fbpx
piątek, 1 marca, 2024
Strona głównaFelietonIle rozumie posiadacz „psiecka”

Ile rozumie posiadacz „psiecka”

Jak niedawno poinformował nasz portal, koalicja najprawdopodobniej niedługo wprowadzi pod obrady Sejmu projekt, zakazujący hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Tym samym zostanie zaorana znakomicie radząca sobie branża, w dodatku w dziedzinie, w której Polska jest jednym z ostatnich państw w UE, gdzie taka hodowla jest możliwa.

Nie jest to żaden powód do wstydu, ale atut. Ten atut ma zostać zlikwidowany. Jest duże prawdopodobieństwo, że tym razem się to uda, bo znając poglądy pana prezydenta może on nie mieć oporów przed podpisaniem akurat tej ustawy. Zwłaszcza jeśli – w odróżnieniu od projektu, który kiedyś chciało przeforsować PiS – tym razem będzie ona zawierać względnie długie vacatio legis oraz przewidywać odszkodowania dla hodowców. To zdecydowany postęp, bo obu tych rzeczy w projekcie PiS sprzed nieco ponad czterech lat nie było. Vacatio legis było skandalicznie krótkie, a pierwsza wersja projektu w ogóle nie mówiła o odszkodowaniach.

CZYTAJ TUTAJ: Nadchodzi zakaz hodowli zwierząt na futra

Nie zmienia to jednak istoty rzeczy: z powodu prozwierzęcej ideologii zniszczona ma być branża, przynosząca Polsce i polskim przedsiębiorcom korzyści. To ciekawe, że mamy w tej sprawie – jak w kilku innych – grę wszystkich dużych sił do jednej bramki. Prozwierzęce fiksacje łączą Platformę Obywatelską, Nową Lewicę, Razem, PiS i Polskę 2050. Zagadką pozostaje stanowisko PSL jako całości (Marek Sawicki, który opowiedział się za zakazem, to jednak nie cała partia). Konfederacja, jak można założyć, jako jedyna zachowa w tej sprawie zdrowy rozsądek, ale nie wiadomo, czy w imię łagodzenia kursu nie postanowi sprawy po prostu przemilczeć.

Tymczasem nic się w kwestii hodowli zwierząt futerkowych nie zmieniło od czasu, gdy po raz pierwszy próbowano ją w Polsce zniszczyć. Może najwyżej tyle, że inny europejski potentat rynku futrzarskiego – Holandia – swoje hodowle nakazał zamknąć w 2021 r. Jako pretekst wykorzystano pandemię. Nie jest to zaskoczenie, gdy przypomnieć sobie, w jaki sposób holenderski rząd traktował rolników w ogóle. W ten sposób Polska ze swoim potencjałem pozostała sama na placu boju z dużą skalą hodowli, a dodatkowo wzmocniło nas, że również hodująca zwierzęta futerkowe na potęgę Ukraina pogrążyła się w konflikcie zbrojnym z Rosją, a więc utraciła część rynku.

Nie zmieniło się natomiast to, że zamknięcie hodowli zwierząt futerkowych oznaczać będzie musiało dodatkowe wydatki dla hodowców drobiu i najprawdopodobniej dodatkowy zarobek dla niemieckich firm utylizacyjnych. Przemysł futrzarski zużywa bowiem nienadające się do spożycia przez człowieka resztki pochodzenia zwierzęcego, wytwarzane przez drobiarstwo (oraz dodatkowo przemysł rybny) na produkcję karmy dla norek. W ten sposób hodowcy drobiu nie tylko za utylizację tych resztek nie płacą, ale jeszcze na nich zarabiają. Likwidacja przemysłu futrzarskiego oznacza, że będzie to dla ferm drobiu dodatkowy koszt, a zarobią firmy specjalizujące się w utylizacji. Tak się składa, że najwięksi potentaci w tej branży to – cóż za zaskoczenie – firmy niemieckie.

Nic się także nie zmieniło w sposobie myślenia i argumentowania zwolenników zakazu. Mierzyłem się z tym zalewem bambizmu już kilka lat temu, gdy PiS forsowało własny projekt. Tym razem będziemy mieli zapewne powtórkę kolportowanych przez „animalsów” bredni o tym, że hodowle nie mają żadnych standardów albo że norki obdziera się ze skóry żywcem. Z tymi absurdami szkoda nawet dyskutować.

Z filozoficznego punktu widzenia bardziej godne uwagi są inne argumenty, potencjalnie groźne w zakresie znacznie szerszym niż tylko hodowla zwierząt futerkowych. Jeden z nich, stale się pojawiający, to ten, że naturalne futra nie są „niezbędne”. Ten sam argument pojawia się w dyskusjach dotyczących praktycznie każdego ograniczenia dostępu do jakiegokolwiek produktu czy używki: „to nie jest niezbędne”.

