Odpowiedź na zadane w tytule pytanie brzmi: między innymi dzięki jawnym i tajnym operacjom w Afryce. Do tej pory Rosję wspomogły już tony sudańskiego złota i kontrakt na budowę elektrowni atomowej w Egipcie.

Stevebidmead/Pixabay

Obserwując front wojny rosyjsko-ukraińskiej warto zwrócić uwagę na Afrykę, którą ostatnio odwiedził rosyjski minister spraw zagranicznych Sergiej Ławrow. Jeden z najbardziej zaufanych ludzi Władimira Putina odwiedził Egipt, gdzie spotkał się ze swoim odpowiednikiem. Korzystając z „pretekstu”, że Ławrow wybrał za cel swojej podróży Afrykę, gdzie zabiega o poparcie, warto wspomnieć o innym afrykańskim państwie ogarniętym wojną domową, w którym Rosja już ma potężne wpływy – o Sudanie.

Sudańskie złoto

Otóż Rosja bardzo aktywnie wspierała wojskowy zamach stanu w tym kraju w 2021 roku, kiedy to wojskowa junta obaliła cywilny rząd przejściowy. Jak się okazuje wsparcie Rosji miało (i ma) wymierną cenę. Co więcej, według amerykańskich służb to właśnie Rosjanie inspirowali sudańskich wojskowych do przejęcia władzy w tym biednym afrykańskim kraju po to, by mieć zapewniony dostęp do surowców naturalnych Sudanu – w tym do złota. W przewidywaniach Kremla demokratyzacja Sudanu mogłaby pozbawić Rosję niemalże monopolu na sudańskie skarby, które zagwarantować mogła wojskowa junta…

Na ślad szmuglu sudańskiego złota do Rosji wpadli… pracownicy lotniska w Chartumie (stolica Sudanu), którzy postanowili przeszukać rosyjski samolot transportowy, mający – według dokumentów – przewozić do Rosji… ciastka (których zresztą Sudan nie eksportuje). Do przeszukania doszło pod koniec lutego (po agresji Rosji na Ukrainę). Pracownicy lotniska wiedzieli, iż sudańskie władze są prorosyjskie, mimo to postanowili sprawdzić, co to za ciastka. Okazało się, że w samolocie, pod kolorowymi opakowaniami, ukryta była drewniana skrzynia z toną złota. Kara za szmugiel spadła jednak nie na Rosjan, a na… pracowników lotniska. Po interwencji sudańskich generałów samolot ze złotem jednak odleciał do Rosji, a pracownicy karnie zostali przeniesieni na prowincję.

Ten incydent zapoczątkował śledztwo (dzięki sudańskiemu sygnaliście), które ujawniło, iż złoto wywożone z Sudanu do Rosji nie jest rejestrowane. W ciągu 18 miesięcy (do lutego 2022 r.) zarejestrowano co najmniej 16 podobnych lotów transportowych do Rosji. A tylko w 2021 r. z sudańskiego banku centralnego zniknęły niemal 33 tony złota o wartości 1,9 mld dolarów. Są to jednak tylko szacunki – inni informatorzy twierdzą, że do Rosji trafia około 90 proc. wydobytego w Sudanie złota.

Aferę ze szmuglem sudańskiego złota śledzi z Londynu m.in. zespół dziennikarzy z Dossier Center (założony przez Michaiła Chodorkowskiego). Według dziennikarzy śledczych władze sudańskie działają za pośrednictwem spółki Meroe Gold, powiązanej z rosyjskim oligarchą Prigożynem – właścicielem tzw. grupy Wagnera. Spółka Meroe Gold zajmowała się wydobyciem złota i…szkoleniem sudańskiej armii. Po nałożeniu amerykańskich sankcji działa pod przykrywką sudańskiej firmy al-Solag nie przerywając działalności. Warto dodać, że Prigożyn działa (poprzez różne firmy) także w innych afrykańskich państwach.

Poszukiwanie afrykańskich sojuszników

O tym jak ważny jest Czarny Ląd dla Rosji świadczy ostatnia podróż Sergieja Ławrowa do Afryki podczas której odwiedził on Egipt, Etiopię,Ugandę i Demokratyczną republikę Konga. Jednym z ważnych celów Ławrowa była „reklama” rosyjskich projektów energetycznych na tym kontynencie. Dość wspomnieć, że w Egipcie Rosyjska Państwowa Korporacja Energii Jądrowej (Rosatom) rozpoczęła właśnie budowę elektrowni atomowej El Dabaa o wartości 26 miliardów dolarów. W sprawie budowy kolejnych elektrowni atomowych Rosja prowadzi również rozmowy z Etiopią i Ugandą. Z kolei Kongo zainteresowane jest budową przez Rosjan ropociągu Pointe Noire-Brazzaville-Oyo-Ouésso. Oczywiście za projektami energetycznymi Rosji kryje się poszukiwanie cennych afrykańskich sojuszników. Ławrow stara się przedstawić Rosję jako przyjaciela Afryki podkreślając kolonialny imperializm mocarstw zachodnich. Taka retoryka może odnieść pożądany skutek. Warto w tym momencie dodać, że Rosja jest także jednym z największych eksporterów zbóż do Afryki, która boi się widma głodu.

Wizyta Ławrowa w Afryce okazała się sukcesem – w październiku w Etiopii ma odbyć się szczyt Rosja-Afryka, podczas którego mogą zostać podpisane umowy handlowe. Jak rosyjskim wpływom w Afryce będzie przeciwdziałać UE, która powinna też pamiętać o Chinach coraz mocniej zaznaczających swoją obecność na Czarnym Lądzie? To się wkrótce okaże. Na koniec chciałbym jednak postawić pytanie: czy Polska nie powinna być bardziej aktywna w poszukiwaniu kontaktów gospodarczych z krajami afrykańskimi? Zwłaszcza dzisiaj – w dobie bezpardonowej gospodarczej wojny o surowce i rynki zbytu.

Poprzedni artykułBank Światowy: nie będzie ratunku dla Sri Lanki
Następny artykułUkraina chce uratować Europę przed brakiem energii