Po raz pierwszy głośno na międzynarodowej arenie zrobiło się o nim w 2007 roku, gdy zadebiutował w mistrzostwach świata Cross Country. W tym samym roku związał się z ORLEN Team. Był to przełomowy moment w karierze Kuby Przygońskiego.

Fot. PKN ORLEN

Już w kolejnym sezonie Przygoński został wicemistrzem świata w klasie Over 450. Dziś jest polską ikoną i nadzieją na kolejne nasze sukcesy w Rajdzie Dakar, rekordzistą Guinnessa w najszybszym drifcie na świecie, wicemistrzem świata i zdobywcą Pucharu Świata w Cross Country FIA. Krótko mówiąc, jednym z najbardziej wszechstronnych, utalentowanych i utytułowanych kierowców w Polsce.

Z motoryzacją Kuba Przygoński związany jest od dziecka. Już jako 13-latek ścigał się na motocyklu. Początkowo startował w motocrossowych mistrzostwach Polski. Następnie postawił na rajdy enduro, co w roku 2004 przyniosło mu złoty medal mistrzostw świata ISDE. Został też mistrzem Polski w klasie powyżej 250 ccm. Miał wtedy 19 lat i świetlaną przyszłość przed sobą. Sporty motorowe to jego wielka życiowa pasja, którą – co bardzo ważne – potrafił pogodzić z nauką. Wystarczy przypomnieć, że Przygoński ukończył Politechnikę Warszawską na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych, jest także magistrem zarządzania po Szkole Głównej Handlowej.

W 2007 roku dołączył do ORLEN Teamu, gdzie rozwijał swój talent pod okiem legendy zespołu – Jacka Czachora. Jego pierwszym rajdem w Mistrzostwach Świata Cross Country był Desert Challenge w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tam, na pustyni, Kuba pokazał się z bardzo dobrej strony. Od tego momentu aż sześć razy zostawał wicemistrzem świata w rajdach terenowych Cross Country FIM.

Zachęcony wynikami i zafascynowany rajdami, na początku 2009 roku miał swój debiut w legendarnym Rajdzie Dakar i był najszybszym debiutantem! Młody motocyklista stał się sensacją rajdu, zajmując wysokie 11. miejsce w klasyfikacji generalnej. Okazał się wówczas najlepszym debiutantem w Dakarze. Na szczęście to nie było ostatnie słowo, jakie Przygoński powiedział w Rajdzie Dakar.

Niedawno pytany przez dziennikarzy, czy już jako 13-latek marzył o startach w Dakarze, spokojnie odpowiadał: – Nigdy sobie nie wyobrażałem, że będę startował w Rajdzie Dakar na motocyklu albo jeździł tam samochodem.. Skupiałem się raczej na tym, by podejmować małe kroki. Chciałem jeździć motocyklem i stopniowo się rozwijać. Przechodziłem do coraz poważniejszych zawodów, realizowałem następne małe cele. Oczywiście pierwszy start w Dakarze u wszystkich zawodników wymaga walki o przetrwanie, a nie jazdy po wygraną. Dotyczy to także zawodników z doświadczeniem w innych kategoriach – liczy się przede wszystkim dojechanie do mety. Więc próbowałem jechać możliwie szybko, ale gdy jedzie się szybko z niewielkim doświadczeniem, zdarzają się błędy. Stąd meta okazała się najważniejsza.

Rok 2010 to kapitalny występ najmłodszego w ORLEN Teamie zawodnika. Jadąc motocyklem KTM 660 Rally, zajął 8. miejsce w klasyfikacji generalnej, co jest rekordem wszech czasów startów polskich motocyklistów w Dakarze i nobilitującą przepustką do elitarnego świata wielkich gwiazd tego sportu.

Najlepszy rezultat w Dakarze, w klasyfikacji motocyklistów, Przygoński osiągnął cztery lata później, zajmując na mecie rajdu 6. miejsce! Niestety, w tym samym roku, podczas rajdu Abu Dhabi Desert Challenge, uległ poważnemu wypadkowi, którego skutkiem była kontuzja kręgosłupa.

– Zawsze to tak działa, że gdy przydarzy się sytuacja ekstremalna, trzeba dodać gazu, zrobić wszystko, żeby spróbować się uratować, ale nie ma na to sprawdzonej metody. Nie można się tego nauczyć. Jedynie kondycja fizyczna może nam delikatnie pomóc. Trzeba zdawać sobie sprawę, że cała czołówka motocyklistów jest bardzo silna fizycznie. Większość zawodników ma na swoim koncie wiele upadków, w tym zabiegów medycznych i trzeba się z tym pogodzić. Paradoksalnie liczba wypadków pomaga nam nieco zminimalizować następne uszkodzenia ciała, ponieważ mamy już pewne doświadczenie i jesteśmy trochę bystrzejsi, ale nadal dużą rolę odgrywa przypadek – tłumaczył Przygoński w jednym z wywiadów.

