Otacza nas rzeczywistość, w której wszyscy jesteśmy liberałami. Gospodarka rynkowa panuje – w mniejszym lub większym stopniu – w większości krajów na świecie. Wolność polityczną z kolei zapewniają nam szeroko respektowane liberalne prawa człowieka. Nie inaczej jest w Polsce. Jak do tego doszło, skoro przed III RP, w odezwach głównego nurtu opozycyjnego NSZZ „Solidarność”, prawie niemożliwym jest znaleźć taki nurt myślenia? Wszystko zawdzięczamy kilku nielicznym i niszowym ośrodkom myśli politycznej.

Strajk w Stoczni Gdańskiej, 1980 r./fot. za Dzieje.pl

Idee są jednym z elementów najlepiej konserwujących i legitymizujących panujący system. Nic dziwnego, że w dzisiejszych liberalnych czasach coraz częściej przypominamy sobie o demokracji szlacheckiej i innych polskich działaniach na rzecz wolności politycznych. Były to może i początki postaw proto-liberalnych w Polsce, jednak w rozumieniu dalekim od tego, co dziś prezentuje się pod słowem „wolność” i jest raczej swobodą od ingerencji państwa.

Podobnie dzieje się w obszarze gospodarczym, w którym po latach ponownie odczytuje się prace wybitnych ekonomistów z Krakowskiego Towarzystwa Ekonomicznego i Krakowskiej Szkoły Ekonomi. Niezależnie od swojej małej popularności w czasach przedwojennych, to jej członkowie: Zweig, Heydel i Krzyżanowski konstruowali definicje polskiego liberalizmu. Adekwatnie do czasów myśl ich zbliżona była do swojej klasycznej formy.

Polska wolność polityczna

Trzeba jednak przyznać, że w naszym kraju modne i popularne były raczej idee kolektywistyczne i socjalistyczne. Łączyły się one często z chęcią wyzwolenia od zaborców, jednak dość głęboko zakorzeniły się w naszej mentalności i dominowały również w międzywojennej II RP. Narzucany po wojnie przez ponad 40 lat siłą system skutecznie zmienił to nastawienie. Mimo to w czasach komunizmu opozycja nigdy nie odważyła się przeciwstawić jednostki społeczeństwu, a jedynie państwu i systemowi.

Widać to między innymi w tych siłach ruchu dysydenckiego w Polsce, który skupiał się głównie wokół Jacka Kuronia, Adama Michnika, a także Aleksandra Halla czy też Józefa Tischnera. Ci przedstawiciele inteligencji opozycjonistycznej, niewiele bardziej niż sama Solidarność, szukali trzeciej drogi. Realizacja podmiotowości i niezależności jednostki należała w gruncie rzeczy do planów wspólnoty i była realizowana. Mimo silnego głosu powyższych dysydentów dotyczącego zdobycia wolności politycznych, nie możemy ich umiejscowić w nurcie liberalnym, w którym znalazła się Polska po reformach ustrojowych.

Liberalne nurty w Polsce lat 80.

Jak więc doszło do tego, że przyjęty po roku 1989 system stał się liberalny zarówno na płaszczyźnie politycznej, jak i gospodarczej? Z pewnością są tacy, którzy stwierdzą, że jest to wina wojny cywilizacji i kolonizacji naszego kraju kapitałem pochodzącym z kręgów anglosaskich – ze stojącymi na czele Stanami Zjednoczonymi. Warto przyjrzeć się tym kluczowym czasom i sprawdzić, czy – jak Vaclav Havel w Czechach – w Polsce też byli dysydenci promujący taki, a nie inny kształt III Rzeczpospolitej.

Wiadomym jest, że nasz przyszły prezydent-elektryk nie był (inaczej niż u naszych południowych sąsiadów) jednym z nich. Mimo że to on został na arenie międzynarodowej twarzą zmian ustrojowych, to wielu więcej pozostało w cieniu. W debacie nad tym, skąd w Polsce wziął się taki, a nie inny system gospodarczo-społeczny, warto zauważyć trzy liberalne ośrodki dysydenckie: krakowski, warszawski oraz gdański, skupiające się wokół pism opiniotwórczych.

Krakowska myśl liberalna

Pierwszy z nich – ośrodek krakowski – ma największą ciągłość ideową, gdyż często odwoływał się do wspomnianego już Krakowskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Grupa krakowskich liberałów skupiona była głównie wokół Mirosława Dzielskiego związanego z periodykiem „Merkuryusz”. Znaczącym jest, że powstał on z inicjatywy Roberta Kaczmarka, jako alternatywa dla lewicowych wydawnictw KOR-u. Pierwszy wątek liberalny pojawił się razem z debiutem na łamach pisma Mirosława Dzielskiego i jego osobistym manifestem „Kim są liberałowie”, który później stał się manifestem środowiska. Dzielski opisał przedstawicieli idei jako rzeczników wolności i rozumu, charakteryzowanych przez indywidualizm i realizm. Już wtedy zaznaczył, że wolność wywodzi się z chrześcijaństwa i towarzyszy jej wynikająca z tej religii odpowiedzialność.

