Gdy podróżujemy po świecie i chcemy rzeczywiście poznać inne państwa, nie ma lepszego sposobu, niż zanurzyć się w obcej kulturze. Podziwianie plaż, budowli, czy nawet muzeów pozostanie jałowe, jeśli nie znamy tła tego, co widzimy. Nie inaczej jest z gospodarką, której musimy najpierw przyjrzeć się z bliska, aby móc ją zrozumieć. Jednym z kluczowych elementów każdego społeczeństwa jest kultura, która będąc obecna w każdym aspekcie życia, nie omija także gospodarki.

Fot. Pixabay

Zacznijmy od definicji słowa kultura, które jest odpowiedzią na wiele zupełnie różnych pytań. Kultowa amerykańska antropolog Ruth Benedict pisała: „Kultura, jak jednostka, jest mniej lub bardziej spójnym wzorem myśli i działań”. Sam cytat daje wiele do myślenia. Ekonomia jest nauką o ludzkim działaniu, a więc już sama kultura by je w jakiś sposób ograniczała. Nie ma więc wątpliwości, że dobrze zsocjalizowane jednostki wybierają działania z wachlarza opcji dostępnych i akceptowalnych kulturowa w danym społeczeństwie.

Pewną zależność między ustrojem gospodarczym, a kulturą jako pierwszy zauważył Max Weber, który twierdził, że kapitalizm wynika bezpośrednio z kultury i etyki purytańskiej. Jeśli jednak ten wpływ byłby tak oczywisty, to zainteresowanie tematem od lat byłoby dużo większe. Kulturę, jako jeszcze nie do końca usystematyzowane zagadnienie, wpisuje się w szeroką kategorię instytucji nieformalnych. Część ekonomistów związanych z mainstreamem (w tym Daron Acemoglu i Dani Rodrik) twierdzi, że to formalne instytucje i ich jakość są głównym czynnikiem warunkującym wzrost gospodarczy, tak więc za ich głosem na nich skupia się duża część działań. Silny rozwój nurtu instytucjonalnego pozwolił jednak na szerszą próbę zrozumienia wpływu kultury i jej wpływu na wyniki ekonomiczne. Temat stał się do tego stopnia interesujący, że powstała nawet dziedzina cultural economics.

Głównym problemem z opracowaniem, czy też wpisaniem tego zagadnienia w modele jest jego kwantyfikowalność. Silnie zmatematyzowana ekonomia nie pozostawia miejsca dla płynnych wartości, jakimi są także przekonania. Powstały jednak próby takich działań, czego najlepszym przykładem jest model Hofstedego. Pokazuje on sześć ilościowych indeksów, które mogą pomóc porównać kultury danych narodów: akceptowalność nierówno rozdystrybuowanej władzy (PDI); indywidualizm (IDV); awersję do niepewności (UAI); preferowanie cech męskich versus kobiecych (MAS); orientacja na długi lub krótki okres trwania (LTO); swoboda społeczna związana z zabawą (IND).

Opracowane na podstawie badań ilościowych wyniki dają już wgląd w cechy danego społeczeństwa. Orientacja na długi okres jest charakterystyczna dla krajów Azji Południowo-Wschodniej, gdzie Korea Południowa zdobyła maksymalnie 100 punktów. Kraje nordyckie najmocniej afirmują wartości przypisane kobietom, do których zaliczono kooperacje, skromność, dbanie o słabszych i o równe społeczeństwo. Polska z kolei przoduje w UAI i jest jednym z krajów, który posiadają największą awersję do niepewności objawiającą się preferowaniem sztywnych reguł gry, wytycznych oraz praw. Dodatkowo takie społeczeństwa przekonane są, że istnieje pewna prawda absolutna dyktująca zasady gry, a co więcej – jest ona im znana.

Implikacje gospodarcze wynikające z szóstego wymiarowego projektu są zauważalne gołym okiem. Najwięcej badań poświęcono jednak aspektowi indywidualizmu i antagonistycznego dla niego kolektywizmu. Taki podział możemy znaleźć już u Nietzschego, który zauważył dwa porządki: dionizyjski i apolliński. Nie rozwodząc się jednak nad metafizyczną stroną tych zjawisk, warto zauważyć, że dzieli on świat praktycznie na pół, a wielu upatruje jego ideologiczne pokłosie i czasem również zalążek w zimnej wojnie antagonizującej kapitalizm i komunizm.