Na poziomie czysto faktograficznym trzeba wskazać, że jeśli alternatywną dla futer naturalnych mają być futra sztuczne, to są one wytwarzane z ropy naftowej, a ich utylizacja niesie z sobą bardzo poważne szkody środowiskowe. Zdaje się, że nie jest to to, czego życzyliby sobie ekolodzy wszelkiej maści.

Ważniejsze jest jednak, aby zdecydowanie sprzeciwić się argumentowi o braku niezbędności. Prowadzi on bowiem do całkowicie arbitralnego uznawania różnych rzeczy za zbędne, a więc mogące być objęte ograniczeniami czy zakazem. Zapotrzebowanie w postaci popytu przestaje być brane pod uwagę. W gruncie rzeczy można przecież uznać, że właściwie nic poza produktami i udogodnieniami najbardziej podstawowymi nie jest „niezbędne”. Po co nam dobre jedzenie, samochody, większe mieszkania czy domy? Za prawdziwie niezbędne można uznać porcję chleba i wody, parę metrów kwadratowych na osobę i tyle. Dokąd takie myślenie prowadzi – nie muszę chyba tłumaczyć.

Nie mniej groźne jest uczłowieczanie zwierząt, czyli bambizm. Przecież argumenty przeciwko hodowli zwierząt na futra mogą być równie dobrze zastosowane do hodowli zwierząt w jakimkolwiek innym celu, przede wszystkim spożywczym. Skoro „męczą się” zwierzęta trzymane w klatkach i hodowane na futra, to „męczą się” wszystkie inne trzymane w niewoli zwierzęta. I nie jest to jakiś wymysł – zdaniem polityków takich jak Sylwia Spurek powinniśmy zrezygnować z hodowli zwierząt w ogóle na jakiekolwiek cel. Pani Spurek uważa, że należy to z czasem wymusić odpowiednimi przepisami.

O tym, skąd bierze się bambizm, pisałem już wielokrotnie. Nie ma tu żadnej tajemnicy. Większość ludzi mieszka dzisiaj w miastach. Ich kontakt ze zwierzętami ogranicza się do internetu, telewizji oraz zwierząt domowych. Patrzą więc na wszystkie zwierzęta przez ten pryzmat, karmieni jednocześnie ideologią, która zrównuje coraz bardziej ludzi i zwierzęta, nawet na poziomie języka. Standardem stało się mówienie, że zwierzęta „umierają”, a nie zdychają; że są „adoptowane”, a nie przygarniane; że poddaje się je „eutanazji”, a nie usypia. Przede wszystkim zaś twierdzi się, że mają swoje „prawa”, podczas gdy prawa posiadać może jedynie człowiek, ponieważ tylko człowiek jest w stanie mieć również obowiązki – jedno jest warunkiem drugiego – oraz odróżnia świadomie zło od dobra, co także jest warunkiem posiadania praw. Szczytem wszystkiego zaś jest określenie „psiecko”, wcale nie ironicznie stosowane przez niektórych jako opis psa traktowanego jak dziecko.

A politycy – cóż, jak to politycy. Na ogół wolą się ludziom przypodobać, jeśli można na tym łatwo zarobić punkty, przy okazji jawiąc się jako wrażliwi i czuli. To spektakl dla gawiedzi, a gawiedź się cieszy. A że stracimy miejsca pracy i pieniądze, zaś zwierzęta z hodowli zostaną siłą rzeczy wybite? Tego już umysł posiadacza „psiecka” nie obejmie.

Łukasz Warzecha

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Żywią y bronią

Mamy do czynienia ze sporem tyleż gospodarczym, co światopoglądowym. Sporem – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – o naszą przyszłość. Oto w zadziwiający sposób nagle ponownie aktualne staje się hasło kosynierów z czasów powstania kościuszkowskiego: „Żywią y bronią”.
5 MIN CZYTANIA

Klimatystyczny rak w Europejskim Banku Centralnym

Jeżeli nie jesteś entuzjastą unijnej polityki klimatycznej, praca w Europejskim Banku Centralnym może być nie dla ciebie. Tak przynajmniej uważa – jak ujawnił serwis Politico – jeden z członków sześcioosobowego zarządu EBC, Holender Frank Elderson. „Dlaczego mielibyśmy zatrudniać ludzi, których trzeba przeprogramować? Skończyli najlepsze uniwersytety, ale wciąż nie wiedzą, jak przeliterować słowo »klimat«” – napisał Elderson w wiadomości wysłanej do niektórych pracowników instytucji.
4 MIN CZYTANIA

Carlson nie sprostał

Wywiad Tuckera Carlsona z Władimirem Putinem to materiał na nie jeden, ale kilka tekstów. Lub też jeden, ale bardzo długi. Dwie godziny rozmowy bardzo gęstej i bardzo beztreściowej zarazem; bardzo ciekawej i momentami zarazem śmiertelnie nudnej – nawet już choćby pod tym względem był to z pewnością jeden z najbardziej znaczących wywiadów w historii. Również dlatego, że samego Carlsona ze strony wielu spotka za niego anatema.
6 MIN CZYTANIA