fbpx
sobota, 22 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonHistoria udowadnia, że jest słabą nauczycielką

Historia udowadnia, że jest słabą nauczycielką

Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby – pisał przed laty Stefan Kisielewski. Prawda dość oczywista, ale jakże trudno dla ludzi posługujących się tą sentencją przyswajalna.

Sam Kisiel przecież notorycznie, przez całe życie polemizował wyśmiewając absurdy. Oczywiście z niewielkim skutkiem, bo głupota, nie tylko w dyskursie publicznym, ale i działaniach politycznych jak tryumfowała, tak i tryumfuje.

Co ciekawe, robię dokładnie to samo. Polemizuję, a głupoty się powtarzają i trwają w swoich działaniach, niezależnie ode tego, ile argumentów logicznych lub ładunku sarkazmu na nich się wyleje. Swoją drogą wcale się nie dziwię, że są tacy, którzy szukają możliwości kneblowania ust ludziom racjonalnym.

17 stycznia 1920 r. wcześniej ratyfikowana przez 36 stanów zaczęła w ustawodawstwie USA obowiązywać 18 poprawka do konstytucji. Jej paragraf 1 brzmi (bo w tekście samej konstytucji nadal widnieje): Poczynając od roku po przyjęciu niniejszego artykułu, niniejszym zabrania się wytwarzania, sprzedaży i przewozu przeznaczonych do spożycia napojów wyskokowych, jak również ich importu i eksportu ze Stanów Zjednoczonych oraz jakiegokolwiek obszaru podległego ich władzy. Ustawodawstwo „implementujące” w tym zakresie przez Kongres zostało bardzo szybko uchwalone i zaczęło obowiązywać pomimo weta racjonalnie myślącego prezydenta Wilsona. I choć spożycie alkoholu spadło, jego sprzedaż niekoniecznie.

Oczywiście ruch na rzecz prohibicji narastał od dłuższego czasu i nie była to fanaberia ówczesnego okresu i ludzi znajdujących się u władzy. Już w połowie XVIII w. jedna z kolonii, jak wiadomo zasiedlana przez ortodoksyjnie podchodzących do wykładni Pisma Świętego pielgrzymów, wprowadziła ustawodawstwo zabraniające sprzedaży i wytwarzania mocnych trunków. Uzasadnienie oparte na cnotliwości życia płynącej z Biblii, skądinąd wyjątkowo słuszne, przyświecało całemu ruchowi prohibicyjnemu, nie tylko oczywiście czasom pierwszych osadników.

Jak wiemy z historii, 5 grudnia 1933 r. ostatecznie ratyfikowano 21 poprawkę do konstytucji, której paragraf 1 brzmi: Niniejszym uchyla się artykuł będący osiemnastą poprawką do konstytucji Stanów Zjednoczonych. Tak więc ten pomysł przymusowego rozwiązania kwestii, żywo zahaczającej o moralność publiczną i ingerującej w podstawową wolność obywatela, skończył się po kilkunastu latach i to w atmosferze nad wyraz napiętej.

Bynajmniej nie zamierzam tutaj stawiać tez, że załamanie produkcji i sprzedaży alkoholu spowodowało wielki kryzys. Wszak jego przyczyny były inne. Jednak wspomniana prohibicja, na dodatek której uchylenie odbywało się właśnie w najostrzejszej fazie załamania gospodarczego, spowodowała wiele oczywiście negatywnych skutków ekonomicznych (obok szeregu innych – ustrojowych, społecznych etc.), które jakoś zdroworozsądkowo wydają się do przewidzenia, ale – mówiąc biblijnie – oczy ówczesnych były na te sprawy zamknięte.

