Lewica wszędzie próbuje wcisnąć obślizgłe łapska poprawności politycznej, zabierając nam resztki przyjemności z życia. Skuteczniej niż średniowieczna inkwizycja i irańscy mułłowie razem wzięci. Z tego względu nawet w przypadku święta polegającego na zakładaniu na siebie groteskowych przebrań w pierwszej kolejności powinniśmy wysłuchać litanii o tym, jak nikogo nie urazić i „nie zawłaszczyć” sobie jego kultury – pisze w najnowszym felietonie Michał Góra.

Od dawna uważam, że życie społeczne jest po prostu głupie. W tym znaczeniu, że jest  zupełnie nielogiczne. O ile w podręcznikach do historii roztrząsa się najczęściej ślady najznamienitszych dokonań ludzkości, takich jak myśli wielkich filozofów czy zapiski z epickich bitew, to już poznawanie codzienności prowadzi do nieuchronnej refleksji, że jest ona pełna sprzeczności i wręcz odstręczająco niezrozumiała. W celu uzasadnienia mojej tezy, posłużę się tylko jednym przykładem, jakim jest spór o Halloween.

Pomijam to, że w epoce zarazy, krachu gospodarczego i wojny kłócimy się o dziecięce przebieranki, ale w Polsce zarysowała się następująca linia argumentacji. Młodzi, wykształceni i z wielkich miast uważają zazwyczaj, że w świętowaniu Halloween nie ma nic złego, bo to zachodnie i „wesołe” tradycje, związane z pamięcią o zmarłych. Może to i prawda, ale dlaczego ci, którzy bronią progresywistycznego racjonalizmu rękoma i nogami, nie widzą niczego złego – choćby z uwagi na stratę czasu i pieniędzy – w przebieraniu się za duchy i demony o określonej porze roku? Trudno już naprawdę zrozumieć, czy wszystkie irracjonalne tradycje są złe, czy tylko niektóre.

Bardziej konserwatywnie nastawieni obywatele i niektóre środowiska związane z Kościołem krytykują zarazem obchody Halloween, nie bez racji zresztą, jako obce i saraceńskie naśladownictwo, które spycha na dalszy plan nasze rodzime obyczaje. Te ostatnie są, w ocenie progresywistów, rzekomo zbyt smutne. Tak, jakby było coś złego w poświęceniu jednego dnia w roku na refleksję nad ludzką śmiertelnością. Cały rok musi być przecież „wesoło” i „światowo”, jak gdyby funkcjonowanie społeczeństwa stanowiło wieczny spektakl cyrkowy, a zaduma i smutek stanowiły ułomność.

Niewielu jest przy tym takich, którzy powiedzą może, że to wszystko jest przecież równie romantyczne i wiąże się ze wzmożoną konsumpcją (cukierków i przebrań albo zniczy i benzyny). Swoją drogą, to symptomatyczne, że zarówno rzekomo racjonalistyczna kultura zachodu, ale też bardziej tradycjonalistyczna kultura azjatycka, chętnie importują tego rodzaju zabawy Amerykanów. Wydaje się, że jest to skutek uboczny globalizacji. Pewien rodzaj ekspansji kulturowej, podobnej do sowieckiego eksportu postaci Dziadka Mroza do krajów satelickich, przy jednoczesnej próbie wypierania tradycji bożonarodzeniowych. Amerykanie wprawdzie w nieco bardziej subtelny sposób grożą karabinami, kiedy ktoś nie zaakceptuje ich liberalnych obrządków, a także oferują w zamian zazwyczaj lepsze zdobycze cywilizacyjne niż Rosjanie, ale mimo wszystko sam mechanizm wydaje się podobny.

Ktoś mógłby pomyśleć, że tego rodzaju spory nie dotykają państw anglojęzycznych, dla których Halloween jest „natywne”. Nic bardziej mylnego. Lektura prasy krajowej i zagranicznej przekonuje mnie, że i tam głupoty nie brakuje. Lewica wszędzie próbuje bowiem wcisnąć obślizgłe łapska poprawności politycznej, zabierając nam resztki przyjemności z życia. Skuteczniej niż średniowieczna inkwizycja i irańscy mułłowie razem wzięci. Z tego względu nawet w przypadku święta polegającego na zakładaniu na siebie groteskowych przebrań w pierwszej kolejności powinniśmy wysłuchać litanii o tym, jak nikogo nie urazić i „nie zawłaszczyć” sobie jego kultury. I to pomimo tego, że wszystkie te święta, a więc zarówno Halloween, Dziady, jak i obchody katolickie, zawłaszczyliśmy sobie przecież bezczelnie od przodków. Co to ma za znacznie, czyich przodków ograbiliśmy, skoro narodowa i lokalna kultura się w ogóle nie liczą w konfrontacji z wartościami postępowymi i demokratyczno-liberalnymi, podobno niezbędnymi całej ludzkości?

Konkluzja jest jednocześnie taka, że Polacy – jak zwykle – okazują się zacofani. Kiedy w Polsce rozgorzał wcześniej spór o feminizm, to na zachodzie już o transdżenderyzm, a skostniałe feministki uznano niemal za ekstremistki prawicowe. Gdy u nas internauci kłócą się o postępowe Halloween w kontrze do tradycjonalistycznej Uroczystości Wszystkich Świętych, to na zachodzie Halloween samo w sobie staje się powoli rugowanym i skomplikowanym politycznie tematem. Jakżeby więc to inaczej określić niż głupotę poganiającą głupotę, na dodatek z opóźnieniem?

Michał Góra

Poprzedni artykułUnijne pomysły obniżenia cen gazu budzą sprzeciw europejskich spółek, a nawet Kataru
Następny artykułPlatfory streamingowe pod lupą