W obliczu kolejnego kryzysu gospodarczego Hiszpania domaga się od Komisji Europejskiej, aby ta podjęła „skoordynowanego działania”. Tamtejsi publicyści uważają, że iberyjska gospodarka jest jedną z najbardziej poszkodowanych na skutek tzw. ekopolityki Brukseli.

Sytuacja producentów cytrusów z Hiszpanii dotarła aż do Brukseli. Zdaniem Luisa Planasa, hiszpańskiego ministra rolnictwa, rybołówstwa i żywności, zezwolenia na import pomarańczy z krajów takich jak Republika Południowej Afryki i Argentyna nie powinny być przedłużane. Rząd w Madrycie stoi na stanowisku, że w negocjacjach dotyczących umów handlowych z krajami trzecimi powinny mieć zastosowanie tzw. klauzule lustrzane. W innym przypadku import cytrusów zagraża rentowności wielu gospodarstw rolnych w Unii Europejskiej, które muszą spełnić wyśrubowane wymogi środowiskowe, zdrowotne, dobrostanu zwierząt czy fitosanitarne.

Liczby nie kłamią

Jak wynika z raportu przygotowanego przez hiszpańskie Ministerstwo Rolnictwa, Rybołówstwa i Żywności, między wrześniem a grudniem 2021 r. RPA wyeksportowała na rynek europejski ponad 248 107 ton pomarańczy, co jest najwyższą wartością w porównaniu z analogicznymi okresami, licząc od 2014 r. Ilość zakupionych w ostatnich miesiącach 2021 r. pomarańczy jest o  6,8 proc. wyższa niż w tym samym okresie w 2020 roku i o 13,2 proc. wyższa niż średnia z ostatnich pięciu lat.

Rekordowe dostawy południowoafrykańskich pomarańczy odbijają się na sektorze cytrusów, a rentowność cały czas spada. Nic więc dziwnego, że w zeszłym tygodniu trzy największe stowarzyszenia rolnicze w Hiszpanii (ASAJA, COAG i UPA) zorganizowały spotkanie mające na celu wypracowanie wspólnego planu obrony hiszpańskiego sektora cytrusów. Jednak, jak wskazują lokalni rolnicy, nie tylko import produktów z krajów trzecich, ale przede wszystkim eskalacja kosztów pogrążają unijnych producentów żywności, wyliczając, że w przypadku nawozów w 2021 r. odnotowano wzrost cen o około 26 proc., zaś rachunki za prąd uległy podwojeniu. W przypadku oleju napędowego cena wzrosła o 47 proc., a produkty fitosanitarne w zależności od rodzaju podrożały w przedziale od 5 do 70 proc.

W obliczu kolejnego kryzysu gospodarczego Hiszpania domaga się, aby Komisja Europejska podjęła „skoordynowanego działania”. Tymczasem komentatorzy nie mają złudzeń – to, co robi Bruksela, jest niezgodne z zasadami logiki i narusza reguły rynkowe, które powinny być jednakowe dla wszystkich.

Bitwa o czarną oliwkę

Zdaniem dziennika hiszpańskiego dziennika ABC, wojna o pomarańcze może pomóc Hiszpanii w sporze, jaki kraj ten toczy ze Stanami Zjednoczonymi o sprzedaż czarnej oliwki. Produkt ten od 1 sierpnia 2018 r. objęty jest 35-proc. cłem z jednej strony z powodu oskarżeń lokalnych producentów o rzekomy dumping, a z drugiej z powodu pomocy dla rolników w ramach WPR (Wspólnej Polityki Rolnej).

Jak podaje gazeta, „w obliczu nowej atmosfery, jaka panuje między Brukselą a Waszyngtonem w związku z porozumieniem w sprawie Airbus-Boeing, istnieje realna szansa na zażegnanie sporu hiszpańsko-amerykańskiego”. Zdaniem hiszpańskich publicystów, rząd w Madrycie powinien naciskać na wsparcie Brukseli w sporze o czarną oliwkę, zwłaszcza że iberyjska gospodarka wydaje się być jedną z najbardziej poszkodowanych na skutek tzw. ekopolityki Brukseli.

Poprzedni artykułKomu pandemia wyszła na dobre?
Następny artykułNowy Ład kompromitacją na skalę dymisji rządu?