Po dwóch latach pandemii, kryzysu w sektorze turystycznym i ostrych ograniczeń mobilności Europejczycy stoją u progu lata „na wolności” – niestety – jednego z najdroższych. Inflacja dotyka hotele, loty, gastronomię czy wycieczki organizowane przez biura podróży do tego stopnia, że wakacje, jak uważa wielu ekspertów, są zagrożone, ponieważ ludzi nie będzie stać na pokrycie wciąż rosnących kosztów.

Fot. Pixabay

Hiszpania – z najwyższym wskaźnikiem inflacji w Europie – jest jednym z krajów, w których wakacje są najdroższe. Według „El Mundo” ceny na półwyspie wzrosły średnio o 10 proc. w hotelach trzygwiazdkowych (średnio o 100 euro za noc), tyle samo w hotelach czterogwiazdkowych (o 140 euro) i 17 proc. w pięciu (prawie o 300 euro). Wzrost cen w takich destynacjach jak Baleary, Wyspy Kanaryjskie czy Costa del Sol sięga nawet 40 proc. w przypadku hoteli trzygwiazdkowych i 27 proc. w pięciogwiazdkowych, co oznacza płacenie ok. 400 euro za pokój w lipcu lub sierpniu.
Portugalia zakłada wzrost cen hoteli o 17 proc., ale liderem podwyżek jest Grecja ze wzrostem na poziomie 125 proc. w hotelach pięciogwiazdkowych. W Polsce ceny również poszybowały w górę. Jak podaje Business Insider w najbardziej popularnych miejscowościach cena za nocleg wzrosła nawet o 32 proc. w porównaniu z okresem przed pandemią. Jedynie Włochy utrzymują stabilne ceny z 2019 roku.

Tanio nie będzie

Zdaniem ekonomistów w tym roku możemy pożegnać się z ofertami last minute. Galopująca inflacja oraz wzrost cen paliw spowodowały, że sektor turystyczny, aby wyjść na zero, musi podwyższać ceny. Z tego powodu ci, którzy zostawiają planowanie wakacji na ostatnią chwilę zapłacą więcej. Jak podkreśla Javier Caballero, partner w McKinsey & Company odpowiedzialny za sektor turystyczny w Hiszpanii: „Różnica w cenach wynika z tego, że touroperatorzy ustalają stawki z rocznym wyprzedzeniem. Jeżeli ktoś zarezerwował wakacje np. w październiku zeszłego roku, czyli przed wybuchem wojny, za wypoczynek zapłaci po wcześniej ustalonych taryf. Tego lata efekt inflacji nie będzie tak widoczny, ponieważ wiele rezerwacji zostało dokonanych kilka miesięcy temu, czyli przed podwyżką.”

Spadający popyt?

W ubiegłym roku w europejskim sektorze turystycznym można było zaobserwować prawdziwy boom. Jeszcze w pierwszej połowie bieżącego roku unijna turystyka nie miała powodów do narzekań, osiągając poziomy sprzed pandemii. Problem jednak w tym, że domowe budżety w coraz większym stopniu zjada inflacja.
„Obserwując zachowania klientów można zauważyć, że najpierw staramy się zaoszczędzić na wydatkach takich, jak ubrania, wyjścia do kina czy jedzenie poza domem. Wakacje są wyczekiwanym i długo planowanym czasem, dlatego dopiero wtedy, gdy nastąpi poważny wzrost inflacji i spadek oszczędności jesteśmy w stanie zrezygnować z letniego wypoczynku. Europejczycy będą raczej szukać tańszych destynacji, skracać czas pobytu lub obniżać standard zakwaterowania” – uspokaja ekspert McKinsey.

Powyższe przypuszczenia potwierdzają dane opublikowane przez Polską Organizację Turystyczną (POT). Jak wynika z przeprowadzonego przez POT badania, mimo wzrostu cen aż dwie trzecie Polaków planuje letni wyjazd, z czego aż 71 proc. zamierza spędzić urlop w kraju, a tylko 19 proc. za granicą. Co więcej, aż 66 proc. ankietowanych chce przeznaczyć na wakacje więcej pieniędzy niż w zeszłym roku, zaś jedna czwarta zamierza wydać podobną – lub taką samą sumę – jak rok temu.

Wojna na Ukrainie niszczy wschodnią turystykę

Światowa Organizacja Turystyki Narodów Zjednoczonych nie przewiduje spadku ożywienia w Europie Zachodniej, zwłaszcza że europejskie społeczeństwo aż dwa lata czekało na wakacje bez ograniczeń. Jednak nie dla wszystkich gospodarek ten sezon będzie udany. Mowa tutaj o krajach sąsiadujących z Ukrainą, takich jak Polska, Słowacja, Węgry, czy Rumunia.

Wojna ma reperkusje także w postaci wzrostu i tak już wysokich cen ropy, rosnącej inflacji oraz załamania się globalnych łańcuchów dostaw, co powoduje wzrost cen transportu i zakwaterowania. Polska jest stosunkowo tanim kierunkiem, jednak zaraz po wybuchu wojny – zgodnie z szacunkami Ministerstwa Sportu i Turystyki – ok. 40 proc. zagranicznych turystów odwołało swoje rezerwacje. Mimo iż trend spadkowy jest w lekkim odwrocie, to (jak wskazuje Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna) o powrocie do poziomu sprzed pandemii nie ma mowy. Zgodnie z danymi Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego – w maju, czyli na miesiąc przed wakacjami, aż 65 proc. polskich hoteli miało o 30 proc. mniej rezerwacji.

Poprzedni artykułDlaczego w Polsce brakuje aniołów biznesu?
Następny artykułRośnie niepewność wśród pracodawców