Bo jak może ów zakaz nie wywołać negatywnych skutków ekonomicznych, jeśli do czasu jego wprowadzenia wszyscy dookoła mogą sobie dowolnie alkohol produkować i sprzedawać? Jakże może zniknąć popyt, skoro, pomijając już przyzwyczajenie określonych jednostek do spożywania, dystrybucja alkoholu była codziennością? Wszystkie patologiczne zjawiska to już tylko następstwa. Meliny, przestępczość czerpiąca, jak zawsze, korzyści z nielegalnego procederu, na który jest duży popyt, a cena sięga niebios. Obok tego olbrzymie straty kapitałowe w ujęciu makroekonomicznym i upadek całkiem niezłe rozwijającej się gałęzi gospodarki – bo przecież USA w tamtych czasach dopiero skończyły kolonizować większość swojego olbrzymiego, zachodniego terytorium. No i wreszcie koszty! Olbrzymie koszty administracji mającej za zadanie realizować uchwalony zakaz i ścigać tych, którzy zakazu nie przestrzegają.

Specjalnie unikam tych, niemalże heroicznych, ale indywidualnych przypadków, znanych z popkultury, aczkolwiek opartych na faktach, zmagań „dobrych” ze „złymi”. Nie mają one znaczenia w kontekście tego, co odbiło się już kilkanaście dni temu o media w całej Polsce. Chodzi oczywiście o Kraków, którego politycy znów postanowili stanąć po stronie ideologicznej i postępowej, oraz wydawałoby się, że moralnej, jednak przy uważnym spojrzeniu powiedziałbym raczej patodemokratycznej. Po zakazie kopcenia przyszła kolej na zakaz picia, na razie w godzinach nocnych i nie w knajpach, jednak w przyszłości – kto wie.

Temat w Polsce skądinąd nie jest nowy, ale o tyle zaskakujący, że obok antywolności niesie za sobą i antylogikę. Wszak Kraków to miasto turystyczne, nad wyraz zyskujące na tym, by turyści nie tylko zwiedzali i wyjechali, ale na tym, by zostali, mogąc jak najdłużej wypić i zakąsić. Skąd więc taka decyzja?

Jak wskazują media, choćby FPG24.pl, to nie walka o moralność lub zdrowie człowieka przesądziły o tym, że zakaz dotknie ok. 300 sklepów, ale… niewygoda mieszkańców. I tu zaczyna być ciekawie, bo wydaje mi się, że mamy do czynienia z patodemokracją już na poziomie samorządowym, a nie jak dotychczas – centralnym. Jak się okazuje, nocne zachowanie kupujących alkohol przeszkadza 47 proc. badanych sondażem mieszkańcom. Nie jest to przytłaczająca liczba, na dodatek niezbyt demokratyczna – bo jak wiadomo, w demokracji podejmuje się decyzje większością. Jednak politykom już to wystarczyło, by zacząć działać.

Jak pisałem już kiedyś w jednym z felietonów, najgorszą patologią systemów demokratycznych jest to, że polityk siedzi i myśli. Myśli, jak tu nieba przychylić swoim wyborcom, aby być im permanentnie potrzebnym. Wpada wtedy na pomysły, na które trudno wpaść nawet osobom znajdującym się po konsumpcji artykułów, których już w godzinach nocnych w Krakowie nabyć się w sklepie nie da.

Przykład Krakowa to oczywiście tylko mała groteska. 300 sklepów się zamknie, a pieniądze „spragnionych” przerzucone zostaną do pobocznych gmin lub w cichutkie podziemie meliniarskie. Zwiększy się transport i kopcenie. Jednak sam niesmak absurdu pozostaje.

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne opinie i poglądy

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Europa zasad czy ideologii?

Jakiekolwiek podsumowanie 20 lat uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jakakolwiek dyskusja o tym, czy Polska nadal będzie członkiem tego podmiotu, powinny opierać się nie o analizę zysków i strat, ale o ocenę warunków naszej partycypacji przez pryzmat tego, od czego uwolniliśmy się w 1989 r.
5 MIN CZYTANIA

Romantyczna walka o przyszłość

Przytłoczeni rzeczywistością, czyli ogromem problemów, które zamiast stopniowo rozwiązywać, niemiłosiernie nam się piętrzą, odpychamy od siebie pytania o przyszłość. Niefrasobliwie unikamy oceny czekających nas wyzwań, w sytuacji gdy tylko poprawna ocena pozwoli nam odkryć największe zagrożenie i się na nie przygotować. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że idziemy na łatwiznę i pozwalamy oceniać tym, którzy mają w tym interes, ale niekoniecznie rację.
6 MIN CZYTANIA