Jednak zdjęcie powiewającej czerwonej flagi nad Berlinem kryje za sobą pewną tajemnicę. Chodzi o… dwa zegarki na obydwu rękach czerwonoarmisty. Radziecka korekta techniczna, bo jeszcze nie było wtedy Photoshopa, zadbała o „cuda” i w świat poszedł odpowiedni przekaz. Żołnierz Armii Czerwonej na zdjęciu – symbolu ma, tak jak być powinno, jeden zegarek. Bo przecież dlaczego miałby mieć na rękach dwa zegarki, skoro czerwonoarmista jest szlachetny, odważny, niesie wolność i…nie kradnie.

To bardzo ważny szczegół, ale zacznijmy od początku.

Wyścig do Berlina

Berlin, stolica III Rzeszy, to miasto, o zdobycie którego rywalizowali tak samo zachodni alianci, jak i Stalin. O znaczeniu i symbolice zdobycia Berlina nie trzeba chyba wiele pisać. Zdobyłem Berlin, więc to ja, mój wkład w zwycięstwo w II wojnie światowej i obalenie Hitlera był… największy.

Oczywiście Stalin torpedował wszelkie plany aliantów na inny układ frontu niż ten, który dla niego był najbardziej odpowiedni. Mam tutaj na myśli pomysł Churchilla, by aliancki front „otworzyć” lądowaniem na Bałkanach. Ostatecznie alianci wylądowali w Normandii, rozpoczynając długą drogę do Berlina i ścigając się ze Stalinem.

Teoretycznie zgodzili się na to, by Stalin zdobył Berlin, doceniając jego wkład w pokonanie III Rzeszy i poniesione ofiary. Szczególnie Amerykanom, którzy mieli jeszcze na karku nierozstrzygniętą rozprawę z Japonią, zależało po prostu na zakończeniu wojny w Europie. Jednak Brytyjczycy nie dawali za wygraną, mając już na względzie komunistyczne zagrożenie w powojennej Europie. Dla Brytyjczyków było jasne, że tereny zajęte przez Armię Czerwoną staną się w przyszłości strefą wpływów Stalina. Po stronie amerykańskiej sytuację tę doskonale rozumiał generał Patton, nie kryjąc wszem i wobec, że zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego w powojennym świecie będzie równie niebezpieczne dla świata jak III Rzesza…Rozpoczął się więc wyścig do Berlina.

Kto miał większe szanse? Wystarczy spojrzeć na mapę Europy, choć wpływ na ten wyścig miała oczywiście nie tylko odległość, ale i rozmieszczenie sił niemieckich. Hitler był przekonany, że główne uderzenie Stalina na Niemcy pójdzie od strony Węgier. Przeliczył się. Stalin wybrał prostą drogę przez Polskę, relatywnie szybko prąc do przodu.

Po zajęciu Reichstagu 1 maja 1945 roku klęska Niemiec wydawała się kwestią godzin. I tutaj ciekawostka odnośnie słynnego zdjęcia. Pierwsze zatknięcie czerwonej flagi na Reichstagu miało miejsce w nocy z 30 kwietnia na 1 maja 1945 roku. W nocy ciężko było zrobić zdjęcie, dodatkowo Niemcy, którzy ukrywali się w budynku, zrzucili flagę. Dopiero 2 maja po „oczyszczeniu” obiektu ponownie zatknięto flagę pod czujnym okiem fotografa, który…przeoczył jednak dwa zegarki.

2 maja, w Święto Flagi, na kolumnie Zwycięstwa w Berlinie zawisła także biało-czerwona flaga zawieszona przez polskich żołnierzy. O tej historii w powojennym PRL-u było cicho. Dopiero w 1965 roku pojawiły się na ten temat pierwsze artykuły prasowe. A przecież mowa o kościuszkowcach, którzy walczyli razem z Armią Czerwoną…

Byle nie Armia Czerwona

Jednak 2 maja wojna jeszcze się nie zakończyła. Ciężkie walki trwały niemal cały kolejny tydzień. Dlaczego tak się działo? Wojska niemieckie biorące udział w obronie Berlina bojąc się ( i słusznie) okrucieństwa Armii Czerwonej, za wszelka cenę starały poddać się Amerykanom. Stąd niezwykle krwawe i zacięte walki wojsk niemieckich z Rosjanami okupione bardzo wysokimi stratami. Przez radziecki pierścień udało się przebić nielicznym żołnierzom niemieckim, którzy poddawali się aliantom.

Niemieckie wojska broniły się jeszcze w północnych Włoszech, w szerokim pasie od wysokości Drezna i Pragi po Insbruck i Zagrzeb. Do tego trzeba pamiętać, że Niemcy wciąż okupowali Norwegię.

5 maja rozpoczęły się rozmowy kapitulacyjne, podczas których alianci zażądali od Niemców poddania się na wszystkich frontach. I tak się stało. 7 maja 1945 roku III Rzesza podpisała bezwarunkowy akt kapitulacji. Jednak fakt ten wywołał wściekłość Stalina. Ze względów propagandowych i prestiżowych zażądał on powtórnego podpisania aktu kapitulacji Niemiec, które odbyło się w nocy z 8 na 9 maja 1945 roku w podberlińskim Karlhorst.

