Inflacja w Europie nie słabnie. Wzrost cen żywności ma charakter historyczny, a w strefie euro jest największy od czasów jej powstania (o 54 proc. wyższy niż podczas kryzysu z roku 2008).

Chronomarchie/Pixabay

„Kontynuacja konfliktu wywołanego rosyjską inwazją na Ukrainę nadal będzie wywierać presję na wzrost cen, zarówno bezpośrednią, jak i pośrednią. Przedłużanie się wojny wpływa na ceny energii i nawozów, które są kluczowe w działalności rolniczej. Zakłócenia w dostawach z Rosji i Ukrainy w połączeniu z pewnymi niekorzystnymi zmianami klimatycznymi zmuszają niektóre kraje do zakazu lub nakładania ograniczeń na wywóz niektórych produktów spożywczych. Dodatkowe napięcia w globalnych łańcuchach dostaw mogą generować trwałe wzrosty cen międzynarodowych” – uważa prezes Banku Hiszpanii, Pablo Hernández de Cos.

Podobny scenariusz kreśli międzynarodowa agencja Bloomberg, której eksperci zauważają, że produkcja np. wyrobów cukierniczych w Europie kosztuje teraz co najmniej o 50 proc. więcej niż przed wybuchem wojny. Od masła po jajka i cukier, większość cen podstawowych produktów spożywczych wzrosła w ciągu ostatniego półrocza. Ale Stary Kontynent boryka się teraz również z gwałtownie rosnącymi rachunkami za energię. To podwójny kłopot dla producentów żywności i koszt, który szybko odczuwają konsumenci.

Bank Centralny Wielkiej Brytanii spodziewa się, że inflacja osiągnie w tym roku szczytowy poziom ponad 13 proc., a jedna trzecia brytyjskich gospodarstw domowych wyda ponad 10 proc. swoich dochodów na energię. Zdaniem analityków rosnące koszty artykułów spożywczych zwiększają globalne ubóstwo żywnościowe.

Mimo iż światowe ceny żywności osiągnęły rekord na początku tego roku, a globalne koszty spadają już czwarty miesiąc, to konsumenci raczej nie odczują ulgi. Dzieje się tak, ponieważ producenci żywności w Europie zmagają się obecnie z wysokimi cenami energii, które stanowią wielokrotność normalnych stawek. Ale najgorsze dopiero przyjdzie, gdy nadejdą ciemne i mroźne zimowe dni, zwiększając zapotrzebowanie na energię do ogrzewania czy oświetlenia.

Według wstępnych szacunków roczna stopa inflacji w strefie euro w lipcu 2022 r. osiągnęła nowy rekord 8,9 proc. (8,6 proc. w czerwcu). Dane przekroczyły oczekiwania rynku – na poziomie 8,6 proc. – ponieważ ceny żywności, alkoholu i tytoniu nadal rosną (9,8 proc. wobec 8,9 proc. w czerwcu), podobnie jak ceny nieenergetycznych towarów przemysłowych (4,5 proc. vs. 4,3 proc.) czy usług (3,7 proc. vs. 3,4 proc.). Nieznacznie natomiast staniała energia (39,7 proc. vs. 42 proc.). Wyłączając energię, inflacja również wzrosła – z 4,9 do 5,4 proc., a indeks bazowy – z 3,7 do 4 proc. W porównaniu z poprzednim miesiącem ceny konsumpcyjne wzrosły o 0,1 proc.

Nic więc dziwnego, że począwszy od marca br. optymizm wśród europejskich konsumentów nieustannie spada (100,1 pkt. vs. 99 pkt.). Opracowany w oparciu o odpowiedzi na temat oczekiwanej sytuacji finansowej wskaźnik zaufania konsumenckiego opublikowany (9 sierpnia) przez OECD, wskazuje na przyszłą ewolucję konsumpcji i oszczędności gospodarstw domowych. Wskaźnik powyżej 100 wskazuje na wzrost zaufania konsumentów co do przyszłej sytuacji gospodarczej, w wyniku czego są oni mniej skłonni do oszczędzania i bardziej skłonni do wydawania pieniędzy w ciągu najbliższych 12 miesięcy; jednak wartości poniżej 100 wskazują na pesymistyczne nastawienie do przyszłej ewolucji gospodarki, co prawdopodobnie przekłada się na tendencję do zaciśnięcia pasa, co – jak wskazują opublikowane dane – będzie się działo na całym kontynencie.

Żaden europejski kraj nie osiągnął wskaźnika zaufania powyżej 100 pkt. Co ciekawe to Polska jest krajem z najlepszym na koniec czerwca wynikiem (98,6 pkt.). Zaraz za nią uplasowały się Belgia (98 pkt.) i Słowacja (97,8 pkt.). Najgorszy wynik odnotowały Hiszpania (92,9 pkt.), Litwa (91,3 pkt.) i Estonia (91,2 pkt.). W dwóch ostatnich krajach stopa inflacji jest najwyższa w całej Unii. Z kolei Hiszpania, gdy nastąpiła pandemia koronawirusa, nie podniosła się jeszcze po krachu z 2008 r., a teraz doszedł kolejny kryzys – energetyczny – wywołany wojną. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego sceptycznie spoglądają w przyszłość, a hiszpańskie media produkty uznawane do tej pory za pierwszej potrzeby (jak np. mąka i cukier) zaczęły określać mianem produktów dla bogaczy.

Poprzedni artykułChatbot Zuckerberga krytykuje swojego szefa
Następny artykułMocno spadają płace realne w Polsce!