Tak jak w Tybecie, tak może być i w kolejnym miejscu na świecie. Mowa o Tajwanie. Sekretarz stanu USA Antony Blinken ostrzegł Chiny przed próbą zmiany status quo Tajwanu podkreślając, iż Stany Zjednoczone są „zdecydowanie zaangażowane” w zapewnienie zdolności obronnych wyspy. Po raz pierwszy od wielu lat chińskie władze skrytykował także Dalajlama.

tookapic/Pixabay

Tajwan, ze względu na olbrzymią chińską presję na arenie międzynarodowej, nie jest oficjalnie uznawany za niepodległe państwo. Na szczęście – mimo że oczy świata skupione są głównie na Europie Środkowo-Wschodniej ze względu na kryzys na granicy polsko-białoruskiej oraz na ostatnie poczynania Rosji względem Ukrainy – USA nie spuszczają Tajwanu z oka.
Świadczy o tym wypowiedź sekretarza stanu USA Antony Blinkena, który kilka dni temu podczas konferencji Reuters Next oświadczył, że każdy krok wskazujący na próbę inwazji na Tajwan będzie miał dla Chin poważne konsekwencje. Polityk tym samym przestrzegł ChRL przed wywoływaniem kryzysu w pobliżu Cieśniny Tajwańskiej. Blinken – biorąc pod uwagę prowokacyjne poczynania chińskich sił zbrojnych wobec Tajwanu (systematyczne naruszanie przestrzeni powietrznej wyspy) – oskarżył Chiny o próbę zmiany statusu quo Tajwanu na arenie międzynarodowej. Amerykański polityk zauważył, iż chociaż Pekin uważa wyspę za swoje terytorium, to Stany Zjednoczone są  „zdecydowanie zaangażowane” w zapewnienie Tajwanowi zachowania swoich zdolności obronnych. „Mam nadzieję, że Pekin poważnie zastanowi się przed podjęciem jakiejkolwiek próby wywołania kryzysu, który miałby naprawdę poważne konsekwencje i nie jest w niczyim interesie, począwszy od samych Chin” – podkreślił Blinken.

Co więcej, amerykański polityk, zapytany o możliwość wysłania wojsk USA w przypadku inwazji na Tajwan, powtórzył, że „Stany Zjednoczone od lat są zaangażowane w obronę tego państwa i swoich zobowiązań nie zmienią”. Blinken potwierdził tym samym słowa prezydenta USA Joe Bidena, który w październiku wywołał poruszenie, kiedy powiedział, że Stany Zjednoczone – na mocy ustawy z 1979 roku – są zobowiązane do zapewnienia Tajwanowi środków do obrony i staną w jego obronie, jeśli Chiny zaatakują wyspę.

Chińska Republika Ludowa, uważająca Tajwan za zbuntowaną prowincję, od 2021 r. prowokacyjnie i notorycznie narusza jego przestrzeń powietrzną, co według wielu analityków jest już de facto elementem wojny psychologicznej. Niestety Tajwańczycy zdążyli się już „przyzwyczaić” do widoku chińskich eskadr na swoim niebie oraz do pojawiających się na ich wodach terytorialnych chińskich niszczycieli i fregat. ChRL prowadzi też szeroko zakrojoną wojnę propagandową odnośnie Tajwanu, która szczególnie się nasiliła właśnie w roku 2021. Chińskie media umiejętnie podsycają nastroje nacjonalistyczne wśród Chińczyków. Co więcej – Chiny wobec państw, które zacieśniają kontakty gospodarcze z Tajwanem (szczególnie z Europy Wschodniej, jak Litwa, Słowacja, Czechy), stosują już elementy presji gospodarczej, które mają być też sygnałem dla innych państw.

Głos Dalajlamy

Ostatnio, po raz pierwszy od wielu lat, otwarcie skrytykował Chiny Dalajlama XIV – 86-letni duchowy przywódca Tybetańczyków. Podczas przeprowadzonej w listopadzie wideokonferencji odniósł się do niszczenia przez komunistów odrębności kulturalnej Tybetańczyków i innych mniejszości narodowych zamieszkujących Chiny: „Jeśli idzie o Tybet i Sinkiang to mamy naszą własną, unikalną kulturę, a ci ograniczeni chińscy przywódcy komunistyczni nie są w stanie pojąć różnorodności kultur” – powiedział.