Przeklęci głupcy

Fakt ten w swoisty dla siebie sposób skomentował zagorzały antykomunista generał Patton w swoim sztabie w Ratyzbonie 8 maja 1945 roku:

"Churchill ma wyczucie historii. Niestety, niektórzy z naszych przywódców okazali się przeklętymi głupcami, całkowicie pozbawionymi wiedzy o przeszłości Rosji. Do diabła, wątpię, czy w ogóle wiedzieli, że jeszcze niecałe sto lat temu Rosja zajmowała Finlandię, wysysała krew z Polski i zamieniła Syberię w więzienie dla własnego ludu”.

Jeszcze w 1945 roku gen. Patton publicznie głosił, iż „Polska jest pod kontrolą Rosji, tak samo jak Węgry, Czechosłowacja i Jugosławia, a my sobie spokojnie siedzimy i wydaje nam się, że wszyscy nas kochają”.

Mało znanym faktem jest to, iż Patton brał udział w konsultacjach dotyczącej tajnej operacji Unthinkable – ataku aliantów zachodnich na ZSRR. Niestety, „spiritus movens” tego planu, czyli Churchill, przegrał wybory, tracąc realną władzę, a Patton wkrótce zginął w „wypadku samochodowym”. Stalin znowu triumfował, a świat nadal karmiony był propagandą o żołnierzu Armii Czerwonej, który przyniósł wolność Europie.

To samo imperium

W odniesieniu do czasów nam współczesnych można powiedzieć, że propaganda Związku Radzieckiego i lata PRL w pewnym sensie zrobiły swoje. Powielana za każdym razem fotografia z czerwoną flagą z sierpem i młotem siłą rzeczy jest jednym z symboli zakończenia II wojny światowej. Tym samym Rosjanie uzyskali swój efekt propagandowy. Będąc w Moskwie, możecie Państwo przypatrzeć się pewnej ciekawej symbolice. Dzisiaj na Kremlu obok dwugłowych orłów równorzędnie nadal eksponowane są czerwone gwiazdy. Co więcej, nawet w symbolice armii rosyjskiej nadal czerwona gwiazda malowana jest na czołgach i samolotach. Dwugłowy orzeł i czerwona gwiazda symbolizują bowiem w pewnym kontekście tą samą „rzecz” – a jest nią imperium.

W 75. rocznicę upadku III Rzeszy warto pamiętać, że polską racją stanu jest uporczywe przypominanie innych symboli (fotografii) przemilczanych i zamiatanych pod dywan w czasach PRL-u i dzisiaj kompletnie zapomnianych przez świat, jak chociażby wyzwolenie przez oddziały Brygady Świętokrzyskiej NSZ niemieckiego obozu w Holiszowie 5 maja 1945 roku. Jest to jedyny przypadek, gdy Polacy wyzwolili obóz koncentracyjny. Ocalili życie kilkuset więźniów. Przesłuchani Niemcy powiedzieli, że mieli rozkaz wysadzić w powietrze baraki z Żydówkami.

Niemniej ważna jest polska flaga na kolumnie Zwycięstwa. Ofiara polskich żołnierzy idących z Armią Czerwoną ze wschodu była ogromna: Lenino, przyczółek czerniakowski, Wał Pomorski, przełamanie linii Odry.

Znaczenie odpowiedniego PR i propagandy rozumiał już król Stefan Batory, który podczas wypraw na Moskwę kazał zabierać z wojskiem także przenośne drukarnie (sic!). Dlatego przedstawiając słynne zdjęcie z czerwonym sztandarem, warto pokazywać je bez przekłamań – z dwoma zegarkami. Do dzisiaj rozmawiając z Rosjanami, ma się wrażenie, że słowo „trofiejne” znaczy „nasze na zawsze, nie podlegające zwrotowi”.

I pisząc to, mam na myśli mnóstwo polskich skarbów kultury, które nadal znajdują się w Rosji (ale także w Niemczech ).Do dzisiaj też te dwa zegarki mogą przywołać na myśl pytanie o niespotykaną, zaplanowaną grabież Armii Czerwonej, wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość, na ziemiach polskich, i które Polsce po 1945 roku „przepadły” – od całych fabryk, po meble.

Prawdziwy cud

No i nie zapominajmy, że dla Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczął się nowy czas komunistycznej supremacji, która trwała do 1989 roku. Choć właśnie w kontekście strefy wpływów Związku Sowieckiego w Europie Środkowo-Wschodniej warto wspomnieć o dosłownym cudzie – mianowicie o wyjściu Armii Czerwonej z Austrii 15 maja 1955 r. po 10-letniej krucjacie modlitewnej Austriaków w tej intencji. Ówczesny kanclerz Austrii Juhus Raab powiedział wtedy: „To Matka Boża pomogła nam w uzyskaniu traktatu pokojowego, w wyniku którego żołnierze radzieccy wrócili do swojego kraju”.

************

I na koniec jedna osobista konstatacja związana z II wojną światową. Na swojej dziennikarskiej drodze spotykałem się także z obywatelami Niemiec urodzonymi w latach powojennych, na przykład w Wenezueli. Powód zamieszkania i dzieciństwa w Ameryce Południowej mógł być oczywiście prozaiczny i nie przeprowadzałem śledztwa, niemniej fakt ten zawsze miałem z tyłu głowy, zadając sobie w myślach pytanie: "Ciekawe dlaczego Ameryka Południowa?".