Ministerstwo Finansów twierdzi, że zbyt szybkie zwroty VAT stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa finansów publicznych. Z drugiej jednak strony, czy na te zwroty rzeczywiście trzeba czekać aż 60 dni, nie da się tego wydatnie przyspieszyć?

Zarządzanie zwrotami VAT (a w zasadzie dokonywanie ich w najpóźniejszym możliwie terminie) stanowiło w naszym kraju zawsze element zarządzania płynnością po stronie budżetu państwa. Naczelną zasadą podatku VAT jest zasada neutralności, która oznacza przede wszystkim, że dla podatników VAT (prowadzących działalność dającą pełne prawo do odliczenia tego podatku) ten podatek nie powinien stanowić elementu kosztowego ich działalności gospodarczej. Podatek VAT nie obciążą co do zasady podatników, tylko konsumentów, natomiast podatnicy de facto pełnią funkcję płatnika – pobierają na rzecz państwa podatek ponoszony przez ludność. Im zwrot VAT jest bardziej opóźniony, tym po stronie podatnika większy jest koszt finansowania VAT, a co za tym idzie, tym mniej jest on dla niego neutralny. Choć Trybunał Sprawiedliwości UE wyraźnie podkreślał w swoim orzecznictwie, że zwroty VAT powinny być dokonywane w możliwie szybki terminie i nie powinny służyć finansowaniu się przez państwa pieniędzmi podatników VAT, to jednak pokusa uzyskania „nieoprocentowanej pożyczki” ze strony podatników okazuje się zbyt duża. Choć nasze przepisy w zakresie zwrotów są z biegiem czasu coraz bardziej liberalne (w przeszłości istniały np. przepisy, które określały termin zwrotu VAT dla niektórych podatników jako 180 dni od złożenia deklaracji VAT), to do satysfakcjonującego terminu zwrotu jeszcze nam trochę brakuje. Standardowy termin 60 dni, w dobie dzisiejszych możliwości weryfikacyjnych, wydaje się zdecydowanie zbyt długim terminem, jeśli chodzi o możliwość skutecznego unikania dokonywania zwrotów VAT na rzecz oszustów.

Od kliku lat obowiązuje ewidencja JPK_VAT, rozliczenia podatkowe w znacznej mierze mają formę cyfrową, skąd zatem ten 60-dniowy termin na zwroty, skoro pewne rzeczy może zweryfikować niemal od razu?

To jest właśnie kluczowa kwestia. Rewolucja, która dokonała się w zakresie możliwości weryfikacji poprawności rozliczeń, powinna również wpłynąć na termin zwrotów. Tymczasem obecnie obowiązujący standardowy termin 60 dni jest stosowany już od wielu lat (również, gdy weryfikacja była dokonywana za pomocą korespondencji listowej pomiędzy poszczególnymi urzędami). Obecnie, dzięki funkcjonowaniu rozbudowanym systemom weryfikacyjnym (czerpiącym informacje przede wszystkim z plików JPK), sprawdzenie ew. nieprawidłowości zajmuje niewiele czasu. Systemy informatyczne na służbie administracji skarbowej same zresztą wskazują te przypadki, które wymagają dodatkowej weryfikacji. W przypadku wątpliwości, możliwe jest zresztą przedłużenie terminu zwrotu. Więc długie terminy zwrotów są raczej wynikiem wspomnianej na początku polityki w zakresie zarządzania płynnością budżetu państwa niż obaw o ponowne rozprzestrzenienie się oszustw VAT.

Czy w obecnych okolicznościach szybsze zwroty podatku w terminie 25-dniowym na rachunek VAT-owski mogą przynieść ulgę firmom?

Szybszy termin zwrotu (w ciągu 25 dni) znacznie pomaga podatnikom. Niestety, w obecnych przepisach termin jest rzadko stosowany. Dotyczy on przypadku podatników, którzy opłacili wszystkie faktury wykazane w deklaracji VAT (co w przypadku większych podatników jest z praktycznego punktu widzenia bardzo trudny). Drugim przypadkiem zwrotów w ciągu 25 dni jest właśnie zwrot na rachunek VAT. Zwrot na rachunek VAT jest w zasadzie bezpieczny dla budżetu państwa. Dlatego termin 25 dni w tym przypadku wydaje się trudny do uzasadnienia w inny sposób niż właśnie względami fiskalnymi. W przypadku podatników, u których generuje się nadwyżka VAT dokonywanie zwrotów VAT na rachunek VAT może być dobrym pomysłem (z rachunku tego mogą oni opłacać VAT z faktur wystawionych przez swoich dostawców).

Przedsiębiorcy postulują zawieszenie na czas pandemii i jakiś okres po jej zakończeniu mechanizmu split payment, zgadza się Pan z tym postulatem?

Faktycznie w niektórych przypadkach podzielona płatność wpływa negatywnie na płynność przedsiębiorców. W normalnym zdrowym, przedsiębiorstwie podzielona płatność raczej nie stanowi problemu. Natomiast w czasie pandemii, gdy płynność finansowa wielu przedsiębiorstw jest skrajnie nadwyrężona, podzielona płatność może zagrozić w niektórych przypadkach stabilnością finansową podatnika. Jednak rezygnacja z mechanizmu podzielonej płatności byłaby aktem dosyć desperackim – nie wiemy, czy jego likwidacja nie spowodowałaby odrodzenia Eldorada dla oszustów VAT. Podzielona płatność, obok kontroli plików VAT stanowi bowiem fundament skutecznej walki z oszustwami VAT.

Jaka jest Pana ocena tarczy antykryzysowej w odniesieniu do kwestii podatkowych?

Jestem realistą i mam dosyć ograniczone oczekiwania odnośnie możliwości wpływu zmian w podatkach na realną poprawę sytuacji przedsiębiorstw dotkniętych kryzysem. Gospodarka wolnorynkowa charakteryzuje się tym, że państwo w niewielkim stopniu ingeruje w działalność gospodarczą przedsiębiorców. Obecne ogromne problemy przedsiębiorstw wynikają z powodów dosyć odległych od podatków, dlatego zmianami w przepisach podatkowych nie przywrócimy popytu na usługi hotelowe czy przeloty lotnicze. Z drugiej strony finansowe potrzeby państwa są jeszcze wyższe niż zwykle (niestety, mimo ogromnego kryzysu, rząd nie zdecydował się na ograniczenie wydatków, nawet tych wprowadzonych w szczycie koniunktury gospodarczej jak 500+ na pierwsze dziecko czy 13. emerytura), więc konieczne jest zachowanie źródeł ich finansowania, a więc podatków. Na obecnym etapie podatkowy komponent tarczy antykryzysowej można ocenić więc pozytywnie, choć są pewne obszary do usprawnień.

Rozmawiał Kamil Goral