpływów Rosji”. Zatem euro to już nie tyle kwestia bycia w grupie państw mniej istotnych, ile przede wszystkim sprawa bycia w Unii w ogóle! Albo euro, albo pozostajemy poza Wspólnotą. No i wisienka na torcie – albo euro, albo Rosja. Albo wspólna waluta, albo rosyjski rubel! Strach się bać.

Niestety, takie myślenie to źródło obecnych problemów Eurolandu. Kiedy 20 lat temu wprowadzano ten pieniądz, nie brakowało głosów mówiących, że to projekt czysto polityczny, że nijak integracja walutowa ma się do teorii ekonomii. Zwyciężyła jednak wola polityczna. Czas pokazał, jak potężny to był błąd i jak wiele trzeba za niego zapłacić. Nawet w Niemczech nie ukrywa się tego, że euro opłaciło się głównie naszym zachodnim sąsiadom. Reszta przeważnie na tym projekcie traci. Brak konkurencyjności dławi wiele gospodarek eurozony. A metody jej odzyskania, jakie rekomendują unijni urzędnicy, to jak gaszenie pożaru denaturatem. W tych okolicznościach powstał pomysł powołania wspólnego dla strefy euro budżetu. Lansują go Francuzi, którzy nawet nie ukrywają, jaki jest jego prawdziwy cel. Na pozór wszystko brzmi dobrze, wspólny budżet to więcej pieniędzy do podziału, a Polska jest ciągle krajem na dorobku, więc będzie mogła na tym pomyśle dodatkowo skorzystać, prawda? Otóż niekoniecznie. Okazuje się bowiem, że jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. A te we francuskiej wizji wyglądają tak, że pieniądze ze wspólnej kiesy w pierwszej kolejności trafiać miałyby do tych państw, które mają problemy z długiem publicznym. A właściwie nie tyle „mają problemy”, ile toną w długach. Poza tym dławi je mizerny wzrost gospodarczy albo wręcz ich gospodarki się zwijają. Zatem trzeba im sypnąć grosza na rozruch. Problem polega jednak na tym, że cała idea w dalszym ciągu wygląda mgliście. A respons niemieckich polityków na list francuskiego prezydenta Macrona opublikowany w europejskich gazetach pokazuje, że wizje UE w Berlinie i Paryżu bardzo się od siebie różnią.

Tymczasem wspólny budżet ma być koronnym argumentem za tym, że do euro trzeba pędzić galopem, za nic mając ekonomiczne analizy. Mało kto dodaje jednak, że dla Polski to przedsięwzięcie oznaczać może nie zysk, ale dodatkowy koszt. Może być bowiem tak, że jako państwo z relatywnie niskim długiem publicznym i rozwijające się w bardzo przyzwoitym tempie, będziemy płatnikiem netto. Brzmi mało wiarygodnie? Może warto przypomnieć, że w apogeum greckiego kryzysu na dług Hellady zrzucać się musiały kraje naszego regionu, które przyjęły wspólną walutę. Ot, taka solidarność – europejska oczywiście. Teraz w imię tej samej solidarności my możemy się zrzucać na długi włoskie czy francuskie. I tak to najpewniej z tym budżetem by było.

INNE Z TEJ KATEGORII

Dowiedz się, jak inwestują najlepsi! Zapraszamy na darmową konferencję Invest Cuffs 2024

Już 5 –6 kwietnia 2024 r. odbędzie się kolejna edycja Konferencji i Targów Invest Cuffs. Będzie to już dziesiąta odsłona wydarzenia, które corocznie przyciąga do Krakowa kilka tysięcy uczestników, mających możliwość wysłuchania wykładów prowadzonych przez niemal 200 prelegentów. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do udziału w tym wydarzeniu i wspólnego tworzenia historii rynku inwestycyjnego.

Zapraszamy na 22. Międzynarodową Konferencję Baltic Management Development Association

W imieniu Zarządu BMDA, Collegium Prometricum oraz naszym – jako Patrona Medialnego wydarzenia, mamy zaszczyt zaprosić do udziału w 22. Międzynarodowej Konferencji BMDA (Baltic Management Development Association) pod hasłem „Mastering the Future: AI Impact on Business Models and Practice”. Konferencja odbędzie się w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku w dniach 25–26 kwietnia 2024 r.

Rola elektrowni szczytowo-pompowych w zielonej transformacji

Elektrownie szczytowo-pompowe to obecnie najbardziej dojrzała technologia magazynowania energii, charakteryzująca się niezwykle długim czasem eksploatacji. Przy rosnącym udziale źródeł wykorzystujących energię odnawialną, takich jak instalacje fotowoltaiczne, czy farmy wiatrowe, jednostki te mają coraz większe znaczenie w zielonej transformacji. W Młotach w Gminie Bystrzyca Kłodzka przygotowywany jest największy tego typu magazyn energii w Polsce.

INNE TEGO AUTORA

RAPORT: Banki centralne wobec podwyższonej inflacji

Patrząc na wskaźnik inflacji, można odnieść wrażenie, że jakaś maszyna przeniosła nas o kilka dekad do tyłu. Polski odczyt dynamiki cen jest najwyższy od 20 lat, inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych osiągnęła poziom niewidziany tam od ponad trzech dekad. Podobnie jest w strefie euro. Niemcy mają inflację porównywalną z tą z początku lat 90. Dziennikarze pytają ekonomistów i polityków, kiedy ceny wyhamują i wszystko wróci do normy.
11 MIN CZYTANIA

DEBATA WIDEO: Skąd ta inflacja? Odpowiadają Kluza, Liberadzki, Sokal

Nie wiesz, skąd ta inflacja? Obejrzyj naszą debatę z udziałem wybitnych ekspertów. Wiele pytań i równie dużo trafnych odpowiedzi!

Prof. Dariusz Gątarek: „Przyczyn inflacji szukałbym poza Polską” [WYWIAD]

O bieżącej sytuacji gospodarczej w Polsce rozmawiamy z prof. Dariuszem Gątarkiem, światowej renomy ekonomistą zajmującym się tematyką zarządzania ryzykiem i wyceną pochodnych instrumentów finansowych. Byłym doradcą prezesa NBP Sławomira Skrzypka.
5 MIN CZYTANIA