Wiele wskazuje na to, że nadchodząca zima ujawni z całą mocą krach prowadzonej na poziomie unijnym polityki energetycznej. Logika, na jakiej się opiera ta polityka, to zbiór paralogizmów i sofizmatów, które oderwane od rzeczywistości muszą przynieść opłakane skutki. Odczują je – jak to najczęściej bywa – zwykli ludzie.

Jest coś odpychającego, kiedy zarabiający ogromne pieniądze, mający do dyspozycji luksusowe limuzyny i nadskakujących podwładnych i korzystający z licznych apanaży eurokraci przepowiadają, że prowadzona przez nich polityka przyniesie przykre konsekwencje społeczeństwu (vide słowa Fransa Timmermansa). Chyba nie da się tego słuchać, nie mając przy tym specyficznego odruchu, czegoś, co nazwałbym takimi moralnymi mdłościami. Ludzie zupełnie odrealnieni z wyżyn swojego „wspaniałego świata” pouczają maluczkich, że tych czekają trudny i znoje. A także, że los ten jest nieuchronny i ów determinizm przyjąć trzeba ze spokojem. Wszak o wielką sprawę tu idzie, o los następnych pokoleń, o przyszłość! Profetyczne wizje rodem z pism marksistowskich ideologów mają jednak to do siebie, że owe trudy rozdzielane będą selektywnie. Spadną na masy, jak zwykle oszczędzą nomenklaturę. Sowieccy komisarze, podobnie do tych europejskich, także niezbyt chętnie obciążali się tym, czego przysparzali ludowi pracującemu miast i wsi.

Co zatem za los jest szykowany nam, obywatelom UE? Jeśli w życie wejdzie (nie)sławny już pakiet Fit for 55, skutki będą opłakane. Już teraz jednak ze względu na konieczność nabywanie uprawnień do emisji CO2 przez znaczną część gospodarki, z energetyką i wielkim przemysłem na czele, zima może zaskoczyć nas, tak jak co roku zaskakuje drogowców. „Pani kierowniczko, jak jest zima, to musi być zimno”. Te słowa już niebawem wypowiadać będą mogli liderzy unijnych instytucji. Cóż im bowiem innego pozostanie, jak ten bon mot z „Misia”? Jak musi to i będzie zimno. Czemu? Bo cena energii idzie w górę, gazu jest coraz mniej, a przy tym zapotrzebowanie na niego dramatycznie rośnie. Rośnie, bo korzystanie z tego paliwa zamiast z węgla pozwala zaoszczędzić na uprawnieniach do emisji itp. I tak oto błędne koło się zamyka. A, i jeszcze Rosja zmniejsza dostawy, bo czeka na certyfikację i uruchomienie gazociągu Nord Stream 2, wywierając przy tym presję na zachodnich odbiorców, aby dali zielone światło do odkręcenia kurka.

Jak tak dalej pójdzie, to nie będziemy musieli długo czekać na totalny krach unijnej polityki klimatycznej (ten w zasadzie już następuje), której głównym osiągnięciem będą zimne kaloryfery, co nie jest zbyt przyjemne w grudniowy czy styczniowy wieczór. Alternatywą będzie to, że sami je zakręcimy w obawie przed horrendalnymi rachunkami, jakie mogą czekać tych, którzy jednak na luksus ogrzewania się zdecydują. Może lepiej kupić ciepłe koce?