Polska posiada wspaniałe tradycje spółdzielcze. Jeszcze w okresie XX-lecia międzywojennego krajowy system organizacji gospodarstw rolnych był wzorem, w oparciu o który ukształtowane zostały najważniejsze obecnie systemy spółdzielcze Europy Zachodniej czy Skandynawii. Polska jednak – z uwagi na zaszłości czasów starego systemu – pozostaje dziś daleko za spółdzielczą czołówką.

hannahlmyers/Pixabay

Nasz kraj boryka się z poważnym problemem rozdrobnienia gospodarstw rolnych. Uwidacznia się on nie tylko w trudnościach wynikających z niskiej sprawności negocjacyjnej rolników w kontaktach z dużymi punktami skupu, sklepami wielkopowierzchniowymi czy przetwórniami. Wpływa on także na możliwości inwestycyjne, produkcyjne czy eksportowe najmniejszych gospodarstw. W jakiś sposób sytuację naprawiła ustawa o przeciwdziałaniu wykorzystywania nieuczciwej przewagi kontraktowej, ale wciąż rolnicy pozostają w trudnym położeniu.

Problem rozdrobnienia

Tymczasem eksport produktów rolno-spożywczych wymaga wytworzenia znacznych partii ustandaryzowanego, jednolitego materiału. Tylko taki da się sprzedać i tylko taki sprzedawać się opłaca. To jednak od lat pozostaje w zasadzie niemożliwe przez faktyczny brak funkcjonowania rolników w ramach struktur zorganizowanych, takich jak choćby popularna w Europie Zachodniej i Północnej spółdzielczość rolna. Jak bowiem setki tysięcy maleńkich gospodarstw działających oddzielnie zapełnić mają np. zbożem potężne jednostki transportowe?

Polacy wciąż gospodarują na znacznie mniejszym areale niż rolnicy z Europy Zachodniej. Średnia wielkość gospodarstwa jest także niższa względem państw naszego regionu. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego i Eurostatu wskaźnik wyposażenia w ziemię osoby zatrudnionej w polskim rolnictwie wynosi zaledwie 8,7 ha/os. Średnia UE w tym zakresie wynosi tu 19,2 ha/os.. Nawet środkowa część kontynentu pozostawia Polskę w tyle – na Węgrzech wskaźnik wyposażenia w ziemię wynosi 11,9 ha/os., w Czechach 33,5 ha/os., a na Słowacji aż 40,5 ha.

Nie ma co liczyć tu na rewolucję w strukturze gospodarstw. Jedyną szansą jest zatem łączenie siły mniejszych gospodarstw w ramach spółdzielni rolnych, grup producenckich czy innych struktur zorganizowanych. Tymczasem w Polsce aż 85 na 100 rolników pozostaje ze swoimi problemami bez realnego wsparcia kolegów z branży. Dodatkowym kłopotem jest fakt, że niemal cała polska spółdzielczość rolna skupiona jest wokół branży mleczarskiej i sektora sadowniczego, a i te sektory nie są na niwie spółdzielczej pozbawione problemów.

Jak to wygląda w Europie?

W Niemczech, Holandii, Danii, Belgii czy Francji wskaźnik zorganizowania gospodarstw rolnych wynosi ponad 90 procent. Francuscy rolnicy tylko z tytułu funkcjonowania spółdzielni rolniczych zarabiają rocznie około 85 mld euro. Holendrzy zarabiają na formule spółdzielczej około 25 mld euro, a Duńczycy około 30 mld euro, czyli bez mała tyle, ile wynosił łączny eksport produktów rolno-spożywczych z Polski w 2021 roku.

Dzięki działalności grup spółdzielczych w rękach duńskich rolników znajduje się nawet 90 procent krajowych gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną, francuskie struktury spółdzielcze skupiają w swoim ręku niemal cały tamtejszy rynek mleczarski. Podobnie sytuacja ma się w Holandii w odniesieniu do sektora produkcji owoców miękkich.

Ożywić spółdzielczego trupa

Spółdzielczość traktowana jest – zwłaszcza przez starszych rolników – jako swoista pułapka. Zawinił tu jednoznacznie system komunistyczny, w którym idea wspólnego gospodarowania, daleka była od spółdzielczego ideału. Gospodarze nowych pokoleń zaczynają już traktować spółdzielczość jak realną szansę na zarobek. W naszym kraju wciąż brakuje jednak kampanii informacyjnych, które jednoznacznie wskazywałyby na możliwości pomnożenia zasobów gospodarstwa przy wykorzystaniu formuły spółdzielczej. Coś jednak drgnęło.

Ostatnie zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych, która wprowadziła wobec spółdzielni funkcjonujących jako mikroprzedsiębiorstwa „zwolnienia podatkowe w ramach handlu produktami, dla wytwarzania których powstała spółdzielnia” to dobre rozwiązanie i właściwy kierunek. W myśl nowych przepisów spółdzielnie usunięte zostały także z grona płatników podatku od nieruchomości od „budynków i budowli lub ich części i zajętych pod nimi gruntów stanowiących własność bądź będących w wieczystym użytkowaniu spółdzielni rolników lub ich związku prowadzących działalności jako mikroprzedsiębiorstwo”.

Nadal jednak nasz system prawny zapewnia spółdzielcom nikłe – w porównaniu z Zachodem – korzyści ze wspólnego gospodarowania. W Polsce brakuje choćby tak podstawowego elementu jak zaangażowanie aparatu państwowego w promocję działań krajowych spółdzielni na arenie międzynarodowej. Po macoszemu nad Wisłą rząd traktuje też szalenie intratne spółdzielcze giełdy rolne.

Spółdzielcze giełdy rolne to połączenie kilku ogniw łańcucha handlowego. Skupiają one w swoich rękach produkcję jak i przetwórstwo i handel. Pozwala to na skuteczne wyeliminowanie problemów wynikających z zależności rolników od kolejnych etapów produkcji i handlu. Dziś – w czasie kryzysu – to spółdzielcze giełdy rolne ratują swoich członków oraz szerokie grupy konsumentów w państwach Zachodu. Stanowią one swoistą sieć wsparcia i obsługi producentów, eksporterów i konsumentów.

Spółdzielcze giełdy rolne koncentrują zatem w swoich rękach wytwarzanie żywności oraz handel nią. Kluczową kwestią jest tu możliwość elastycznego dostosowania się do potrzeb rynku. Powstanie w Polsce spółdzielczych giełd rolnych mogłoby stać się realnym impulsem pobudzającym zarówno produkcję na rynek krajowy, jak i handel zagraniczny.

Poprzedni artykułOrganizacje przetwórcze apelują do premiera Morawieckiego
Następny artykułSą nowe pieniądze dla małych i średnich firm