Fot. Pixabay

Wszystkie agencje rządowe spieszą z pomocą biznesowi dotkniętemu epidemią – pisze dobrze znający chińskie realia portal Chiny24.com. Chińska Państwowa Administracja Podatkowa opublikowała „zasady udzielania pomocy podmiotom gospodarczym”, zawierające 12 szczegółowych punktów dotyczących redukcji obciążeń fiskalnych dla firm oraz pomocy w czasie uruchamiania działalności po wydłużonej przerwie świątecznej. Co podkreślają chińskie media, premie i nagrody dla osób biorących udział w walce z epidemią zwolnione zostały z podatku dochodowego.

– Firmy transportowe, cateringowe, dostawcy artykułów pierwszej potrzeby, będą mogły ubiegać się także o zwolnienie z podatku VAT. Te preferencyjne warunki podatkowe mogą obowiązywać do 8 lat. Rząd robi wszystko, aby minimalizować straty w gospodarce będące następstwem epidemii COVID-19. Obecna sytuacja najmocniej bowiem uderza w małe i średnie firmy – mówi Leszek Ślazyk, prowadzący portal Chiny24.com

Protekcjonizm czy mądra stymulacja?

Preferencje, świadome stymulowanie rozwoju firm zastrzykami kapitału i ulgami podatkowymi, stosują władze CHRL nie tylko w kryzysowych czasach. W Polsce panuje na ogół przekonanie, że Chińczycy działają niczym radzieccy urzędnicy, nakazujący firmom robić „ to, to, to i tamto”, według szymelu gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Nic bardziej błędnego.

Chiński urzędnik, zarówno centralny, jak i lokalny, nie ingeruje w szczegóły prowadzenia działalności firmy. Nie narzuca celów wzorem gospodarki centralnie sterowanej wypracowanej w ZSRR, którego nota bene, Chińczycy nigdy nie lubili. Owszem, władze w Chinach z namysłem kreślą plany i tworzą ramy działania. Lecz ich realizację proponują już samym właścicielom firm. Nie jest łatwo to nam zrozumieć, z perspektywy widzenia zachodniego systemu gospodarki neoliberalnej. W Chinach państwo dąży do tego, by każdy dobry pomysł, każde nowe rozwiązanie, zostało wdrożone. By mogło wykiełkować i wzrastać.

Firma ma przy tym działać w warunkach stałej i wzmożonej konkurencji, bo tylko taka hartuje je „w boju” o rynki. „Konkurencja jest kreowana i wzmacniana przez władze chińskie w obrębie branż, a nawet produktów. Każdy chiński gigant ma swojego małego, przyczajonego konkurenta, który wciąż knuje, tworzy konkurencyjne rozwiązania, a otrzymuje na ten cel dofinansowanie z centrali. Tu nie ma szans na cementowanie pozycji wzorem Google, czy Facebooka. Dlaczego? Bo hegemonia na rynku to hamulec rozwoju” – tak opisuje sytuację w chińskim biznesie portal Chiny24.com

Najmilej przy tym witane są innowacje w obszarze wysokich technologii. To właśnie firmy technologiczne są pchane do góry i to one są jednym z ważnych filarów rozwoju gospodarczego Chin. Specjalne fundusze rozwojowe, zazwyczaj państwowe, ale czasem państwowo-prywatne lub całkiem prywatne, podejmują działania nie tylko na rzecz krzewienia innowacyjności. Zależy im też na tym, by ceny usług i produktów hi-tech na lokalnym rynku były możliwie najbardziej konkurencyjne.

Eksplozja przedsiębiorczości

Jak do tego wszystkiego doszło? – 10 czerwca 2014 r. podczas Światowego Forum Gospodarczego „Summer Davos” w Tiencin premier Li Keqiang wygłosił bardzo długie i bardzo nudne przemówienie – opowiada Kai Fu-Lee, szef jednego z największych chińskich funduszy venture capital. ł Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, ot jeszcze jedno polityczne przemówienie, gdyby kilka razy nie powtórzył słów o konieczności rozbudzenia „masowej przedsiębiorczości i masowej innowacyjności”. Jak się okazało, te słowa znaczyły wiele. Dziewięć miesięcy po wystąpieniu Li Rada Państwa CHRL wydała dyrektywę o rozwijaniu masowej przedsiębiorczości i innowacyjności. Co więcej, natychmiast przeszła do jej operacjonalizacji, finansując wprost i dużymi pieniędzmi wybrane startupy. Zaowocowało to istną eksplozją nowych firm i innowacji. Co interesujące, z czasem część tych firm upadła, czym władze niezbyt się przejęły. Takie ryzyko wkalkulowały bowiem z góry w swoje działania. Ważne było, by pozostałe wzrastały i kwitły – dodaje.

„Gdy jedna firma z dziesięciu oferująca podobny produkt otrzyma dotację na rozwój, wówczas jej usługi będą bardziej innowacyjne i tańsze. Czyli za jednym posunięciem następuje oddziaływanie na 10 firm, gdyż te pozostałe zostaną zmuszone także do działania” – podaje portal Chiny24.pl.

W imię chińskich interesów

Państwo chińskie nie jest jednak „dobrym misiem” i tylko może się wydawać, że marnuje pieniądze. Jeśli w coś zainwestowało, chce, by były z tego korzyści. Niekoniecznie jednak i nie od razu mierzone w juanach. Na pewno przy tym nie ma tak dobrze, że państwo finansuje badania rozwojowe, preferencyjnie kredytuje firmę, a ta, gdy urośnie, ucieka za granicę z centralą, optymalizując swoje podatki w jakimś raju podatkowym. Firma do czegoś takiego się przymierzająca zostanie sprawnie inwigilowana i odpowiednio zdyscyplinowana. W imię patriotyzmu gospodarczego oczywiście.