Zadaniem państwa jest dokładne przeliczenie wszystkich planowanych do wdrożenia rozwiązań, a dobra autokorekta Polskiego Ładu powinna być akceptowalna tak w wymiarze gospodarczym, jak i społecznym – mówi nam prof. dr hab. Konrad Raczkowski. Z byłym wiceministrem finansów rozmawiamy o rozwiązaniach zawartych w Polskim Ładzie, wpływie lockdownu na gospodarkę, systemie podatkowym oraz inflacji.

prof konrad raczkowski polski ład - grafika wisu
fot. Dariusz Iwański

„Potrzebna jest szeroka dyskusja na temat zmian systemu podatkowego” – powiedział pan niedawno podczas posiedzenia Rady Przedsiębiorców przy rzeczniku MŚP. Czy zdaniem ekonomisty i byłego wiceministra finansów Polski Ład odpowiada pod tym względem na wyzwania zarówno bieżące, jak i przyszłe?

Polski Ład to pewnego rodzaju figura retoryczna i od początku podlegała i będzie podlegać licznym konsultacjom, ocenom i zmianom. Nie przywiązywałbym się więc zbyt mocno do propozycji wyjściowej, ale do kształtów końcowych, które zostaną przedłożone w ustawach i przejdą proces legislacyjny z mniejszymi lub większymi zmianami. Wówczas w ocenie skutków regulacji będzie można wyczytać, jaki problem zaadresowany jest w danej podwyżce, czy też obniżce podatków, planowane rozwiązania i wreszcie najważniejsze, prognozowane efekty – zwłaszcza w ujęciu budżetowym, rozwojowym i redystrybucyjnym. Najważniejsze będą tu konkretne obliczenia, które powinny odpowiedzieć nam na pytanie, czy takie rozwiązania pogłębiają zbyt mocno deficyt budżetowy i dług publiczny, stawiając na szeroką politykę redystrybucyjną i konieczność wprowadzania w kolejnych latach nowych podwyżek podatków i tytułów podatkowych, czy może zapewniają rozwój.

Mamy rozumieć, że założenia Polskiego Ładu przygotowano na tzw. nosa, bez obliczeń?

Dokładne obliczenia nie zostały zaprezentowane, gdyż – jak rozumiem – było kilka koncepcji podatkowych, które w szczegółowych rozwiązaniach znacząco różniły się między sobą. Teraz był czas, żeby to zrobić, dokonać pewnych zmian, pokazać alternatywy i przede wszystkim całość dokładnie policzyć. Myślę, że takie obliczenia zostaną zaprezentowane. To artyści mogą powiedzieć, że u nich 2+2 na pewno nie może równać się 4, bo jak u kogoś równa się 4 to znaczy, że ten ktoś na artystę się nie nadaje. Natomiast w ekonomii 2+2 zawsze musi równać się 4, chyba że kreatywnie zmienimy aksjomaty Euklidesa, a paradygmaty zastąpimy dogmatami i ideologią. Zadaniem państwa jest dokładne przeliczenie wszystkich planowanych do wdrożenia rozwiązań, a dobra autokorekta Polskiego Ładu powinna być akceptowalna tak w wymiarze gospodarczym, jak i społecznym.

Są w Polskim Ładzie rozwiązania, pod którymi z miejsca podpisałby się pan obiema rękami?

Tak. Są tam rozwiązania dobre, są średnio dobre i są… inne rozwiązania. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach, a to szczegóły decydują, do jakiej kategorii zaliczymy dane rozwiązanie. Obniżka podatków jest dobra dla tej grupy podatników, którzy na tym zyskują, ale jeżeli dotyczy różnicowania opodatkowania tej samej pracy, to może dyskryminować.

Czy jest jakiś sposób, by przekonać rządzących do lepszej korekty Polskiego Ładu? Niedawno z inicjatywą korekt w tym programie wyszedł rzecznik MŚP. Proponuje on m.in. umożliwienie skorzystania z kwoty wolnej do 30 tys. zł przedsiębiorcom rozliczającym się podatkiem liniowym, wprowadzenie maksymalnej kwoty składki zdrowotnej, zastąpienie podatku dochodowego CIT podatkiem przychodowym oraz wprowadzenie podatku od przychodu spółek niemających rezydencji w Polsce, a osiągających przychód w Polsce. To są rozsądne propozycje?