Myśl chrześcijańsko-liberalna kontynuowana była w miesięczniku „13 Grudnia” (później z podtytułem „Pismo Chrześcijańsko-Liberalne”). Pismo starało się stworzyć autonomię ideową i odcinało się od m.in. ks. Józefa Tischnera. Przedstawiane były w nim myśli klasyków nowoczesnego liberalizmu, takich jak Hayek czy Friedman. Głównym priorytetem Dzielskiego, jako głównego ideologa, była wolność gospodarcza. Miała ona pozwolić stworzyć bazę w postaci liberalnej kultury politycznej, z której dopiero później wyrosłaby pełna demokracja, będąca planem maksimum. Z tego powodu uwzględniał on możliwość kooperacji z reżimem w celu uwolnienia gospodarki.

Warszawski ośrodek myśli liberalnej

Warszawski ośrodek myśli liberalnej łączył kilka silnych osobowości, wśród których był Stefan Kisielewski. Kisielewski już w PRL-u – w latach 50. i 60. – jako poseł na Sejm toczył dyskusję o liberalizmie. Był wówczas uznawany za osobę, której przede wszystkim zależy na prywatnej inicjatywie, prawach człowieka i stawianiu jednostki wyżej kolektywu. Jego głos dało się również słyszeć w późniejszych latach 80., gdzie jako publicysta związał się z dwoma innymi, najważniejszymi reprezentantami stołecznych liberałów – Januszem Korwinem-Mikkem oraz Stanisławem Michalkiewiczem.

Aktualny prezes partii KORWiN już w 1979 r. założył wydawnictwo „Oficyna Liberałów” i wydawał dzieła Friedmana, Hayeka, Zweiga i innych. Michalkiewicz z kolei, wraz z Marianem Miszalskim, zaczęli wydawać miesięcznik „Kurs”, gdzie (na fali polityki Thatcher i Reagana) analizowano neokonserwatyzm i neoliberalizm.

Największym dziełem tego ośrodka było czasopismo „Stańczyk” wydawane w czterech (a od 1989 roku w pięciu) miastach. Było to przedsięwzięcie łączące różne środowiska, ponieważ poza liberalną Warszawą i Wrocławiem uczestniczyli w nim także poznaniacy i łodzianie (deklarujący się raczej bliżej biegunów narodowych i konserwatywnych). Właśnie takie konserwatywno-liberalne połączenie najlepiej charakteryzuje kierunek tego ruchu, co zresztą widać w ewolucji politycznych partii jednego ze wspomnianych liderów.

Ośrodek gdański

Zapewne najciekawszym, ze względu na największy wpływ na reformy, jest nadmorski Gdańsk. Tutaj również znajdziemy dwóch głównych reprezentantów: Janusza Lewandowskiego oraz Donalda Tuska. Szukając nowych ideowych i politycznych rozwiązań, jako byli działacze NSZZ „Solidarność”, założyli w 1983 r. czasopismo „Przegląd Polityczny”. W ciągu lat ich ideowy wydźwięk nurtu zmieniał się bardzo silnie, jednak zawsze oscylował – głównie za sprawą Lewandowskiego – wśród klasyków liberalnej ekonomii.

Z początku były to próby (co widać w pierwszych tekstach Tuska). „W trzech zasadniczych tradycjach politycznych: konserwatywnej, liberalnej i socjalistycznej są rzeczy, z którymi gotowi jesteśmy się identyfikować” – pisali. Niezmiennie jednak krytykowali „Solidarność” za minimalizm i brak zmian systemowych. W kolejnych latach widać w różnym stopniu nasilenia indywidualistycznego myślenia, które zbliżyły ich do ordoliberałów. Uwzględniając możliwą użyteczność interwencji państwa postulowali konieczność demokratyzacji i pluralizacji, za co krytykowani byli przede wszystkim przez Korwina-Mikkego.

Trzeba jednak zaznaczyć, że to ta właśnie grupa odniosła największy sukces i uzyskała silne wpływy u boku Lecha Wałęsy. Mając pozycję decyzyjną optowali za „połączeniem trzech systemów: gospodarki w przeważającej mierze rynkowej, państwowej polityki szacunku wobec praw jednostki do życia, wolności i dążenia do szczęścia oraz systemu instytucji kulturalnych, opartego na ideałach powszechnej wolności i sprawiedliwości”.

Walka o liberalną Polskę działa się w podziemiu i niewielu pamięta, ile siły włożone zostało w przekonanie choć część ludzi o wyższości systemu, w którym – wbrew wielu – obecnie żyjemy.

Ośrodek krakowski, po śmierci Dzielskiego, został zapomniany. Kontynuacja warszawskiego przez Janusza Korwina-Mikkego zderzyła się z zupełnie odmiennym dyskursem społecznym. Jedynie spuścizna gdańskich liberałów, mimo iż zmieniła bardzo mocno główne założenia ideowe, pozostaje jako Platforma Obywatelska znaczącą siłą polityczną w kraju.

Żeby zrozumieć świat, w którym funkcjonujemy dobrze przypomnieć sobie pierwsze pisma tych liberalnych dysydentów. Może przeglądając strony „Merkuryusza”, „Stańczyka” czy stare numery „Przeglądu Politycznego” odszyfrujemy, o jakiej Polsce marzyła opozycyjna liberalna inteligencja. Co więcej – może zweryfikujemy, czy jesteśmy na dobrych torach!

Poprzedni artykułPrzy zbyciu udziałów w spółce, można uwzględnić koszty
Następny artykułDlaczego Polacy przesiadają się na rowery elektryczne?