Przybliżaniu nam świetlanej przyszłości służą takie sabaty jak Forum Ekonomiczne w Davos. Złote cielce się tam namawiają, co robić i jak bajerować tak zwane masy ludowe, żeby się nie płoszyły, tylko myślały, że to wszystko dla ich dobra – pisze w najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

13 stycznia Sejm głosami 198 posłów, przy sprzeciwie kilkudziesięciu, przede wszystkim – Solidarnej Polski i Konfederacji – oraz dzięki wstrzymaniu się od głosu prawie wszystkich przedstawicieli obozu zdrady i zaprzaństwa, uchwalił nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, której najważniejszymi postanowieniami jest z jednej strony powierzenie Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu prowadzenia spraw dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych – co jest ewidentnie sprzeczne z art. 184 konstytucji, która wyposaża NSA w prawo badania zgodności z prawem działań administracji publicznej – a z drugiej – wprowadzenie tak zwanego „testowania niezawisłości” jednych sędziów przez drugich, a nawet – przez strony postępowania.

Podobno znalazł się jakiś utytułowany hebes, który stwierdził, że pod względem zgodności z konstytucją wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo konstytucja nie zakazuje NSA prowadzenia spraw dyscyplinarnych sędziów. Hebes najwyraźniej albo nie wie, a jeśli wie – to skłamał – że art. 7 konstytucji stanowi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Otóż w odróżnieniu od formuły praworządności stosowanej wobec obywateli, którym wolno robić wszystko, co nie jest zakazane przez prawo, formuła praworządności stosowana wobec organów władzy publicznej wymaga, by każdy krok, każda czynność organu władzy publicznej miała wyraźne upoważnienie w prawie i odbywała się tylko w jego granicach. Widocznie niektóre utytułowane hebesy uważają, że „dla dobra Polski” można, a nawet trzeba kłamać, do czego przychylają się również nasi Umiłowani Przywódcy, z panem premierem Mateuszem Morawieckim na czele.

Uzasadnieniem konieczności uchwalenia tej, podyktowanej panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi) przez Komisję Europejską ustawy, jest odblokowanie środków z funduszu odbudowy. Tak jednym głosem mówi nie tylko rząd „dobrej zmiany”, ale również obóz zdrady i zaprzaństwa. Tymczasem już tego samego dnia okazało się, że to nieprawda, że to tylko „ważny krok”, bo jednocześnie Komisja Europejska zakazała polskiemu rządowi walki z wiatrakami – a poza tym „kamieni milowych”, które podżyrował pan premier Morawiecki, jest aż 150, więc rozwiązanie sprawy chyba przyjdzie nieprędko.

Ale nawet gdyby tak nie było, to warto przypomnieć, że w ramach przydziału dla Polski środki te obejmują 106 mld zł dotacji i około 50 mld zł pożyczek. W dodatku prawie 42 proc. tych pieniędzy ma być przeznaczone na walkę z klimatem, a ponad 20 proc. – na cyfryzację, a więc ani na „żłobki, przedszkola i szkoły” – jak żałośliwie przekonywał nas pan premier Morawiecki – ani też na „obronność”.

Tak czy owak wszyscy dowiedzieliśmy się, za ile można dzisiaj Polskę kupić w tak zwanym „majestacie prawa”. Muszę powiedzieć, że kiedyś, to znaczy – w wieku XVIII, kiedy Polską też frymarczono – było jednak lepiej. Kandydatów na posłów do sejmu grodzieńskiego, który w roku 1793 zatwierdził II rozbiór, wyznaczali ambasadorowie: rosyjski Sievers i pruski Buchholtz. Płacili oni następnie wyborcom ze szlachty-gołoty po 30 złotych polskich, a ci głosowali, jak trzeba. 30 złotych stanowiło równowartość 4 groszy srebrnych, a wartość grosza srebrnego z czasów Stanisława Augusta wynosi dzisiaj 170 zł. Oznacza to, że ambasadorowie kupowali polskich wyborców mniej więcej za 20 500 dzisiejszych zł. Obecnie Polska ma ok. 30 mln wyborców, więc gdyby Komisja Europejska chciała ich przekupić według XVIII-wiecznej stawki, to musiałaby wyłożyć nie 106 mld dotacji, tylko 615 mld! Okazuje się, że współcześni gołodupcy sprzedają Polskę coraz taniej.

Ale na tym nie koniec, bo kiedy piszę ten felieton, właśnie rozpoczęło się Forum Ekonomiczne w Davos. Biorą w nim udział z jednej strony złote cielce w całego świata, a z drugiej – demokratyczni gołodupcy. To całe „Forum” stanowi realizację pomysłu niejakiego Klausa Schwaba, który napisał coś w rodzaju „Mein Kampf”, w którym kreśli obraz świetlanej przyszłości dla świata przekształconego w gigantyczny koncentrak pod kolektywnym zarządem złotych cielców. Przybliżaniu tej świetlanej przyszłości służą właśnie takie sabaty jak Forum Ekonomiczne w Davos. Złote cielce będą się tam namawiały, co robić i jak bajerować tak zwane masy ludowe, żeby się nie płoszyły, tylko myślały, że to wszystko dla ich dobra, a co we własnym gronie uradzą, to przekażą do realizacji demokratycznym gołodupcom, których właśnie w tym celu do Davos zapraszają. Z kolei demokratyczni gołodupcy, nadęci z dumy, że zostali przez światowe grono złotych cielców dopuszczeni do konfidencji, po powrocie do swoich bantustanów będą postanowieniom złotych cielców nadawali postać prawa, a wynajęte przez nich jaszczurcze języki z niezależnych mediów głównego nurtu już tam zrobią ludowym masom taką wodę z mózgu, że uwierzą we wszystko i na wszystko w podskokach się zgodzą. Na przykład – że trzeba walczyć z klimatem, ale nie byle jak, tylko pod kierownictwem partii i rządu – najlepiej rządu światowego – który cały świat uporządkuje według najsłuszniejszych doktrynerskich wskazań.

Przewidział to jeszcze w latach 70. Janusz Szpotański, kreśląc w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” wizję świetlanej przyszłości, w której rewolucyjna teoria zostanie pogodzona z rewolucyjną praktyką. „Za filozofa idąc radą nareszcie sobie to uświadom, że wolność właśnie tkwi w przymusie i z entuzjazmem poddaj mu się. (…) A kiedy znajdziesz się za drutem, opuści troska cię i smutek i radość w sercu twym zagości, żeś do królestwa wszedł Wolności”. No bo jakże inaczej, kiedy Klaus Schwab w swoim dziele głosi zaprowadzenie Równości i Braterstwa? Toteż w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” czytamy dalej: “By mogła zapanować Równość, trzeba wpierw wszystkich wdeptać w gówno. By człowiek był człowieka bratem, trzeba go wpierw przećwiczyć batem. Wszystko mu także się odbierze, by mógł własnością gardzić szczerze.”

W takiej sytuacji już nie mogę się doczekać powrotu pana prezydenta Dudy i pana premiera Morawieckiego z Davos. Dzięki Sejmowi już wiemy, za ile Polska, czyli my wszyscy, zostaliśmy sprzedani, a już wkrótce dowiemy się, w jaki sposób zostaniemy oszwabieni. Czegoż  chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz 

Poprzedni artykułNowe oblicze leasingu
Następny artykułCzy stan gospodarki niepokoi Polaków?