fot. Facebook

Niewiele tu, w Europie wiemy, co takiego zdarzyło się za Wielkim Murem, że w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat chińska gospodarka wyrosła na jedną z dwóch najpotężniejszych na świecie, coraz częściej i z powodzeniem stawiając czoła USA. Wiemy tak naprawdę tyle, ile chcą ujawnić sami Chińczycy. Choćby dlatego warto z uwagą przeczytać wydaną w 2019 r. książkę Kai-Fu-Lee „Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa”.

Chiński inwestor opowiada, bogato ilustrując swoją opowieść żywymi przykładami, jak z zacofanej gospodarki komunistycznej Chińczycy zbiorowym wysiłkiem pchnęli ją na innowacyjne tory. Jak z kopistów zachodnich technologii stali się innowatorami, rzucając skuteczne wyzwanie ostoi zachodniego kapitalizmu – Dolinie Krzemowej.

Co przegapili Jankesi?

Czujni zazwyczaj menedżerowie globalnych koncernów, takich jak Google, e-Bay, Facebook, Uber czy Groupon, nie tyle nie docenili Chińczyków, ile przespali pewien etap w rozwoju sztucznej inteligencji (SI) – uważa Kai-Fu Lee.

Chodzi o zastosowanie w biznesie tzw. „wąskiej, sztucznej inteligencji”. Jakkolwiek to brzmi zabawnie w przekładzie na język polski, nie zmienia meritum sprawy. Tak zwana „wąska SI” oparta jest o „uczenie głębokie” maszyn liczących. Pobiera jak najliczniejsze dane, w czym chińskie instytucje i wyspecjalizowane firmy są bodaj najbieglejsze na świecie. Pobiera je przy tym z jednej, wyznaczonej w danym momencie dziedziny, stosując do optymalizacji wyznaczonego celu. Jak to opisuje Kai-Fu Lee, „uczenie głębokie” znajduje najbardziej naturalne zastosowanie w takich dziedzinach jak ubezpieczenia i udzielanie kredytów, gdzie istotne dane o pożyczkobiorcach są przebogate (historia kredytowa, dochody, korzystanie z karty kredytowej w ostatnim okresie itp.), a cel, który należy zoptymalizować, jest jasny (np. minimalizacja wartości niespłaconych kredytów).

Autor uważa, że kolejnym krokiem w rozwoju SI będą auta bez kierowcy sterowane głębokim uczeniem, które pomoże im „widzieć” otaczający świat.

Oczywiście zastosowań „wąskiej SI” jest znacznie więcej i z czasem może ona zdominować naprawdę wiele dziedzin życia. Co interesujące, amerykańscy jajogłowi z Doliny Krzemowej nie docenili możliwości „wąskiej SI” i w pewnym momencie zarzucili nad nią badania. Po przeczytaniu książki Kai Fu-Lee można z dużą dozą prawdopodobieństwa prognozować, że Chiny wysuną się na pozycję lidera pod względem wdrożeń „wąskiej SI”. Tym razem zaleją świat nie tyle towarami, nawet tymi wyższej jakości, ile unikatowymi rozwiązaniami technologicznymi, przed których zakupem świat nie będzie potrafił się oprzeć.

Tysiące małych firm, miliony biznesów

Jak doszło do chińskiego cudu gospodarczego i co tak naprawdę było motorem sukcesu? Kai-Fu Lee przekonuje, że zadziałała wyjątkowa synergia trzech czynników: mądrości chińskich współczesnych „,mandarynów” (państwowych urzędników), przedsiębiorczości samych Chińczyków oraz azjatyckiej mentalności, w której mieści się szacunek dla zbiorowego wysiłku i pracy. Uważa on, że grzechem pierwotnym globalnych koncernów z amerykańskim rodowodem było to, że Chiny zostały przez nie potraktowane jako jeszcze jeden rynek, chociaż duży, to jednak taki, który należało „odfajkować”. Koncerny te nie pozwalały swoim pracownikom na elastyczność konieczną do tego, by konkurować z dynamicznymi i często patriotycznie nastawionymi chińskimi przedsiębiorstwami. Wreszcie – nie potrafiły zatrzymać swoich najlepszych pracowników, którzy zaczęli przechodzić do chińskiej konkurencji.

Krzepnące, innowacyjne chińskie start-upy, otrzymały i otrzymują nadal ogromną pomoc państwową w postaci subsydiów. Co ciekawe, chiński rząd liczy się z tym, że cześć z tych dotacji jest marnowana. Wygrywają ostatecznie te firmy, które zgromadzą najwięcej kapitału i potrafią przetrzymać na rynku konkurencję. Przy wsparciu kapitałem ze strony urzędników centralnych oraz lokalnych (przede wszystkim burmistrzów miast), a także prywatnych funduszy inwestycyjnych, po naturalnym odsianiu najsłabszych, w strefie technologicznej Pekinu nazywanej Zhongguancun (czytać: dżong-guan-sun), wyrosła chińska „Dolina Krzemowa”.

Cechuje ją „masowa przedsiębiorczość i masowa innowacyjność”, jest ich tysiące i prowadzą miliony zmieniających się elastycznie biznesów. Warto podkreślić tu raz jeszcze wagę wsparcia chińskich władz dla rodzącej się przedsiębiorczości. Jest ono policzalne: podczas największej chińskiej ofensywy masowej innowacyjności wykorzystanie funduszy sterujących władz lokalnych gwałtownie wzrosło, zwiększając swoją wartość niemal czterokrotnie – z 7 mld USD w 2013 r. do 27 mld USD w 2015 r.

Z malych firm potężni gracze

Oczywiście można powiedzieć, że „każda sroczka swój ogonek chwali”. Należy też wziąć poprawkę na to, że w chińskiej rzeczywistości gospodarczej nie ma miejsca na krytykę władz. A także to, że gospodarka chińska spowolniła i z dwucyfrowego wzrostu PKB utrzymującego się przez wiele lat spadła do jednocyfrowego. Faktem jednak jest, że wiele chińskich, niegdyś małych firm, stało się dziś potężnymi graczami, obracającymi setkami milionów dolarów, a takie potęgi jak np. Google, e-Bay, czy Amazon, zostały wyparte z Chin.