Ludzie Władimira Putina wywierają wpływ na najwyższe sfery angielskiego społeczeństwa, czasami przy współudziale ich członków – pisze Marc Roche w swoim artykule w „Le Point” z 25/07/2020. Mowa tu o rosyjskich oligarchach, którzy mieszkają w Londynie, a którzy infiltrują brytyjski establishment na rozkaz Kremla.

Ekipy rządowe Jej Królewskiej Mości, zarówno te lewicowe jak i prawicowe, zamierzają mądrze wykorzystywać bogactwo rosyjskich oligarchów, przymykając oko na szeroką operację prania pieniędzy niewiadomego pochodzenia, jaka ma miejsce w Wielkiej Brytanii. Brytyjskie służby kontrwywiadu, zaliczane do najlepszych na świecie, są bezsilne w obliczu zagrożenia, jakie dla bezpieczeństwa wewnętrznego niesie ta sieć rosyjskich bogaczy.
I tak oto mamy wybuchowe składniki, w liczbie godnej wielkiej powieści szpiegowskiej Johna Le Carré. Ale w tym przypadku fikcja staje się rzeczywistością, o czym świadczy niedawny raport brytyjskiego Parlamentarnego Komitetu ds. Wywiadu i Bezpieczeństwa, a który dotyczy ingerencji Kremla w brytyjskie życie polityczne.

Czytając raport, opublikowany 21 lipca 2020 roku, dowiadujemy się, że rosyjscy oligarchowie mieszkający w stolicy Wielkiej Brytanii, a którzy pochodzą z najbliższych kręgów prezydenta Władimira Putina, zdołali metodycznie przeniknąć kręgi brytyjskich elit politycznych, ekonomicznych, uniwersyteckich i sportowych. Ich entryzm przybiera formę zakupów luksusowych nieruchomości, inwestycji finansowych, darowizn na rzecz partii politycznych, uniwersytetów i instytucji kulturalnych, a także pomocy dla sektora filantropijnego i świata sportu.

Od upadku ZSRR, który miał miejsce na początku lat 90., rząd brytyjski walczył o przyciągnięcie ogromnych przepływów pieniężnych kontrolowanych przez oligarchów ze Wschodu. Zjawisko to nabrało tempa wraz z pojawieniem się w 2003 roku stalowego magnata Romana Abramowicza, który kupił klub piłkarski Chelsea – jeden z flagowych klubów angielskiej Premier League. Po to, aby przyciągnąć wielkie fortuny „z krainy zimna”, w 2008 roku dla zagranicznych miliarderów wprowadzono nawet specjalną złotą wizę.

I tak, bajecznie bogaci Rosjanie wcisnęli się w powstały w murze wyłom, przenosząc się z całym swoim ekwipunkiem do kraju, co do którego nie mieli wątpliwości, że długo jeszcze pozostanie bastionem kapitalizmu, a którego stabilność polityczna jest gwarantowana na długie lata.
W rezultacie najpotężniejsi rosyjscy oligarchowie przenieśli swoje główne rezydencje do Londynu, wśród nich są – oprócz Abramowicza (stal) – Arkadij Rotenberg (przemysł), Oleg Deripaska (stal, aluminium), Andrew Gonczarenko (rurociągi naftowe), Władimir Czernuchin (finanse) i Jewgienij Lebiediew (właściciel darmowego londyńskiego dziennika „Evening Standard”) oraz kilku innych wielkich oligarchów.

Londongrad

W obliczu tak dużej stawki w grze władze brytyjskie celowo ignorowały wątpliwe pochodzenie rosyjskich pieniędzy inwestowanych w Wielkiej Brytanii. Londyn bez mrugnięcia okiem przyjął miliardy wykorzystane przez Abramowicza na zakup Chelsea oraz najlepszych piłkarzy i menedżerów na świecie. Oligarchowie rosyjscy mogą też liczyć na ogromną sieć życzliwych wspólników, prawników i księgowych, którzy „ubierają pannę młodą”, jak zwykło się mówić o obsłudze klientów o złej reputacji. Trzeba dodać, że wielu członków Izby Lordów, którzy powiązani są ze wspomnianymi oligarchami osobistymi, gospodarczymi interesami, także służyło im za swatkę.