Moim zdaniem to bardzo wyważone i zrównoważone propozycje, które w pewnym stopniu dokonują korekty tej części Polskiego Ładu, która nie była wystarczająco przeliczona, skupiała się na teraźniejszości, ale zapominała o niedalekiej przyszłości. Mogłaby nieść ulgę dla polskich firm i polskich przedsiębiorstw, przywracając pewne warunki jednolitego traktowania polskich firm względem zagranicznego kapitału. Pamiętajmy, że znaczna część firm zagranicznych w Polsce nie płaci u nas podatków, gdyż korzysta ze zwolnień specjalnych stref ekonomicznych na terenie całego kraju. Zaproponowana w tym kontekście propozycja 1,5 proc. podatku przychodowego, zamiast obecnego CIT, zapewniłaby co najmniej 30 mld zł dodatkowych wpływów rocznie i byłaby zbawienna dla budżetu państwa oraz kieszeni tych polskich firm, które będą musiały pokryć koszty Polskiego Ładu.

Jak duża część polskich firm zapłaci za Polski Ład?

Generalnie wszystkie, które wyrastają ponad średnią osiąganych przychodów, oraz wszyscy menedżerowie wyższej kadry kierowniczej na kontraktach.

W większość z sektora MŚP, czyli stanowiących kręgosłup polskiej gospodarki.

Zdecydowanie tak. Sektor MŚP zatrudnia ponad 99 proc. pracowników w Polsce, z czego ponad 96 proc. zatrudnionych jest w mikroprzedsiębiorstwach. Polski Ład nie opodatkowuje korporacji, za wyjątkiem wyższego opodatkowania pracowników tychże korporacji o składkę zdrowotną. Wynikiem tych propozycji byłyby zmiany formy prowadzenia działalności gospodarczej dla części przedsiębiorstw, zwłaszcza na rzecz ryczałtu ewidencjonowanego. Oznaczać to będzie, że ryczałt, który ma zostać dodatkowo obniżony, będzie bardzo korzystny dla tych podmiotów, które osiągają wysokie przychody i generują niskie koszty. Z kolei tam, gdzie koszty prowadzonej działalności gospodarczej będą wysokie, a wiązać się mogą z nowymi nakładami inwestycyjnymi, czy wysokimi kosztami stałymi, będzie to forma nieopłacalna.

Polska gospodarka od pewnego czasu rozwijała się całkiem przyzwoicie. Patrząc na to, co stało się przez ostatnie dwa lata, trudno nie zadać pytania, czy lockdowny były potrzebne. Jaka jest pana opinia?

Zwolennicy jedynie słusznego podawania eksperymentalnych szczepionek w większości odpowiedzą, że lockdowny były potrzebne. Zwolennicy leczenia, głównie iwermektyną i amantadyną, jak chociażby prof. McCullogh z grupą kilkudziesięciu światowej klasy ekspertów medycznych, którzy opublikowali w prestiżowym „American Journal of Medicine” pierwszy na świecie protokół leczenia pacjentów ambulatoryjnych, kwestionują zarówno brak i nieodpowiedniość leczenia, jak i zastosowane formy przeciwdziałania pandemii COVID-19. Z kolei rząd Chin oficjalnie potwierdził, że 92 proc. przypadków COVID-19 było leczonych głównie lub przy dominującym współudziale ziół tradycyjnej medycyny chińskiej zawierającej m.in. naparstnicę forsycji, znaną z filmu „Epidemia strachu” z 2011 r. Jednocześnie ten sam rząd Chin, podobnie jak wiele innych państw świata, stosując cenzurę informacyjną i wszczynając postępowania wobec lekarzy, którzy alarmowali o pandemii, przekształcili potencjalne zagrożenie niewielkich rozmiarów w globalną katastrofę, umacniając w wielu miejscach zachowania autorytarne.
Z kolei „Wall Street Journal” jeszcze w sierpniu 2020 r. opublikował tekst, który mówił, że lockdowny były „zbyt tępym i kosztownym ekonomicznie narzędziem”, które niszczyły amerykańską gospodarkę i społeczeństwo. Podzielam pogląd, który wyrażałem blisko rok temu, że lockdowny niewiele mają wspólnego z zarządzaniem leczeniem, czy zarządzaniem pandemią i nie były konieczne do kontrolowania krzywej epidemii.