Orientacje te przejawiają się często w małych elementach naszego życia codziennego. Częstsze używanie zaimka „ja” niż „my”, decyzje podejmowane przez przedstawicieli, czy charakterystyka sukcesu poprzez indywidualne osiągane cele i tak samo ponoszoną odpowiedzialność. Odwrotnie wygląda to w kręgach kolektywistycznych. Efekty klasyfikacji takich kultur widzimy już w obcowaniu z drugim człowiekiem, gdzie wszystkie poradniki dotyczące szeroko rozumianego biznesu zaznaczają, że podczas działań, umów z kolektywistą liczy się budowanie trwałych więzi, cierpliwość przy dochodzeniu do jednomyślności, a podejmowane decyzje mogą być zmieniane po szerszej naradzie. Różnice znajdziemy też w zarządzaniu firmą obejmującą takie grono. Dbać trzeba szczególnie o równość i brak faworyzowania, a cele muszą być obrane dla wszystkich. Inaczej wygląda to po drugiej stronie tego dychotomicznego podziału. Indywidualizm wymaga szybkich decyzji, które są podejmowane także w imieniu swoich podopiecznych. W organizacji trzeba dawać swobodę inicjatywy i premiować ambitnych, najefektywniejszych indywidualnie.

Mentalność wynikająca z uwarunkowań kulturowych wpływa nie tylko na partykularne sprawy, lecz na całe systemy i rodzaje kapitalizmu. Oczywistym wydawać się może wniosek, że wolny rynek opierający się na prywatnej inicjatywie i premiujący indywidualny sukces lepiej wpasowuje się w społeczeństwa indywidualistyczne. Wielu stara się łączyć wzrost krajów bezpośrednio z ukierunkowaniem zachowań. Niestety, nic nie jest tak proste. Kraje kolektywistyczne (jak skandynawskie, czy wschodnioazjatyckie) również przodują w rozwoju gospodarczym, a ich matryca instytucjonalna musiała powstać uwzględniając właśnie kulturę. Kalka z mocno indywidualnego rynku amerykańskiego na nic by się zdała.

Mimo że nie możemy oddać całkowitej racji tym opowiadającym się za wyższością społeczeństw indywidualistycznych, to mają one niezaprzeczalnie duże zalety dla życia gospodarczego, które (przynajmniej na razie) wprost kojarzą się z liberalnym wolnym rynkiem obfitującym dobrobytem. Badania wykazały, że pozwalają one na lepszy długotrwały wzrost dzięki możliwości stworzenia lepszych rządów, które stabilniej chronią praw własności, rządów prawa, a także rzadziej występuje w nich korupcja. Równie kluczowa jest większa motywacja do innowacji i zwiększania własnego zysku. W społeczeństwach kolektywistycznych istnieje także większa presja konformistyczna, która zniechęca do nowych idei, a tym bardziej radykalnych zmian instytucjonalnych. Według ekonomistów Yuriya Gorodnichenki oraz Gerarda Rolanda może to być także przyczyną większej demokratyzacji społeczeństw związanych z kulturą anglosaską, co powoduje mniejszą wrażliwość na szoki gospodarcze i polityczne. Z drugiej strony łącząc kolektywizm z mniejszą chęcią do indywidualnej, a większą do społecznej inicjatywy, częściej efektywniejsze w tych krajach okazują się rządu autorytarne.

Nie ma jednej odpowiedzi, jak i czy kultura wpływa na wyniki gospodarcze. Wątpliwa jak nigdy jest jednak teza Karola Marksa, który odwrotnie niż Weber pokazywał kierunek oddziaływania. Indywidualizm ciągnie za sobą niezliczone zalety dla wolnego rynku w klasycznym jego ujęciu. Jednak kraje kolektywistyczne coraz częściej pokazują swoje wyniki, wdzięcznie zmieniając instytucje w ten sposób, aby przynosiły zysk. Może tu jest właśnie droga dla społeczeństw, które nie chcą zmieniać swojej kultury, co byłoby etycznie wątpliwe? Od dawna wiadomo, że każdy kraj posiada swój wyjątkowy ustrój gospodarczy wynikający z własnej specyfiki. Może więc powinniśmy szukać rozwiązań dedykowanych, uwzględniających kulturę, idee, sposób życia? Pytaniem jest, czy dla każdego państwa da się taki węzeł gordyjski rozwiązać, nie zmieniając historycznej i kulturowej wyjątkowości.

Poprzedni artykułChiny o „wspólnym dobrobycie” na Światowym Forum Ekonomicznym
Następny artykułIle firm otrzymało wsparcie w związku z pandemią?