Rodzina królewska również była rozpieszczana przez bogaczy z tego potężnego kręgu wpływów, którego prasa brytyjska ochrzciła mianem Londongrad.
Sir Michael Peat, były szef gabinetu księcia Karola, jak również książę Michael z Kentu, kuzyn brytyjskiej królowej, postanowili oddać się w usługi rosyjskim biznesmenom.
Te filary ziemiaństwa stanowią najlepsze „tajemne wrota” pozwalające na wejście i integrację z wysokimi sferami kraju leżącego po drugiej stronie kanału La Manche – wrota, które tradycyjnie są zamknięte na napływ nowych bogaczy przybyłych zza granicy pozbawionych rodowodu, manier i reputacji.

Infiltracja

Głośny proces, jaki miał miejsce w listopadzie 2011 roku przed Sądem Najwyższym w Londynie, a jaki wytoczony został przez rosyjskiego biznesmena i opozycjonistę Borysa Bieriezowskiego byłemu wspólnikowi Romanowi Abramowiczowi w związku ze sprzedażą rosyjskiego koncernu petrochemicznego Sibnieft odsłonił kurtynę, co do mafijnych praktyk i zwyczajów wielu rosyjskich oligarchów. Bieriezowski, przegrawszy w sądzie, w marcu 2013 roku w swoim angielskim domu popełnił (najprawdopodobniej) samobójstwo. A przed Sądem Najwyższym była mowa o rejsach superjachtami po Karaibach, o rezydencjach rodem z baśni tysiąca i jednej nocy we Francji, o ogromnych kontraktach spisywanych na serwetkach, próbach zamachów podejmowanych przez czeczeńskich gangsterów oraz o praniu miliardów dolarów w spółkach off-shore. A także o firmach-przykrywkach, cichych zmowach politycznych, korupcji i jeszcze o uchylaniu się – na dużą skalę – od płacenia podatków…

Mimo zaostrzenia przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy, jakie miało miejsce zaraz po atakach z 11 września 2001 roku, City of London nigdy nie przyglądało się dokładnie pochodzeniu kapitału, jaki docierał z byłego ZSRR. Nad brzegami Tamizy pieniądze nie śmierdzą. Pieniądze przychodzą, odchodzą i kręcą się swobodnie w kasach najważniejszego europejskiego centrum finansowego. Według badań zleconych przez Izbę Gmin to ta infiltracja brytyjskich decydentów, jaka została przeprowadzona, na dużą skalę, przez rosyjskich oligarchów tłumaczy, dlaczego ekipy rządzące Davida Camerona, Theresy May, a obecnie Borisa Johnsona, były ślepe na ingerencje Moskwy podczas wyborów parlamentarnych w 2019, a zwłaszcza podczas dwóch referendów: w sprawie niepodległości Szkocji (2014) i Brexitu (2016).

Czołowa postać ruchu na rzecz wyjścia z Unii Europejskiej, B. Johnson odmawiał – do samego końca – przeprowadzenia gruntownego śledztwa w sprawie ewentualnych działań, jakie rosyjskie służby mogły przedsięwziąć, aby pomoc ruchowi Leave (wspierającemu opuszczenie UE). „Były bardzo liczne zarzuty mówiące o tym, że Rosjanie próbowali wpłynąć na wyniki głosowania w referendum w 2016 roku. Dokładny wpływ tych prób na wynik referendum byłby trudny, jeśli nie niemożliwy, do udowodnienia. Jednakże trzeba zauważyć, że rząd długo nie chciał przyznać, że takie zagrożenia w ogóle istniały”- podsumowuje raport podkreślając pragnienie Kremla, aby Wielka Brytania opuściła Unię Europejską, a w konsekwencji aby konstrukcja europejska została osłabiona.

W obliczu penetracji, jakiej dokonały rosyjskie służby, a co określane jest jako „norma” rząd w Londynie zobowiązał się do wzmocnienia kompetencji MI5 (brytyjskiego kontrwywiadu), który obecnie jest bezbronny w tej kwestii. Jednakże, zdaniem ekspertów, takie działanie jest niewystarczające, patrząc na skalę zagrożenia, jakie stanowi sieć rosyjskich oligarchów. To za mało i zbyt późno…

Źródło: Marc Roche/„Le Point”