Pytam o lockdown nie bez przyczyny, bo już puszczony został w eter sygnał, że za chwilę znowu możemy stanąć przed kolejną falą pandemii i trzeba będzie zamknąć gospodarkę. Co to by oznaczało dla Polski i świata?

Taka informacja po blisko 1,5 roku trwania pandemii powinna brzmieć groteskowo, jako angielski żart primaaprilisowy. Jeżeli stałaby się faktem, to oznaczałoby, że w danym kraju nastąpiło przesunięcie władzy na korzyść kapitału, a dany rząd kolejny raz wprowadzi niepewność w gospodarce kapitulując w rządzeniu. Dziś wiemy, że pandemia, która była na początku nazywana możliwością wyrównywania szans między bogatymi i biednymi, przyśpieszyła tendencję do koncentracji rynku, pogłębiając nierównowagę między pracą a kapitałem. W pandemii obserwujemy zjawisko utraty kapitału i praw własności przez wielu na rzecz ich nagromadzenia w rękach pojedynczych osób czy korporacji, przy dodatkowym opodatkowaniu tych osób i firm, które określamy średnimi. Jeżeli dane państwo dodatkowo udzieliło subwencji bezzwrotnych, to znaczy, że zaciągnęło dług na koszt wszystkich podatników, ukierunkowując strumień przepływu pieniądza. Dodatkowo niskie stopy procentowe oznaczają możliwość zaciągania przez największe i dobrze prosperujące firmy pożyczek po niskim koszcie, dając możliwość wykupowania konkurentów, czy przejmowania komplementarnych firm. W ten sposób rośnie nowa siła rynkowa, która posiada coraz większy wpływ na możliwość kształtowania zasad w danym państwie, wpływając na określone siły polityczne.

Według scenariusza, który pan tutaj nakreślił, cel tego wszystkiego jest czysto biznesowy. Trzeba to sobie brutalnie powiedzieć.

Pandemie i kryzysy zawsze prowadziły do większej nierównowagi w gospodarce i zapewniały prosperity tym, którzy mieli pieniądze lub mogli zaoferować deficytowe w czasie pandemii towary i usługi. Zbiorowy majątek 0,1 proc. najbogatszych obywateli USA w trakcie 13 miesięcy pandemii urósł o jedną trzecią, tj. o 1,6 biliona dolarów! To tyle, ile wynosi 12-letni budżet Polski. Tymczasem banki centralne w USA, Europie i Japonii wydały 9 bilionów dolarów na ratowanie poszczególnych gospodarek. Amerykański bank centralny wykupił większość papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką, co odpowiada możliwości zakupu miliona nowych domów w Nowym Jorku. Z kolei pożyczki i dotacje udzielone przez japoński bank centralny wystarczyłyby na pokrycie długów wszystkich firm, które zbankrutowały w ostatnich 18 latach w Japonii.
Myślę, że przeciętny Kowalski nawet nie uświadamia sobie, o jakiego rzędu nieproporcjonalnym wsparciu mówimy, wygenerowanym zadłużeniu i przesuniętych prawach własności. Wreszcie to w czasie trwania pandemii amerykańska Komisja Kontraktów Terminowych zatwierdziła pierwszy na świecie start-up Kalshi Inc. jako regulowaną giełdę finansową, umożliwiającą handel kontraktami na wydarzenia. Na dane wydarzenie w przyszłości, które się wydarzy lub nie. Na lockdown w danym kraju, na przedłużenie wakacji kredytowych, na szacowanym udziale emisji dwutlenku węgla w danym kraju, na wzroście lub spadku wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych itd. Trwanie pandemii to najlepszy biznes dla tych, którzy na ten biznes postawili. To możliwości wprowadzania realnego, czy też fikcyjnego, zagrożenia będą kreatorem takich wydarzeń, na których inwestorzy mogą w łatwy sposób spekulować, doprowadzając firmy do bankructwa, a rządy do pozbawionych logiki decyzji i zadłużenia.
Pamiętajmy też, że istniejąca pandemia jest dobrym pretekstem do ograniczania swobód i praw obywatelskich, konserwacji władzy, czy większej inwigilacji – co widać na całym świecie. W Indiach lockdown przerwał protesty przeciwko antymuzułmańskiej polityce premiera Modiego, podobnie jak w Rosji, zakazując nawet jednoosobowych demonstracji przeciwko prezydentowi Putinowi. Może zaskakiwać, że tak niewielu publicystów i ekonomistów dostrzega całościowe zjawisko gospodarki pandemicznej.

