Czy kryzys zdrowotny spowodowany koronawirusem oznacza koniec francusko-niemieckiego tandemu w Unii Europejskiej?

Podjęta jakiś czas temu przez prezydenta Emmanuela Macrona decyzja, aby storpedować procedurę Spitzenkandidat, nadszarpnęła istniejące więzi zaufania z Niemcami, krajem, dla którego przestrzeganie reguł nawet tych niepisanych, świadczy o wiarygodności partnera. Podobny efekt miała wypowiedź Macrona – nawet jeśli była uzasadniona – odnośnie NATO, które określił jako „będące w stanie śmierci klinicznej”. Przecież doskonale wiadomo, jak bardzo amerykański militarny parasol ochronny jest na stałe wpisany w niemiecką tożsamość. Paradoksalnie, orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe może przyczynić się do zbliżenia obu krajów. Niemcy postrzegani jako dobry uczeń w klasie, jaką jest Europa, u boku z pracowitymi jak mrówki krajami Europy Północnej, mając nadwyżkę budżetową, sprzeciwiły się uwspólnotowieniu długu, za pośrednictwem tzw. koronaobligacji, uważając, że posłuży to jako zachęta dla krajów południa Europy, rozrzutnych jak świerszcze, w tym i dla Francji, do dalszej rozrzutności. Mechanizm wykupu długu państw przez Europejski Bank Centralny jest podobny, nie mówiąc tego wprost, do mechanizmów, jakich życzyła sobie Francja.

Dziś Angela Merkel w pełni popiera plan wsparcia gospodarki europejskiej dotkniętej koronawirusem. I trzeba to powiedzieć wprost, iż nie jest to wsparcie budżetowe dla „krajów tursytycznych”, lecz prawdziwa polityka wspólnotowa. A oświadczenie Angeli Merkel w Bundestagu, kiedy prosiła, aby „zrobić więcej w zakresie polityki gospodarczej tak, aby przyśpieszyć integrację”, jest zgodne z życzeniami sformułowanymi w tej kwestii przez władze Francji.

Czy uzasadniony jest pogląd, że niemiecki trybunał konstytucyjny chciał wpłynąć na kierunki europejskiej polityki pieniężnej?

Trybunał w Karlsruhe udzielił w niewłaściwym czasie niewłaściwej odpowiedzi na uzasadnione oczekiwania ludności: o poszanowanie suwerenności narodowej. Pierwszeństwo prawa wspólnotowego nad prawem krajowym nie jest oczywistością. Francuskie sądy niechętnie to przyznały. Kwestia ta niepokoi wielu Europejczyków, pokazała to dobitnie sprawa Brexitu. Kompetencje jurysdykcyjne sądów ponadnarodowych powinny być ograniczone. Ale w czasach, gdy gospodarce światowej grozi załamanie systemowe, a fundamentem silnej polityki prowadzonej przez naszych czołowych konkurentów, zwłaszcza Chiny i Stany Zjednoczone, są masowe subwencje publiczne, takie ograniczenie kompetencji byłoby pozbawieniem Europy strategicznej wizji konkurencji gospodarczej.

Taki stan rzeczy można tłumaczyć poprzez tradycję naszych niemieckich sąsiadów, których nawiedzały koszmary o hiperinflacji z lat 30-tych XX wieku i którzy podjęli niezbędne wysiłki, aby w pełni kontrolować swoje wydatki publiczne. Trzymając się roli stabilizatora pieniądza, jaki ustala statut EBC, trybunał w Karlsruhe działał, trzymając się dogmatycznej ortodoksji. Możemy żałować natomiast jego braku zdolności do dostosowania się do sytuacji. Jego działania mogą doprowadzić do bezprecedensowego kryzysu instytucjonalnego między nim, a TSUE. Prawdopodobnie uda się znaleźć porozumienie prawne, w końcu prawo jest również kwestią panującego układu sil. Angela Merkel, wzmocniona swoja niesłychaną popularnością i zgodą panującą miedzy trzema głównymi partiami rządzącymi w Niemczech, znajdzie najprawdopodobniej sposób, aby Federalny Trybunał Konstytucyjny ugiął się i zmienił swoje stanowisko.

Tak długo, jak Niemcy będą płacić, Unia Europejska będzie w stanie przetrwać – zgadza się pan z tym twierdzeniem?

Po przegranej wojnie w 1918 r. Niemcy nie zapłaciły. A obecnie nie ponoszą przecież żadnej odpowiedzialności za kryzys spowodowany koronawirusem. Wspierając europejski plan ożywienia gospodarki, Angela Merkel postanowiła nie płacić za kraje mocno wydatkujące. Tym samym przeniosła zadanie ponownego uruchomienia maszyny gospodarczej na barki całej Europy. Istnienie Unii Europejskiej jest wystarczająco silną gwarancją, aby zapewnić trwałość niemieckiego zaangażowania.

Niemcy zapłacą za wydatki UE, ale tylko i wyłącznie na swoich warunkach. Będą tym bardziej skłonni zapłacić, że ich gospodarka jest bardzo zależna od eksportu poza granice UE. Kryzys w światowym handlu doprowadzi je w oczywisty sposób do poświecenia większej uwagi obronie europejskiego rynku wewnętrznego.

Czyżby ten kryzys ujawnił brak solidarności między krajami europejskimi?

Wykup długów przez Europejski Bank Centralny, czy projekt planu naprawczego gospodarek europejskich dowodzą czegoś wręcz przeciwnego, a przecież walka z nagłym zagrożeniem sanitarnym nie wchodzi w zakres kompetencji Unii Europejskiej. Aby uniknąć ryzyka zapaści gospodarczej, Europa musi zrewidować swoje dogmaty założycielskie i oprzeć się na: uczciwej konkurencji rynkowej, braku polityki wybijania się ponad innych siłą i wolnej wymianie handlowej opartej wyłącznie na teorii przewagi konkurencyjnej bez ustalania własnych imperatywów strategicznych.

Źródło: Le Figaro