Niechętni naszemu krajowi decydenci na najwyższych szczeblach Komisji Europejskiej już czekają w blokach startowych pełni determinacji, aby karać za brak „praworządności”. Mają w swoim ręku bat i nie zawahają się go użyć tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. Czyli już od 1 stycznia 2021 roku.

Przyznam, że dziwiła mnie część opinii po szczycie Rady Europejskiej z połowy grudnia. Niektórzy zabierający głos w sprawie ustaleń tego szczytu komentatorzy mówili, że Polska kupiła sobie na nim czas. Że rozporządzenie ws. warunkowości wypłat wejdzie w życie za około dwa lata, bo aby można je było stosować, konieczny będzie stosowny wyrok TSUE. Dziwiło mnie to dlatego, że nic podobnego przywódcy państw członkowskich UE nie ustalili.

Słynne już konkluzje tej grudniowej narady nie wspominały o tym, że przedmiotowy akt prawny ma być niestosowany. Wręcz przeciwnie, jasno z nich wynika, że wchodzi on w życie z dniem 1 stycznia 2021 roku. Skąd zatem pomysł na to, że będzie inaczej? Pewnie ktoś nie odrobił pracy domowej i w uszach pobrzmiewało mu echo tej czy innej wypowiedzi tego czy innego polityka. Nie zaś to, co wynikało wprost z treści poszczytowego dokumentu.

Fakty są jednak takie, że Komisja Europejska owo rozporządzenie może stosować od momentu, kiedy zacznie ono formalnie obowiązywać. Czyli właśnie od początku przyszłego roku. Bez ogródek mówi o tym wiceszefowa Komisji Europejskiej Viera Jourova. Przypadki naruszenia praworządności w Unii będą rejestrowane od początku przyszłego roku – odgraża się Czeszka. I wbrew temu, co głosili niektórzy (raczej nieznający treści konkluzji szczytu) komentatorzy, nic nie stoi na przeszkodzie, aby te groźby wcielać w życie. Rzecz jasna mówimy tutaj o legalistycznej stronie sprawy. Innymi słowy, z prawnego punktu widzenia nie można zabronić Jourovej czy szerzej Komisji Europejskiej, aby aplikowała obowiązujące przecież unijne przepisy. Gdyby było inaczej, najpewniej zaraz głos zabrałaby szefowa KE Ursula von der Leyen, szybko prostując błędy swojej podwładnej. Czy ktoś jednak słyszał, aby przywoływała ją do porządku, mówiąc, że Czeszka pospieszyła się ze swoimi zapowiedziami?

Oczywiście inną sprawą jest duch ustaleń z Brukseli, ten jednak uzależniony jest jedynie od intencji i dobrej woli unijnych instytucji. Jak obserwując unijną politykę i to, jak traktowana jest tam Polska, można było pomyśleć, że KE nie zastosuje z miejsca dostępnych jej niebawem narzędzi? Trudno powiedzieć. Wiadomo nie od dziś, jaka ideologia dominuje teraz w unijnych instytucjach. W tych okolicznościach można sobie z łatwością wyobrazić, że niechętni naszemu krajowi decydenci na najwyższych szczeblach KE już czekają w blokach startowych pełni determinacji, aby karać za brak „praworządności”. Mają w swoim ręku bat i nie zawahają się go użyć tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

Nie ma co się zatem oszukiwać. Nie mamy żadnych dwóch lat spokoju. Przed nami już za chwilę kolejne batalie z Jourovą et consortes. Czyli w UE bez niespodzianek.