Dla chińskich komunistów Dalajlama, który schronił się w Indiach po nieudanej próbie powstania w 1959 r., jest separatystą. Chce – ich zdaniem – oderwać duży fragment Chin. Tymczasem duchowy przywódca Tybetu nigdy nie żądał niepodległości, a jedynie wsparcia dla językowej i kulturowej autonomii swego narodu. Łagodna krytyka chińskich władz przez Dalajlamę, jest de facto krzykiem w obronie niszczonych Tybetańczyków, których rozpaczliwą formą obrony są samospalenia (do których wciąż dochodzi w tej prowincji Chin).

Duchowy przywódca Tybetańczyków odniósł się też do relacji Chiny-Tajwan. Ocenił,że Tajwan to prawdziwa składnica starej kultury i tradycji chińskiej. „Na wyspie na każdym rogu są świątynie buddyjskie i taoistyczne i klasztory, gdzie studiuje się pisma. Tymczasem na kontynencie podobne miejsca są zbyt upolitycznione. […] Z punktu widzenia ekonomii Tajwan korzysta ze współpracy z Chinami lądowymi, natomiast jeśli idzie o kulturę, w tym i buddyzm myślę, że kontynentalni chińscy bracia i siostry mogą się wiele nauczyć o sióstr i braci z Tajwanu”.
Oczywiście nie trzeba być prorokiem, żeby zdać sobie sprawę z tego, iż w przypadku zdobycia wyspy przez komunistów stara kultura chińska stopniowo zostałaby niszczona, tak jak dzieje się to w Tybecie.

Rosyjska zachęta?

Wiadomo nie od dzisiaj, że tam, gdzie żołnierz rosyjski postawi nogę, tam jest Rosja lub rosyjska strefa wpływów. Boleśnie przekonała się o tym Japonia, której ZSRR postanowiły zabrać Wyspy Kurylskie. Ze względu na nierozwiązany spór terytorialny pomiędzy Rosją a Japonia do dziś nie jest podpisany traktat pokojowy (Japonia rości sobie prawa do południowej części archipelagu zajętej przez ZSRR w sierpniu 1945 r.). Co więcej – Rosja, która coraz bardziej pręży muskuły na arenie międzynarodowej, w ostatnim czasie rozmieściła na Kurylach wyrzutnie rakietowe wysyłając Japonii i światu jasny sygnał: Kuryle są nasze. Na pytanie o to, czy rozmieszczanie na Kurylach rosyjskiego sprzętu wojskowego może wpłynąć na relacje Rosji z Japonią, rzecznik Kremla Pieskow odparł, że Rosja ma prawo rozmieszczać taki sprzęt wojskowy, jaki uzna za stosowny, na całym swoim terytorium.

Wypowiedź Pieskowa ma świadczyć o tym, że Rosja nikogo się nie boi i kropka. Tymczasem wydaje się, iż jest państwo, z którym Rosja bardzo się liczy i tym państwem są Chiny. Media rosyjskie i światowe szczególnie nie nagłaśniały faktu, iż decyzją Władimira Putina, w lipcu 2008 Rosja przekazała Chinom sporne terytorium nad rzeką Ussuri (ok. 340 km2).

Podkreślmy, że o to terytorium toczyły się między wojskami ZSRR i ChRL starcia zbrojne – ze wskazaniem na ZSRR jako zwycięzcę. Tymczasem po latach Rosja „odpuściła” to zwycięstwo w imię dobrosąsiedzkich stosunków. Warto w tym momencie zadać pytanie z gatunku pytań retorycznych: czy Chiny, przejmując od Rosji sporne terytorium, nie utwierdziły się aby w przekonaniu, że są prawdziwym mocarstwem i mogą sięgać po więcej?