Indie – największa demokracja i od tego roku najprawdopodobniej najludniejszy kraj świata – w globalnej polityce swingują we własnym rytmie. Nie potępiły inwazji Rosji na Ukrainę, nie przyłączyły się do zachodnich sankcji i gospodarczo korzystają na wojnie skupując od Putina ropę i węgiel. Indie są jednocześnie sojusznikiem Zachodu i USA balansującym, z punktu widzenia USA, pozycję Chin w Azji, z którymi z kolei od niedawna poprawiają relacje.

Dużo mówi się o relacjach chińsko-amerykańskich i konfrontacji tych krajów na różnych polach. Mniej o Indiach, które – co pokazuje wojna na Ukrainie – także pokazują światu swoją podmiotowość.

Neutralność dla korzyści

Od wybuchu wojny na Ukrainie Indie starają się pokazać swoją neutralność w konflikcie nie przystępując do zachodnich sankcji na Rosję, co wywołuje irytację USA i jest witane z zadowoleniem przez Putina. Dla Hindusów konflikt za naszą wschodnią granicą jest bowiem traktowany jako odległy i wewnątrzeuropejski. Próbując grać na różnych fortepianach starają się jak najbardziej skorzystać z sytuacji, wiedząc, że ich stanowisko jest ważne zarówno dla Rosji, jak i USA w kontekście problemów i izolacji Putina oraz rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Hinduscy przywódcy mają także świadomość, jak kluczowe dla ogromnej indyjskiej – prawie półtoramiliardowej, ciągle w większości biednej – populacji są stabilne i tanie zasoby żywności i energii. Stąd polityka wartości schodzi na drugi plan.

Rola Indii w świecie rośnie także dlatego, że są znaczącym graczem na rynkach surowców, choć uzależnionym od ich importu. Import zapewnia 85 proc. zapotrzebowania Indii na ropę, a prognozuje się, że w tym roku ogólny popyt tego kraju wzrośnie o 8,2 proc. Są trzecim jej importerem i konsumentem na świecie. Nie dziwi więc zainteresowanie kraju rosyjską ropą przy oferowanych przez Putina 20-proc. zniżkach poniżej światowych cen referencyjnych. Od 24 lutego, czyli od początku inwazji na Ukrainę, do kwietnia Indie kupiły co najmniej 13 milionów baryłek rosyjskiej ropy – w porównaniu z prawie 16 milionami baryłek w całym roku 2021. W ostatnim czasie wyprzedzają w imporcie inne kraje azjatyckie, zbliżając się pod tym względem do Chin.

Trzymają ze wszystkimi

Indie to chyba jedyny kraj świata, który jest w stanie być członkiem różnych organizacji międzynarodowych grupujących kraje o tak rozbieżnych interesach. Chodzi o takie organizacje jak QUAD, BRICS, Szanghajską Organizację Współpracy czy powstające pod amerykańskim parasolem IPEF (Indo-Pacyficzne Ramy Gospodarcze).

Przypomnijmy. QUAD to stworzone przez Donalda Trumpa, a rozwinięte przez prezydenta Bidena porozumienie polityczne USA, Japonii, Indii i Australii, będące odpowiedzią na rosnącą pozycję Chin w regionie. BRICS to układ wschodzących gospodarek światowych – Chin, Indii, RPA, Rosji (teraz bardziej zwijającej się) i Brazylii, której mózgiem są Chiny. Szanghajska Organizacja Współpracy jest porozumieniem w zakresie bezpieczeństwa Rosji, Chin, Indii, Pakistanu i krajów Azji Centralnej. IPEF zaś to najnowsza amerykańska inicjatywa współpracy z 13 krajami Azji Południowo-Wschodniej wykluczająca Chiny, a obejmująca kwestie łańcuchów dostaw, podatków, walki z korupcją, handlu, energetyki czy współpracy medycznej. Co ciekawe, tutaj Indie także pokazały swoją niezależność zapowiadając przystąpienie jedynie do 3 z 4 filarów porozumienia, wyrażając oficjalnie sceptycyzm wobec amerykańskich wymagań dotyczących ochrony środowiska, pracy i zamówień publicznych.

