Na wewnętrznym spotkaniu, które odbyło się kilka dni po wyborach prezydenckich 2016 roku, a które później wyciekło do Breitbart News, czołowi dyrektorzy Google, w tym Sundar Pichai, Sergey Brin i Kent Walker, ubolewali nad zwycięstwem Trumpa, porównywali jego wyborców do ekstremistów i rozmawiali o tym, że chcieliby sprawić, aby wybór Trumpa i ruch populistyczny stały się „mgnieniem” w historii. Cztery lata później wcielają swoje słowa w życie – Google celowo stara się przeszkodzić w ponownym wyborze Trumpa w 2020 roku.

Jest kilka sposobów w jakie Google ingeruje w przebieg wyborów 2020 roku, ale ten artykuł skupi się przede wszystkim na jednym z nich: politycznej stronniczości wyników wyszukiwania.

Google od wyborów 2016 roku usuwa z wyników wyszukiwania treści publikowane przez Breitbart. Widoczność w wynikach wyszukiwania jest w branży kluczową miarą tego, jak łatwo można znaleźć treść pochodzącą od danego wydawcy w wyszukiwarce. Nowe dane pokazują, że od 2016 roku Google zmniejszył widoczność wyszukiwania Breitbarta o 99,7 procent.

4 kwietnia 2016 roku Breitbart znalazł się w pierwszej dziesiątce pozycji wyszukiwania (tj. na pierwszej stronie Google) dla 355 kluczowych wyszukiwanych haseł; obecnie – od 20 lipca br. – znajduje się w pierwszej dziesiątce pozycji wyszukiwania tylko dla jednego wyszukiwanego hasła. 4 kwietnia 2016 roku Breitbart był w pierwszych 100 pozycjach wyszukiwania dla 16 820 kluczowych terminów wyszukiwania, ale teraz – od 20 lipca br. – jest na 100 najlepszych pozycjach tylko dla 55 wyszukiwanych haseł.
Co więcej, organiczny ruch wyszukiwania Google na strony Breitbart (mierzony liczbą niepowtarzalnych użytkowników) spadł o 63 procent w porównaniu z pierwszą połową 2016 i pierwszą połową 2020 roku.

Pierwszy spadek nastąpił niedługo po wyborach w 2016 roku i, jak można się domyślać, w reakcji na ich wynik. Drugi miał miejsce w lipcu 2019 roku. Trzeci – w maju bieżącego roku, od którego to momentu, jeśli użytkownik nie wpisze Breitbart w pasku wyszukiwania (a nawet i wtedy) jest mało prawdopodobne, że zobaczy jakiekolwiek jego treści w wynikach wyszukiwania. Również wyniki wyszukiwania Breitbart dla hasła „Joe Biden” i innych z nim związanych spadły do zera. Nawet jeśli szukasz nagłówków Breitbart News prawdopodobnie nie znajdziesz ich w wyszukiwarce Google. Google po prostu zatrzymał cały ruch sieciowy na strony Breitbart generowany przez wyszukiwania związane z Joem Bidenem. Po majowej aktualizacji – 5 maja br. i w okolicach tej daty – liczba wyświetleń w wyszukiwarce Google i ruch na strony Breitbart dla „Joe Biden” i innych wyszukiwanych haseł związanych z Bidenem spadły do zera. Do zera.