I dodawał opowieść o tym, co wydarzyło się w tym pechowym, 2014 roku: – Pierwszego dnia podczas Abu Dhabi Desert Challenge reanimowałem innego zawodnika, którego starałem się przywrócić do życia. Jednak mimo pomocy medycznej z mojej strony i transportu śmigłowcem do szpitala, zmarł. Na pewno było to bardzo traumatyczne przeżycie, które do końca życia będzie w mojej głowie. Następnego dnia postanowiłem jechać dalej, ponieważ był to mój pomysł na odcięcie się od tych wydarzeń, chciałem się skoncentrować na rajdzie. Niestety sam miałem poważny wypadek, na skutek którego złamałem kręgosłup. Tak naprawdę miałem dużo szczęścia i dziś mogę powiedzieć, że wszystko się dobrze skończyło.

Po żmudnej rehabilitacji Przygoński wrócił do motocykli, ale na krótko. Ukończył swój ostatni motocyklowy Dakar na 18. miejscu i podjął decyzję o zmianie kategorii, zasiadając w rajdowym samochodzie.

W 2016 roku Przygoński po raz pierwszy pojechał w Dakarze samochodem, zajmując na mecie dobre 15. miejsce – najlepsze wśród Polaków. Zaledwie rok później zameldował się na finiszu Dakaru na miejscu 7. Kolejne dwie edycje Dakaru stoją pod znakiem poprawy wyników Kuby Przygońskiego. W 2018 roku Kuba Przygoński z Tomem Colsoulem, jadąc Mini 4×4, poprawili swój własny rekord samochodowy, zajmując 5. miejsce. W tym samym sezonie Kuba zdobył również 1. miejsce w Pucharze Świata FIA w Rajdach Cross Country i po raz kolejny obronił tytułu mistrza Polski w driftingu.

Rok 2019 przyniósł natomiast najlepszy wynik w karierze Kuby Przygońskiego. Zanosiło się na podium, ale niestety awaria skrzyni biegów zatrzymała naszego zawodnika na godzinę na pustyni. Czwarte miejsce uzyskane przez Polaka w zaledwie czwartym starcie w tym rajdzie za kierownicą samochodu to doskonały wyczyn.

– Dakar na motocyklu jest dużo prostszy. Bardziej są to zawody na prędkość i wytrzymałość, a zawodnicy są ze sobą mocno związani. Motocykle są bardzo trwałe, więc aspekt niezawodności odgrywa mniejszą rolę. W samochodach jest wszystko bardziej złożone. Rajdówka jest bardziej skomplikowana technicznie, wokół niej pracuje zespół ludzi, więc pojawia się zdecydowanie dużo więcej elementów składowych na końcowy wynik. Same ustawienia samochodu są czymś skomplikowanym. Dodatkowo zawodnicy w samochodach sobie zdecydowanie mniej pomagają. Wynika to prawdopodobnie z tego, że jest więcej kłopotów technicznych niż medycznych, a to one łączą ludzi. Jednak na pewno wyzwanie sportowe jest tak samo duże, ponieważ przez dwa tygodnie trzeba jechać ekstremalnie szybko, podobnie jak na motocyklu – tłumaczył Przygoński, na czym polega różnica między startem na motocyklu, a startem w samochodzie.

Równolegle z karierą motocyklową, a później i samochodową, Przygoński z powodzeniem oddaje się innej pasji – driftingowi. Już w 2008 roku wziął udział w pierwszych driftingowych zawodach. Później zostawał kilkukrotnym mistrzem Polski w driftingu. Obecnie Przygoński jest driftingowym mistrzem Polski oraz vice mistrzem Polski w rallycrossie – nowej dyscyplinie, którą podbił w tym roku. Także w tym roku Kuba zdobył mistrzostwo Polski w rajdach terenowych. Na swoim koncie ma również między innymi Rekord Guinnessa w jeździe w kontrolowanym poślizgu, podczas którego zarejestrowana prędkość wyniosła 217,97 km/h!

Jakiego kierowcę widzi w sobie Kuba Przygoński? – Moja najmocniejsza strona? Na pewno to, że umiem trzymać nerwy na wodzy i nie poddaję się presji. Jestem też przewidywalnym zawodnikiem, który praktycznie zawsze dojeżdża do mety. Nie jestem szaleńcem za kółkiem, ale profesjonalistą – stwierdził.

A co z planami w kolejnych edycjach Rajdu Dakar? – Na Dakarze jesteśmy na tyle wysoko, że potrzebujemy dobrego samochodu i trochę szczęścia. Po prostu trzeba trzymać gaz i mieć ten odpowiedni moment, który pozwoli wygrać – uważa.

Trzymamy zatem kciuki!

MATERIAŁ PRZYGOTOWANY WE WSPÓŁPRACY Z PKN ORLEN