W wyjątkowym pośpiechu przygotowywany projekt nowej ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa ma pozwolić na „legalne” wyeliminowanie z polskiego rynku firmy Huawei, czyli – było, nie było – jednego ze światowych gigantów i liderów nowoczesnych technologii. Firmy, która wrosła w nasz rynek i która miała odegrać bardzo ważną rolę przy budowie sieci 5G. Warto teraz zapytać, czy ktoś oszacował, ile to wszystko będzie kosztować?

W 2018 roku Huawei trafił na czarną listę w USA i został wykluczony z budowy sieci 5G w Stanach. Od tego czasu amerykańska administracja próbuje przekonać cały świat, że chińska firma to nic innego jak narzędzie szpiegowskie w rękach Komunistycznej Partii Chin.

– Donald Trump osobiście przyznał niedawno, że europejskie represje wobec Huawei są wynikiem jego polityki nacisków. Wyraźnie pokazuje to, że prowadzone przez Stany Zjednoczone działania to element politycznej gry, a nie, jak twierdzą niektórzy, przejaw troski o cyberbezpieczeństwo. Trzeba też przy tym pamiętać, że rynek dostawców usług telekomunikacyjnych jest bardzo wąski, a na bezpodstawnym wykluczeniu któregokolwiek z dostawców finalnie stracą operatorzy i ich klienci. Instytut Oxford Economics wyliczył, że mniejsza konkurencja, opóźnienia i spadek innowacyjności wpłynęłyby na utratę w Polsce nawet 120 milionów euro PKB każdego roku, prowadząc do łącznej straty rzędu nawet 2,2 miliarda EUR do 2035 r. – mówił niedawno w wywiadzie dla „Forum Polskiej Gospodarki” Radosław Kędzia, wiceprezes Huawei w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i krajach nordyckich.

Nacisków amerykańskich nie uniknęła również Polska. Trudno nie skojarzyć, że błyskawiczne prace nad nową ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa to nie przypadek. Szczególnie, jeśli doczytamy, że o dopuszczeniu do polskiego rynku ma decydować „prawdopodobieństwo, czy dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod wpływem państwa spoza Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego” i jak państwo oceniane jest pod kątem przestrzegania praw człowieka.

Przedstawiciele Huaweia mówią wprost, że to wszystko, co się wokół ich firmy dzieje nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, to nic innego jak polowanie na czarownice, którego celem jest zniszczenie największej konkurencji dla amerykańskich firm w wyścigu technologicznym.

„W Polsce ulokowaliśmy swoją siedzibę regionalną na 28 krajów. (…) Łącznie (pośrednio i bezpośrednio) tworzymy tu ponad 3000 miejsc pracy. W samym 2018 roku zapłaciliśmy w Polsce 182 miliony złotych podatku VAT i 100 milionów złotych CIT, a na lokalne zakupy wydaliśmy 319 milionów złotych. To tylko jeden rok i ponad pół miliarda złotych, które zostają tu, w Polsce” – to słowa z listu wspomnianego Radosława Kędzi, wiceprezesa Huawei w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i krajach nordyckich. Listu, który niedawno został wysłany do mediów i instytucji publicznych.

– Spłynęło, i do firmy i do mnie osobiście, dużo głosów wsparcia z rynku. Nie doczekaliśmy się żadnej oficjalnej odpowiedzi od nikogo z rządu – mówi Kędzia pytany przez portal spidersweb.pl o efekty, jakie przyniósł ten list.

Odpowiedzi za to zaczęły udzielać izby i stowarzyszenia branżowe, które zaczęły wyliczać, ile polską gospodarkę kosztować będzie ewentualne wykluczenie Huaweia z rynku. Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji wyliczyła je na 18,5 mld euro. Sam Huawei oficjalnie mówi o 15 mld złotych dodatkowych kosztów dla operatorów. – To koszty wymiany sprzętu, zakupu nowego w sytuacji monopolu na rynku, a więc zapewne też wzrostu cen i oczywiście zatrudnienia do tej operacji odpowiednich ludzi. Nic więc dziwnego, że operatorzy są przerażeni wizją ewentualnego wejścia w życie nowego prawa w proponowanej formie. U części z nich mogłoby to wręcz zachwiać płynnością finansową – mówi Kędzia.

Oficjalnie operatorzy twierdzą, że najtrudniejszy scenariusz, czyli wyczyszczenie całej sieci z Huaweia, może być “trochę mniej” kosztowny. Na przykład Play, który jest najbardziej uzależniony od chińskiego sprzętu, swoje koszty związane z takim czyszczeniem wyliczył oficjalnie na 900 mln zł. Tyle że wkrótce po tym wyliczeniu pojawiła się informacja, że firma ma być przejęta przez francuską grupę Iliad.

Rząd daje operatorom 5 lat na wymianę całego sprzętu. Radosław Kędzia uważa, że ci w razie czego będą potrzebowali drugie tyle. A na pytanie, czy wierzy, że argumenty ekonomiczne będą miały wpływ na to, czy polski rząd zdecyduje się na działanie, którego nadrzędny cel jest czysto polityczny, odpowiada: – My ze swojej strony robimy wszystko, co możemy, by przekonać, że gramy w czystą grę. Brytyjczycy chcieli, byśmy pokazali nasze kody. Zgodziliśmy się i od lat mamy w Wielkiej Brytanii specjalne centrum cyberbezpieczeństwa. Nigdy nie wykryło ono śladów żadnych backdoorów. Niemcy chcą certyfikacji urządzeń do budowy sieci 5G i jak najbardziej temu przyklaskujemy. Rozumiemy potrzeby związane z przejrzystością i bezpieczeństwem. Rozumiem też osobiście, w jakiej sytuacji jest Polska i reszta regionu. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego do załatwiania problemów Stanów Zjednoczonych pozwala się wykorzystywać rząd europejskiego państwa? Przecież na koniec dnia ten koszt będzie musiał zostać przerzucony na użytkowników końcowych – na „statystycznego Kowalskiego”. To on zapłaci w rachunku za telefon za zbędne miliardowe wydatki swojego operatora.

Trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić…