GoFundMe, jedna z większych platform fundraisingowych, postanowiła przejąć 10 mln dolarów kanadyjskich (ok. 7,9 mln amerykańskich) ze zbiórki pieniędzy na wsparcie protestów kierowców ciężarówek w Kanadzie. Wielka demonstracja przeciwko obowiązkowi szczepień COVID-19 i segregacyjnym zarządzeniom trwa już od końca stycznia, ciągle przybierając na sile. Uczestniczą w niej dziesiątki tysięcy pojazdów rozpoznawanych już na świecie jako Konwój Wolności oraz setki tysięcy ludzi, którzy przeciwstawiają się zamordystycznej władzy.

Konwój Wolności, ulica w Ottawie, 28. 01. 2022 r. (fot. domena publiczna)

Platforma fundraisingowa, która powinna być niczym więcej, jak tylko narzędziem służącym do obywatelskiej zbiórki na rzecz pokojowego przecież protestu, postanowiła zagrać rolę arbitra sumień i strażnika koronapoprawności. Zebrane pieniądze zamierza przekazać nie protestującym, tylko jakimś „wybranym organizacjom charytatywnym”. Zamrożenie środków pochodzących ze spontanicznych wpłat ludzi tłumaczy tym, że protest przerodził się w „coś niebezpiecznego”, że mieszkańcy skarżą się na trudności, a w gronie protestujących znalazły się trzy (dosłownie – trzy) osoby będące na bakier z prawem. I w ogóle taka zbiórka jest niezgodna z zasadami oferowania usługi, bo demonstracja jest już ponoć czymś innym niż była na początku. Tyle można było zorientować się z bełkotliwych komunikatów pijarowych spółki i komentarzy policji oraz nieco już wystraszonego obozu władzy.

Zamrożenie pieniędzy to niebezpieczny precedens. Podważa zaufanie do samej idei fundraisingu, a przy okazji i crowdfundingu, które opierają się na świadomych zbiórkach pieniędzy na ściśle określone cele. Pokazuje też, jak silne nadal czują się elity organizujące „biznes COVID-19” i że wolność słowa oraz zgromadzeń coraz częściej stają się fikcją w symulowanych demokracjach Zachodu.

Co ciekawe, platforma nie miała żadnych problemów ze zbieraniem i przekazywaniem środków na finansowanie terrorystycznej lewackiej Antify czy ruchu Black Lives Matter, gdy lała się krew i płonęły miasta.

Cechą nieznośną elit władzy było i jest zakłamanie. Opowiadanie ludziom, że ich pieniądze zostały „zatrzymane”, bo w gronie protestujących znalazły się osoby łamiące prawo, nosi znamiona typowej prowokacji. Pod pretekstem dbania o bezpieczeństwo (w Ottawie ogłoszono nawet stan wyjątkowy, a policja karze mandatami oraz aresztem za pomoc protestującym) próbuje się zdezawuować protest w oczach tych, którzy się do niego (jeszcze?) nie przyłączyli.

Łączenie protestujących z przemocą lub bezprawną działalnością to dobrze znana komunistyczna metoda – gdy nie umiesz wygrać argumentami ośmiesz, a garnących się do protestu spróbuj zdemotywować. W tej roli dobrze sprawdzają się „fejsbuki” i „tłitery”, do których można wpuścić opłacane przez rządy trolle, którzy kontestujących zarządzenia obrzucą błotem. W końcu próbuje się podzielić ludzi na tych „dobrych”, którzy protestowali pokojowo i tych złych – organizatorów, którzy zawiedli zaufanie, bo przecież tolerowali w swoich szeregach przestępcze elementy.

Tak postępowano z patriotami w latach stalinowskich. Podobnie jak z robotnikami i studentami sprzeciwiającymi się – w Polsce i innych krajach – satelickim władzom zainstalowanym przez ZSRR. Znane są to i praktykowane mechanizmy także w krajach „miłujących demokrację”, które z tą ostatnią wspólnego mają coraz mniej.

GoFundMe pozwoliła organizatorom wyłącznie na wycofanie jednego miliona dolarów kanadyjskich „na wydatki, takie jak paliwo i żywność dla protestujących”. Niczym pełniąca rząd dusz jakaś wszechpotężna korporacja, platforma wydała oświadczenie, że darczyńcy mogą złożyć do 19 lutego br. wniosek o pełny zwrot swojej darowizny.

Wiele krajów zachodnich łagodzi już epidemiczne obostrzenia i nawet w USA osłabł nacisk na obowiązkowe „wyszczepianie” i wprowadzanie sanitarystycznej segregacji. Ludzie coraz mocniej przeciwstawiają się próbom dyktatu narzucanego pod pretekstem epidemii COVID-19. Należy wierzyć, że i kanadyjscy protestujący wygrają. Warto być jednak czujnym. Organizatorzy pandemicznej hucpy mogą odstąpić tylko na chwilę. Co nie oznacza, że całkiem porzucą swoje plany.

Poprzedni artykułRząd zapłaci firmom, aby nie przeniosły produkcji z Polski
Następny artykułNowy podatek w drodze… komunikatu na stronie internetowej