- Rekomenduję, aby składki na ZUS dla branż najbardziej dotkniętych kryzysem zostały nie odroczone, ale całkowicie zlikwidowane na okres 3 miesięcy - pisze wicepremier Jarosław Gowin na Twitterze. A nie mógł wcześniej? Czy to aby nie jego koleżanka z ugrupowania i rządu odpowiedzialna za przygotowanie pakietu antykryzysowego kompletnie ten pomysł wyrzuciła do kosza?
fot. Facebook

Wygląda na to, że fala negatywnych komentarzy, jaka po ogłoszeniu tzw. tarczy antykryzysowej przez rząd rozlała się wśród przedsiębiorców, zaczyna pomału docierać do władzy. No bo jak inaczej wytłumaczyć właśnie teraz aktywność na tym polu wicepremiera Gowina? Czemu wcześniej nie podzielił się swoimi przemyśleniami z kolegami z rządu i przede wszystkim z minister Jadwigą Emilewicz, swoją partyjną koleżanką i bliską współpracownicą, która była przecież odpowiedzialna za przygotowanie propozycji mającej ulżyć przedsiębiorcom w czasie pandemii koronawirusa? Możemy się tylko domyślać. Krótko mówiąc, szkoda, że dopiero teraz, ale jak to mówią – lepiej późno niż wcale.

Krótki cytat z naszej rozmowy z rzecznikiem małych i średnich przedsiębiorców Adamem Abramowiczem: – Najbardziej przedsiębiorców rozczarowało to, że nie został umorzony, a tylko odroczony ZUS. W momencie, kiedy wiemy, że 50 proc. MŚP nie mają żadnych zasobów finansowych – żyją z miesiąca na miesiąc, czyli zarabiają pieniądze, opłacają koszty stałe, coś tam może odłożą, ale w większości raczej nie – to im odroczenie tych płatności o trzy miesiące nic nie da. To żadna pomoc. Bo skąd ci ludzie za trzy miesiące mają wziąć pieniądze, skoro przez ten czas nie będą zarabiać? Do tego przy tym rozwiązaniu o odroczeniu ZUS-u zastosowano zasadę de minimis i opracowano takie wnioski, których przeciętny przedsiębiorca nie jest w stanie wypełnić. Czyli znów dodatkowa biurokracja. Ja natomiast proponuję bardzo proste rozwiązanie – dobrowolny ZUS dla każdego przedsiębiorcy przez najbliższe trzy miesiące. Jeśli przedsiębiorca chce i stać go na to, niech płaci składkę i niech mu wzrasta na emerytalnym koncie. Jeśli natomiast kogoś nie stać, to niech nie płaci. Policzyliśmy to w Biurze Rzecznika MŚP i wyszło nam, że ok. 1 miliard złotych miesięcznie kosztowałoby, gdyby wszyscy przedsiębiorcy przestali płacić. Uważamy jednak, że byłoby takich przedsiębiorców ok. 50 proc., więc wyszłoby 0,5 mld zł razy trzy miesiące, czyli 1,5 miliarda złotych. I to jest realna pomoc dla małych firm, którą rząd może tym firmom zaproponować od razu. Wystarczyłoby, żeby przedsiębiorca drogą e-mailową lub pocztową złożył wniosek do ZUS-u, w którym poinformowałby o rezygnacji przez trzy miesiące z płacenia składki. I tyle.

No, może nie był ten cytat taki krótki, ale trafia w sedno. Abramowicz proponował takie rozwiązanie już w ubiegłym tygodniu. Tyle że przez rząd te pomysły nie zostały zauważone albo zostały zignorowane. Zresztą samego Abramowicza – rzecznika przedsiębiorców, którego sami rekomendowali i wybrali! – również nie potraktowano poważnie, bo nikt z rządu nie zaproponował mu udziału w konsultacjach na temat pakietu antykryzysowego. Pakietu, który ma ratować przedsiębiorców przecież.

I teraz, kiedy przedsiębiorcy krzyczą o skandalicznej decyzji w sprawie ZUS, kiedy rzecznik MŚP woła na puszczy, kiedy prawie wszystkie partie opozycyjne mówią, że przygotują projekt ustawy umarzającej ZUS dla przedsiębiorców, wicepremier Gowin łaskawie dzieli się ze światem swoimi przemyśleniami na ten temat na Twitterze i mówi, że jest "za". Halo, czy leci z nami pilot? Czy ktoś tym statkiem kieruje? Może czas juz skończyć uprawiać jakieś wewnętrzne politykierstwo, a zacząć grać jak drużyna. Bo tylko tak da się ten kryzys jakoś przetrwać.