Breitbart News zwróciło się do eksperta ds. SEO (optymalizacji silników wyszukiwania) 25-letniego weterana branży, którego praca polega na analizowaniu danych o ruchu z własnego portalu Google Search Console. Ekspert, który chciał pozostać anonimowy oświadczył, że nigdy nie widział czegoś podobnego, i że wskazuje to na wysokie prawdopodobieństwo manipulacji ze strony Google: – Nigdy jeszcze nie byłem świadkiem tak masowego usuwania pozycji i widoczności konkretnych idei w witrynie jak miało to miejsce w przypadku Breitbart – oświadczył. – Kluczowe jest to, że mamy do czynienia z usunięciem, a nie obniżeniem pozycji, co byłoby naturalną dewaluacją. Te pozycje po prostu zniknęły z dnia na dzień, podczas gdy inne tematy pozostały nietknięte. Sam fakt, że na stronach Breitbart znajdują się tysiące materiałów, które w ten lub inny sposób dotyczą Bidena, które można było wyszukać do 6 maja, a które obecnie nie mają żadnej pozycji ani wyświetleń w wyszukiwarce jest oznaką manipulacji, a nie dewaluacji algorytmicznej.

Odsetek ruchu do stron Breitbart z wyszukiwarki Google (9 procent) to tylko ułamek ruchu przeciętnego wydawcy (30-50 procent). Ekspert uważa, że Breitbart znajduje się na czarnej liście.

Dr Robert Epstein, psycholog i były zwolennik Hillary Clinton, który spędził ostatnie pół dekady badając wpływ stronniczości wyszukiwarek na wyborców powiedział, że jego zdaniem Breitbart News znajduje się obecnie na jednej z czarnych list Google, o których pisał: – Jeśli chodzi o dowolnego rozmiaru witryny z wiadomościami, Google (wraz ze stanowiącym jego odnogę YouTube) zazwyczaj generuje 30 – 50 procent ich ruchu – wyjaśnił dr Epstein w wiadomości e-mail dla Breitbart News. – W przypadku New York Times’a odsetek ten wynosi obecnie 39,3 procent. W chwili obecnej Google odpowiada za zaledwie 9 procent ruchu Breitbart, a YouTube kieruje tam nieznaczną ilość użytkowników, jeśli w ogóle. Biorąc pod uwagę liczbę odbiorców Breitbart sugeruje to, że znajduje się on na co najmniej jednej czarnej liście Google. Google zaprzecza posiadania takich list – nawet pod przysięgą podczas przesłuchań w Kongresie – mimo że dwie z nich wyciekły z firmy w zeszłym roku za pośrednictwem demaskatora Zacha Vorhiesa. Nie wiadomo, ile konkretnie mają takich czarnych list, ale nie zdziwiłbym się, gdyby było ich sto lub więcej – kontynuuje Epstein.

Dr Epstein powiedział niedawno Alexowi Marlowowi z Breitbart News, że Google prawdopodobnie zabierze Trumpowi 10 procent głosów, aby zrealizować deklarowany przez kierownictwo cel, jakim jest uniknięcie powtórki z 2016 roku. Psycholog wyjaśnił wcześniej, w jaki sposób stronniczość wyszukiwania w Google może wpływać na niezdecydowanych wyborców, oferując im jedynie wybrane informacje o kandydatach. Dzieje się tak, ponieważ wyborcy nie są skłonni podejrzewać wyników wyszukiwania o stronniczość w taki sam sposób, w jaki mogliby podejrzewać, że stronniczy jest raport CNN lub New York Times.

W zeszłym roku, w zeznaniach przed Senacką Komisją Sądowniczą, Epstein ostrzegł prawodawców, że wielka technologia może wywrzeć wpływ na ogromną liczbę wyborców, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu: – W 2020 roku, jeśli wszystkie te firmy będą wspierać tego samego kandydata, stawką jest 15 milionów głosów, które można zmienić bez niczyjej wiedzy i bez pozostawienia jakiegokolwiek śladu na papierze, który władze mogłyby odkryć.

W komentarzu dla Breitbart News rzeczniczka Google zaprzeczyła zarzutom: – W zarzutach o uprzedzenia polityczne nie ma cienia prawdy. Nasze systemy nie uwzględniają ideologii politycznych i dokładamy wszelkich starań, aby tworzyć całkowicie niepolityczne produkty dla wszystkich. Każdy może łatwo znaleźć szereg konserwatywnych, postępowych lub niepolitycznych witryn, których ruch zmienia się z upływem czasu. Ulepszenia, które wprowadzamy w wyszukiwarce, są poddawane rygorystycznym testom i mają na celu dostarczanie przydatnych informacji dla miliardów zapytań, które otrzymujemy każdego dnia.

