Atak Rosji na Ukrainę przyniesie niemałe przetasowania na europejskich i światowych rynkach rolnych. Oba państwa są znaczącymi graczami tak w sektorach produkcji zwierzęcej, jak i roślinnej. Największe trzęsienie ziemi czekać będzie rynek zbóż, ale rykoszetem oberwą także choćby drobiarstwo czy mleczarstwo.

klimkin/Pixabay

Analitycy nie mają złudzeń – czekają nas niemałe podwyżki cen surowców rolnych, które nie pozostaną bez znaczenia w kontekście wskaźników inflacyjnych. Zmiany cen odczujemy tak w Polsce, jak i w innych państwach Europy i świata. Dzieje się tak choćby dlatego, że Ukraina i Rosja łącznie odpowiadają za około 30 procent światowej produkcji pszenicy – zarówno konsumpcyjnej (przeznaczonej do spożycia przez człowieka) jak i paszowej. Oba państwa są także znaczącymi graczami na rynkach: drobiarskim, mleczarskim, produkcji wołowiny, wieprzowiny czy też nawozów. Największe podwyżki czekają jednak rynek zbóż i roślin oleistych.

Kluczowe znaczenie dla kierunków i wymiaru podwyżek mieć będą sankcje nałożone na Rosję. Dziś nie wiadomo jeszcze, czy obejmą one także rynki rolne. We wczorajszej wypowiedzi wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk stwierdził, że wszelkie sankcje o charakterze rolnym mogą mieć zaledwie iluzoryczny wymiar, ponieważ embargo rosyjskie już dawno wprowadzone zostało zarówno na jabłka, jak i mięso oraz na inne produkty rolne. Tymczasem eksport artykułów rolno-spożywczych do Rosji stanowił w 2020 roku aż 7,9 procent ogółu eksportu kierowanego znad Wisły do Federacji Rosyjskiej (ok. 650 mln dolarów).

Należy zdać sobie sprawę z tego, że potencjalne zaburzenie dostaw surowców zbożowych z Rosji czy Ukrainy może przynieść daleko idące konsekwencje również dla sektora hodowli zwierzęcej. Zmniejszony import zbóż z tych dwóch kierunków oznaczać może mniejszą ilość paszy nad Wisłą. Jej zmniejszona ilość oznaczać zaś może drastyczny wzrost cen i tak wywindowanych przez skutki pandemii koronawirusa – to z kolei przełoży się podwyżki cen mięsa na sklepowych półkach, obejmując wszystkie jego kategorie: od drobiu, przez wieprzowinę, na wołowinie kończąc.

Zaburzona może zostać także podaż pasz na Ukrainie, która jest największym europejskim producentem drobiu i jednym z głównych rywali Polski na tym polu, a która od lat pozostaje liderem list – zarówno w kontekście produkcji, jak i eksportu produktów drobiarskich – w Unii Europejskiej. Kluczowe znaczenia dla sytuacji sektora drobiarskiego będzie miała kondycja holdingu Jurija Kosjuka, czyli MHP, który faktycznie kontroluje ukraiński rynek drobiu i należy – poprzez spółki zależne – do kluczowych producentów mięsa drobiowego na Bałkanach oraz w Europie Zachodniej.

Ogromnym problemem mogą okazać się też ceny nawozów, których jednym z czołowych światowych eksporterów od lat pozostaje Rosja. Co gorsza – Federacja Rosyjska jest także hegemonem na światowym rynku gazu, który stanowi główny element ceny składowej nawozów. Nawozy już dziś są w Polsce szalenie drogie, a konflikt rosyjsko-ukraiński z pewnością nie wpłynie na spadki ich cen.

Strategiczna rola zbóż

Podkreślić należy, że Rosja uprawiając pszenicę na ogromnym areale jest dziś jej głównym światowym producentem zagospodarowując aż 17 procent globalnego rynku. Ukraina w tym zestawieniu zajmuje czwarte miejsce, dzierżąc w swoich rękach 12 procent światowych dostaw. Nie można jednak zapominać, że z Ukrainy pochodzi także aż 20 procent produkowanej na świecie kukurydzy.

Inwazja na Ukrainę – ze względu na ukierunkowanie tamtejszej produkcji na eksport – może stanowić niemały problem dla wielu krajów świata, ze szczególnym uwzględnieniem państw Afryki Północnej oraz Półwyspu Arabskiego, które od dostaw zbóż z Ukrainy są w zasadzie uzależnione.

W Polsce przez inwazję na Ukrainę zboża nie zabraknie, ponieważ z jej terenów sprowadzamy go stosunkowo niewiele. W ubiegłym roku – jak podaje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi – było to zaledwie nieco ponad 3 tysiące ton pszenicy, ponad 6 tysięcy ton kukurydzy i około 35 tysięcy ton żyta. Polska jest znaczącym producentem zbóż, który w pełni potrafi zaspokoić krajowe zapotrzebowanie. Faktem jest jednak, że ceny kształtowane przez giełdy będą rekordowe. Przełoży się to na wysokie ceny wszelkich produktów, do wytworzenia których wykorzystuje się zboża. A w połączeniu z prognozowanym wzrostem cen energii może to sprawić, że już niedługo na półkach sklepowych będziemy mogli zobaczyć choćby najdroższe w historii pieczywo.

Konflikt zbrojny na Ukrainie podniesie ceny żywności i wielu komponentów niezbędnych do jej wytworzenia, co w połączeniu ze wskaźnikami indeksu FAO może sprawić, że niebawem ceny produktów spożywczych osiągnąć mogą kolejne rekordy.

 

 

Poprzedni artykułJak możesz pomóc Ukraińcom?
Następny artykułNBP udzieli swapa walutowego bankowi centralnemu Ukrainy