Według Rocznika Statystycznego Leśnictwa w 2021 roku w Polsce zarejestrowanych było 127 372 myśliwych zrzeszonych w kołach łowieckich. Analiza międzynarodowych statystyk pokazuje, że na tle innych europejskich państw – biorąc pod uwagę liczbę osób mających uprawnienia do polowania – w wielu przypadkach pozostajemy daleko w tyle.

cocoparisienne/Pixabay

Najwięcej myśliwych w Polsce (według danych Polskiego Związku Łowieckiego) zarejestrowanych jest w województwach mazowieckim – 16 207, Wielkopolskim – 12 998 oraz na Dolnym Śląsku – 10 229. Najmniej ich działa natomiast na Podlasiu – 5500, w województwie lubuskim – 5404 i w Świętokrzyskiem – 4184.

Myśliwi w UE

Według danych FACE (Europejska Federacja Stowarzyszeń na rzecz Łowiectwa i Ochrony Przyrody), która zrzesza w swoich strukturach 37 krajowych stowarzyszeń łowieckich, liczba myśliwych w Europie przekracza dziś 7 mln, z czego około jedna trzecia to obywatele i mieszkańcy Francji i Hiszpanii. Nad Loarą zarejestrowanych jest 1,3 mln osób z uprawnieniami do polowania, a w Hiszpanii – 980 tys., dalej jest Wielka Brytania – 800 tys. i Włochy – 750 tys. To najwięcej, jeśli pod uwagę weźmiemy liczby bezwzględne. W liczbie myśliwych w odniesieniu do ogólnej populacji danego państwa przodują jednak kraje skandynawskie.

Jak podaje norweski odpowiednik polskiego GUS-u w kraju tym zarejestrowanych jest 528 tys. myśliwych, co sprawia, że średnio co dziesiąty Norweg ma uprawnienia do polowania na zwierzynę. Norwegia prowadzi też pod względem udziału kobiet w ogólnej liczbie myśliwych – stanowią one aż 15 proc. Dla porównania we Francji kobiety stanowią zaledwie 2,5 proc. wszystkich myśliwych, w Wielkiej Brytanii 6,5 proc., a we Włoszech 1 proc.

Uprawnienia do polowania posiada 5,5 proc. Finów, 3,75 proc. Cypryjczyków, 3 proc. Duńczyków, i 2,7 proc. Maltańczyków. W Polsce, choć w kraju mamy niemal 130 tys. myśliwych, stanowią oni tylko około 0,3 proc. mieszkańców.

Według FACE bycie myśliwym to niemały wydatek. Średnie koszty ponoszone przez myśliwych to około 2400 euro rocznie. Składają się na nie wydatki na utrzymanie psów, na transport, podróże, broń (to średnio, o dziwo, zaledwie 11 proc. kosztów) oraz koszty prawne. FACE podaje także, że dzięki swojej działalności zapewnia około 102 tys. miejsc pracy tylko na Starym Kontynencie. Wśród nich najwięcej jest producentów odzieży i akcesoriów myśliwskich, trenerów psów, sprzedawców broni itd.

Szkodliwe mity

Szereg organizacji antyłowieckich zadbało o to, aby myśliwi mieli jak najgorszą prasę. Wciąż pod ich adresem padają oskarżenia o barbarzyństwo, zabijanie dla zaspokojenia pierwotnych potrzeb, czy przypisywanie myśliwym działań, za które wprost odpowiadają kłusownicy. Tymczasem myśliwi nie odpowiadają wyłącznie – jak chciałyby tego organizacje pseudoekologiczne – za odstrzał zwierzyny (choć i to działanie jest niezwykle pożyteczne). Pomagają oni przetrwać zimę dzikim zwierzętom, rozrzucają w lasach szczepionki przeciwko – ponownie groźnej w Polsce – wściekliźnie, odpowiadają za zabezpieczenie upraw niszczonych przez dzikie zwierzęta itp.

Rola myśliwych jest nie do przecenienia w kontekście działalności rolniczej. W Polsce od kilku lat panuje groźna epidemia afrykańskiego pomoru świń (ASF), której jedynym wektorem przenoszenia są dziki. Zdaniem ekspertów tylko odstrzał sanitarny tych zwierząt, realizowany przez właściwie zaplanowane czasowo polowania zbiorowe, może jakkolwiek spowolnić rozprzestrzenianie się choroby, która zagraża nie tylko stabilności, ale także istnieniu polskiego sektora hodowli trzody chlewnej. Zmasowane polowania na dziki nie zagrażają populacji tych zwierząt w Polsce, gdyż gatunek ten wykazuje wysoką zdolność do szybkiej odbudowy swojej liczebności. Wykrycie ASF w chlewni to konieczność utylizacji całego stada znajdującego się w gospodarstwie. Czy zatem aktywiści antyłowieccy, nielegalnie stając przez lufami broni myśliwskiej celem uniemożliwienia polowania, rzeczywiście działają na korzyść zwierząt?

Myśliwi już w niedalekiej przyszłości powinni uzyskać zgodę na odstrzał innych gatunków, które lokalnie zagrażają gospodarstwom rolnym. Problemem dla rolników, choć nie tylko dla nich, stają się wilki, które rokrocznie zwiększają liczbę ataków na owce, kozy, bydło mięsne, bydło mleczne i szereg innych zwierząt, włączając w to gatunki towarzyszące – jak np. psy. I tu jednak już dziś widoczne są działania organizacji antyłowieckich, które kolejny raz stawiają na mylnie pojmowaną ochronę przyrody.

Poprzedni artykułDo Kazachstanu uciekło przed wojną więcej Rosjan niż Ukraińców do Polski
Następny artykułŚwietne wyniki polskich eksporterów żywności