Pozycje w wyszukiwarce Google sugerują dalsze masowe tłumienie konserwatywnych wydawców

Breitbart News nie jest jedyną konserwatywną witryną informacyjną, która zajmuje wyjątkowo niską pozycję w rankingach wyszukiwania Google. Dane Alexa pokazują, że odsetek ruchu w konserwatywnych witrynach wygenerowany przez Google jest znacznie niższy niż w przypadku korporacyjnych witryn medialnych. Osiem z dziesięciu najniżej ocenianych witryn (Breitbart News, Fox News, The Daily Caller, The Blaze, Reason, The Federalist, The Daily Wire, the Washington Examiner) to witryny konserwatywne. Tymczasem wszystkie dziesięć najwyżej ocenianych witryn, z jednym spornym wyjątkiem w postaci heavy.com, pochodzi z korporacyjnych, liberalnych lub lewicowych mediów. Skrajnie lewicowe Vox.com zajmuje trzecie miejsce.

Najwyżej notowane serwisy informacyjne, gazety o konserwatywnym zabarwieniu: New York Post, Wall Street Journal i British Daily Mail są częścią establishmentu medialnego i są stosunkowo centrowe. Jednak nawet one są daleko w tyle za lewicowymi markami, takimi jak Vox i Guardian, w ruchu Google. Najważniejsze konserwatywne serwisy internetowe: Breitbart News, The Daily Caller i The Blaze – wszystkie znajdują się na samym dole statystyk.

W zeszłym tygodniu kilku konserwatystów zwróciło uwagę w mediach społecznościowych, że ich artykuły w ogóle nie pojawiają się w wyszukiwarce Google. Podobnie działo się z Breitbart News. Firma Google twierdzi, że zbadała problem i uznała go za wynik błedu, a konserwatywni dziennikarze i strony internetowe doniosły o powrocie wyników wyszukiwania do normy. Tym, co ujawnił ten incydent z zeszłego tygodnia, jest niezwykły stopień kontroli Google’a, który decyduje – za dotknięciem guzika – o tym co ludzie widzą, a czego nie.

Jednak dane zawarte w tym artykule wskazują na to, że manipulowanie wynikami wyszukiwania przez Google oraz jego systematyczne osłabianie konserwatywnych mediów to zjawisko znacznie bardziej długotrwałe i wszechobecne niż ten jeden incydent.

Podsumowanie

Google jasno określił swoje zamiary: upewnić się, że wybór prezydenta Trumpa w 2016 roku będzie „mgnieniem” w historii. W efekcie, na niecałe pięć miesięcy przed wyborami Google manipuluje wynikami wyszukiwania z nimi związanymi. Skala tego zjawiska, jak również jego bezczelność sprawiają, że blednie przy tym każda domniemana zagraniczna ingerencja w wybory 2016. I z pewnością zasługuje na znacznie większą uwagę ze strony kongresu po wyborach. Znacznie wzmocni to przekonanie senatorów Josha Hawleya (Republikańska Partia Missouri) i Richarda Blumenthala (Demokratyczna Partia Connecticut) oraz Toma Cottona (Republikańska Partia Arkansas) i Kelly Loeffler (Republikańska Partia Georgii), że manipulacja wynikami wyszukiwania powinna być głównym przedmiotem śledztwa Departamentu Sprawiedliwości w sprawie Google. Nic dziwnego, że wiceprezydent Pence, zapytany ostatnio o wpływ uprzedzeń politycznych na wyniki wyszukiwania, powiedział Breitbart News, że „zamierza to pilnie obserwować”.

Źródło: Allum Bokhari/„Breitbart