Być może cała reszta po prostu udaje, że tego nie widzi…

Tak, być może udaje… A to jest kwestia fundamentalna. Gigantyczne przesunięcie praw własności i zmiana tego, co tak naprawdę tworzy wartość. Jeszcze niedawno praca tworzyła wartość i uszlachetniała człowieka, co oczywiście jest i będzie prawdą. Jednak w warunkach zaburzonej równowagi popytowo-podażowej wartość jest tworzona sztucznie, podnosząc znacząco cenę krańcowej użyteczności danego dobra dla nabywcy, co wpływa na inflację obniżając siłę nabywczą pieniądza.

Był pan wiceministrem finansów, więc może będzie pan potrafił to wytłumaczyć: jak to jest możliwe, że choć wszyscy doskonale wiedzą, iż mamy jeden z najgorszych systemów podatkowych na świecie – o czym mówią wszystkie międzynarodowe rankingi – to nikt do tej pory nie pochylił się nad tym, aby ten system zmienić, czyli uprościć i uporządkować? Dlaczego?

Zmiana całego systemu podatkowego jest najtrudniejsza, bo wymaga przełamania oporu każdej grupy społecznej i zawodowej oraz przeprowadzenia konsultacji z zaprzyjaźnionym kapitałem zagranicznym i dyplomacją tych państw. Mało kto się na tym zna, a jeszcze mniejsza grupa potrafi zestawić system podatkowy z systemem monetarnym w ramach oczekiwanej polityki gospodarczej. Potrzeba dużej wiedzy i determinacji, by zbudować nowy, sprawny system podatkowy, a także potrzeba dużego poparcia politycznego, żeby to wdrożyć. Ja taką propozycję zmiany systemowej znam jedną – kierowałem jej przygotowaniem i w 2016 r. taka propozycja została wstępnie zaakceptowana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Co się z nią stało?

Ugrzęzła w dalszym etapie procedowania, chociaż kilka ustaw z tych rozwiązań zostało wprowadzonych.

Widzi pan w najbliższym czasie szansę, by ktokolwiek podjął próbę uproszczenia systemu podatkowego w Polsce i napisania go od nowa? Bo wydaje mi się, zresztą nie tylko mi, że to jedna z największych barier rozwoju całej polskiej gospodarki.

Nie widzę takich szans, chociaż podzielam pana pogląd.

Na koniec zapytam o inflację. Powinna się nam już zapalić czerwona lampka, powinniśmy bić na alarm, czy na razie tylko „zajęła się stodoła, ale chałupa jeszcze się nie pali”?

Obecnie inflacja w Polsce jest blisko trzykrotnie wyższa niż średnia w państwach strefy euro i wynika z rosnących cen wielu podstawowych produktów, energii elektrycznej, paliw płynnych, a także usług, takich jak odprowadzanie ścieków, czy wywóz śmieci. Myślę, że inflacja będzie miała charakter przejściowy i w perspektywie najbliższego roku raczej nie ma szans zejść do celu inflacyjnego NBP bez podwyżki stóp procentowych, która jest mało realna. Presji inflacyjnej nie pomagają zmniejszyć oczekiwania inflacyjne firm, związane z planowaną podwyżką cen i barierami podażowymi, przy nowym impulsie popytowym otwartej po falach pandemii gospodarki oraz presji na wzrost płac.