Ważnym punktem spornym z USA są jednak, tak naprawdę, kwestie wymagań dotyczących ochrony prywatności w internecie, cyberbezpieczeństwa i danych wykorzystywanych przez koncerny technologiczne. Hinduskie władze, podobnie jak Chińczycy, chcą bardziej kontrolować Big Techy, co często nie koresponduje z zachodnim podejściem i stosują częste działania cenzorskie wobec mediów społecznościowych. Indie, nakładają także np. ograniczenia na rynek kryptowalut (Chiny całkowicie ich zakazały), co wiąże się z planami uruchomienia, podobnie jak Chińczycy, własnej waluty cyfrowej.

Udział Indii w tak różnorodnych formatach współpracy pokazuje niezwykle rozwinięte możliwości i umiejętności utrzymania dobrych relacji ze skrajnie różnymi partnerami. Doprowadza to do sytuacji, w której – w niewielkim odstępie czasowym – Indie uczestniczą we wspólnych manewrach wojskowych z Rosją (częściowo skierowanych przeciw Japonii) i planują ćwiczenia z Japonią i USA w kontekście zagrożenia chińskiego.

Przyjaźń z Rosją sięga głęboko

Przyjazny stosunek Indii do Rosji nie jest kwestią ostatnich wydarzeń. Rozbudowane relacje tych krajów sięgają czasów zimnej wojny, kiedy to kraj ten był w bliskich relacjach z ZSRR (skonfliktowany z Indiami Pakistan wspierały wtedy Stany Zjednoczone, który teraz ma bardzo bliskie relacje z Chinami). Sowieci wspierali Indie w dostawie sprzętu wojskowego, co pozostało do dziś, choć udział rosyjskich zakupów jest już znacznie mniejszy. Kraj ten jest też znaczącym odbiorcą rosyjskiego sprzętu wojskowego. Jeszcze po inwazji Rosji na Ukrainę, mimo nacisków USA, Indie zakupiły od Rosji zestawy antyrakietowe ziemia-powietrze (kontrakt zawarty był przed rosyjską inwazją). Rosjanie inwestują także w hinduską energetykę jądrową.

Obecnie za głównego konkurenta w Azji Indie uznają Chiny, z którymi do niedawna toczyły spór graniczny w regionie Gogra-Hot Springs w Himalajach, wyniku którego 2 lata temu zginęło 20 hinduskich żołnierzy (w ostatnim czasie został on załagodzony i obie strony wycofały się ze spornych terenów). Niepokój Indii budzą także zwiększające się wpływy ekonomicznie Chin. Dotyczy to zarówno ekspansji chińskich firm technologicznych, które hinduskie władze oskarżają o oszustwa finansowe i zagrożenie dla bezpieczeństwa danych, ale też o ekspansję na obszarze Oceanu Indyjskiego, czego wyrazem są ogromne chińskie inwestycje portowe na Sri Lance czy na wschodnim wybrzeżu Afryki.
Relacje z Rosją i USA są więc dla Indii gwarantem na zachowanie równowagi w Azji wobec rozpychających się Chin. Możliwa obawa o chińską dominację w regionie jest przyczyną, dla której Indie są jedynym znaczącym krajem regionu, które w ostatniej chwili odmówił przystąpienia do RCEP (Wszechstronne Partnerstwo Pacyficzne) – największej strefy wolnego handlu na świecie – z Chinami i Japonią, Australią, Koreą Płd. i innymi państwami Azji Południowo-Wschodniej.

Jest faktem, że od czasów objęcia rządów w tym kraju przez Indyjską Partię Ludową (Bharatiya Janata Party) premiera Narendry Modiego w 2014 r., rośnie indyjski nacjonalizm. Partia ta jest ugrupowaniem narodowo-konserwatywnym o silnym obliczu religijnym, co prowadzi do częstej dyskryminacji mniejszości muzułmańskiej, ale też i chrześcijan. Jednocześnie jest partią reprezentującą hinduską klasę średnią i biznes.

Polityce Indii należy się bacznie przyglądać. Kraj ten dysponuje bowiem ogromnym potencjałem ludnościowym i gospodarczym – to obecnie piąta gospodarka świata, większa od brytyjskiej czy francuskiej, a niejednoznaczna polityka międzynarodowa tego kraju ma ogromny wpływ na światową równowagę i układ sił.

Poprzedni artykułBoom na rynkach nieruchomości dobiega końca
Następny artykułInnowacje na rzecz bezpieczeństwa energetycznego