Przy poszukiwaniu nowych rynków eksportowych trudno nie zwrócić uwagi na Indie. To kraj, który pomimo koronawirusa dynamicznie się rozwija, kraj o relatywnie niskim koszcie rozpoczęcia biznesu, dający szansę na sprzedaż towarów, których na Starym Kontynencie, w USA czy w Chinach jest już nadmiar. Indyjski rynek nie jest jednak łatwy. Nie tylko z uwagi na całkiem odmienną od zachodniej kulturę.

indyjski rynek eksportowy - grafika wpisu
fot. Pixabay

Wszystkie rejony Azji to naturalna szansa na pozyskanie nowych klientów i sprzedaż wielu różnych usług i produktów, na których zapotrzebowanie rośnie i rosnąć będzie wraz z bogaceniem się tamtejszych społeczeństw.
1,4-miliardowe Indie to ogromny i wciąż nienasycony rynek konsumenta, który stopniowo wydobywa się z ubóstwa, tworząc klasę średnią. To, na co na pewno warto zwrócić uwagę, to jedna z największych populacji nastolatków i młodzieży – około 20 proc. ludności kraju jest w grupie wiekowej od roku do dwunastu lat. Tak ogromna młoda populacja – jak przewidują demografowie – utrzyma się do 2030 roku, tworząc rynek konsumenta nastawionego na zakup specyficznych produktów. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na to, że indyjski rząd promuje różne projekty i programy edukacyjne wymagające odpowiednich zabawek, gier, dedykowanych gadżetów itp. Polscy eksporterzy z pewnością mogą tu coś zaproponować.
Przemysł zabawkarski w Indiach szacowany jest na 1,4 mld dolarów. A popyt na zabawki stale rośnie, przy czym przestarzałe nieraz fabryki indyjskie nie zawsze nadążają z produkcją.

Rosnąca klasa średnia zgłasza rosnące zapotrzebowanie na produkty wysokiej jakości oraz luksusowe. Indyjskim zwyczajem jest wzajemne obdarowywanie się. Szacuje się, że prezenty dla osób spoza rodziny stanowią około 50 proc. rynku. Rozległy jest też rynek biżuterii, szczególnie złotej lub ze złotymi elementami, co ma ścisły związek z indyjskimi tradycjami. Nasze firmy jubilerskie mogą więc mieć tam pole do popisu.

Silny wzrost rynku, także e-commerce

Według grudniowego raportu PFR TFI i PwC Polska (2020), Indie są obecnie najbardziej perspektywicznym krajem dla polskich eksporterów, którego przepisy sprzyjają zagranicznym inwestorom. 80 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych w 2019 roku trafiło do Azji Południowej, w tym najwięcej właśnie do Indii. Indyjskie przepisy są szczególnie liberalne w zakresie usług świadczonych online – nie ma tam ograniczeń związanych z łańcuchami dostaw. Nic więc dziwnego, że udział e-handlu w sprzedaży detalicznej wzrósł z 1 proc. w 2007 roku do 18 proc. w roku 2012 i wzrastał sukcesywnie także w latach następnych. Atrakcyjna jest, na przykład, internetowa sprzedaż kosmetyków w Indiach. Można też oferować różne utensylia związane z koronawirusem, a nawet paraleki.

Indie nie są jednak łatwe

Jak wynika z komunikatu indyjskiego Ministerstwa Handlu, eksport indyjski wzrósł o 46 proc. – do 14 mld dolarów (dane z połowy czerwca br.). Wzrost nastąpił głównie w sektorach takich jak inżynieria, klejnoty i biżuteria oraz produkty naftowe. Import zanotował z kolei wzrost aż o 98-proc. – do 19,59 mld dolarów w większości sektorów i branż (oba wzrosty w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku).

Pomimo sprzyjających inwestorom warunków, nie jest to jednak rynek „samograj”. Nie wystarczy mieć dobry produkt i znaleźć nawet stosunkowo niedrogi transport, by odnieść w Indiach sukces. Przeszkodami są: wszechobecna korupcja, lokalne układy będące pokłosiem społecznego systemu feudalno-niewolniczego oraz nadal mała siła nabywcza przytłaczającej większości indyjskiego społeczeństwa. Nie będąc dużą korporacją nie da się biznesu prowadzić jedynie zdalnie. Trzeba zatrudnić kogoś zaufanego na miejscu, znającego tamtejsze zwyczaje i specyfikę zarządzania, a najlepiej otworzyć tam oddział polskiej firmy.

Na przedsiębiorców czyhają rożne zasadzki. Począwszy od trudnych warunków klimatycznych i konieczności poznania miejscowych zwyczajów (tu z pomocą może przyjść dobrze przygotowany przewodnik autorstwa PAiH) poprzez bariery komunikacyjne i mentalne utrudniające porozumienie z pracownikami, aż po niską kulturę techniczną. Ale przecież do odważnych świat należy.