Jordan Peterson, wychodząc poza obszar swojej wiedzy eksperckiej, staje się niewiarygodny – i powinno to przeszkadzać jego czytelnikom.

Myśl Jordana Petersona uważam za przydatną i mającą pewną zdolność do pomagania innym. Peterson, odwołując się do głębokich, uniwersalnych i wielkich opowieści, może być przewodnikiem dla tych, którzy zgubili się gdzieś między stacjami swojej życiowej podróży. Często zdarza się to pomiędzy mniej więcej dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, tym lepiej, że jest ktoś, kto na ławce w parku, poczekalni czy innym tak naprawdę nieistniejącym miejscu, bo to przecież tylko porównanie, zostawił notatki pokazujące, co dalej. To jest siła Petersona. To właśnie ten aspekt jego aktywności chciałem i chcę promować w Polsce. Jako autor posłowia do 12. Życiowych zasad. Antidotum na chaos, książki, której zresztą Fundacja Wolności i Przedsiębiorczości dała swój patronat, podpisuję się pod najważniejszym przesłaniem, z którym w przestrzeń publiczną wyszedł ten psycholog, a dziś już też i celebryta. Mówi ono, że jeśli chcesz zmieniać świat, to zacznij od siebie, pracuj nad sobą i ostrożnie mieszaj porządek z chaosem. Wtedy i tylko wtedy odniesiesz zwycięstwo – a razem z tobą świętować będą inni.

Jestem popularyzatorem Petersona, ale nie jestem jego fanem. Nie jestem wobec niego bezkrytyczny, a właśnie to brak krytycyzmu widziałbym jako objaw fanowstwa. Petersona nie uważam za kogoś równego gwieździe rocka, bo od publicznych wypowiedzi muzyków można wymagać zwyczajnie mniej. Nie mogę więc nie odnieść się do jego absurdalnych wypowiedzi na temat moskiewskiej barbarii atakującej Ukrainę. Są one zresztą sprzeczne z tym, co on sam głosi.

Ukraińcy wybrali drogę na Zachód, zdecydowanie nie będący krainą powszechnej szczęśliwości, ale jednak będący też lepszym miejscem do życia dla przeciętnych ludzi niż wschodnie samodzierżawie. Ukraińcy postanowili posprzątać swoje pokoje. Wybrali udoskonalenie swoich instytucji, emanacji swoich własnych dążeń i aspiracji, bo chcą i chcieli prowadzić lepsze, bardziej uporządkowane, dostatniejsze życie. Nawet jeśli nie ma tu wielkich idei i takie motywacje nie rozpalają, bo są zwykłe, codzienne jak podróż tramwajem, to są godne szacunku, bo ukraińska prozachodniość jest skumulowaną chęcią do zmiany na lepsze wyrażoną przez Ukraińców. I my Polacy też mamy w tym swój udział. To dzięki naszemu sukcesowi, teraz marnowanemu i topionemu w inflacji i etatyzacji, choć to już temat na inny felieton, Ukraińcy mieli dokąd emigrować za pracą, mogli zobaczyć, jak jest za miedzą i że gospodarka może być czymś więcej niż parunastoma oligarchami otoczonymi przez klientów – a w dalszej kolejności rzesze biedaków. My też przeszliśmy podobną drogę, z innymi zakrętami, ale pewne jej aspekty były takie same. Powinniśmy to rozumieć. Jak i to, że Ukraińcy chcą bardziej przejmować się tak nudnymi aspektami życia jak awans w pracy, nowy samochód i rata kredytu za mieszkanie, a nie obserwowaniem min i grymasów jakichś groteskowych kukieł z Kremla obwieszonych orderami i tańczących w rytm przemówień starego kagiebisty.

Peterson zdaje się rozumieć to mniej, co jest moim zdaniem typową dla sytych ludzi niezdolnością do zrozumienia ludzi głodnych. Tam, gdzie Polacy, Litwini, Słowacy widzą Ukrainę jako kraj wyrywający się z biedy i chcący stawić czoła swoim gigantycznym problemom – tam Peterson szuka jakichś wymyślnych odpowiedzi na pytania, których nawet nie umie poprawnie zadać, a powinien, choćby dzięki lekturze swoich własnych książek. Mówi o Rosji jako obrońcy konserwatywnych zasad, nie dostrzegając w Putinie człowieka, który ledwo co umie się przeżegnać i który z patriarchą Cyrylem prowadzi politykę, a nie ewangelizację. Widzi w Rosjanach ludzi głęboko zafascynowanych Dostojewskim i jego przesłaniem, i o ile bardzo podoba mi się u Rosjan ich dużo lepsza niż wśród Polaków znajomość własnych klasyków, o tyle nie widzę powodu w szukaniu intelektualnych subtelności tam, gdzie ich nie ma. Rosja nie dlatego zaatakowała Ukrainę – i to już w 2014 roku – że jej misją jest obrona judeochrześcijańskich korzeni Europy, czy szerzej: Zachodu. Zrobiła to dlatego, że gra w swoją imperialną grę, nie ma co sprzedać, oprócz nieprzetworzonych surowców, i eksportuje wojnę. Gruzini zresztą ochoczo mogliby tu dopisać, że niestety nie tylko na Ukrainę. Rosja zaatakowała Ukrainę dlatego, że przeliczyła swoje możliwości w osiągnięciu doraźnego zysku. Rosja zaatakowała Ukrainę dlatego, że społeczne zaufanie do jej władz jest podżyrowane mitem imperium, które trzeba odzyskać. Rosja zaatakowała Ukrainę także dlatego, że miał to być pomysł na odciągnięcie uwagi własnej opinii publicznej od problemów wewnętrznych. I tak, wielkie idee są ważne w stosunkach międzynarodowych i redukowanie tych ostatnich tylko do uwarunkowań geopolitycznych to błąd. Ale jednocześnie nie jest też tak, że władza, pieniądze, wpływy i walka o nie wynikają tylko z walki o idee. Nie trzeba szukać drugiego dna tam, gdzie sprawy są jasne. I Peterson, jako wpływowy komentator, popełnił błąd, zbytnio patrząc na świat tylko przez jeden pryzmat. Wielu z jego odbiorców popełni zaś błąd polegający na tym, że jego błędną diagnozę uzna za słuszną – co często się dzieje, kiedy ekspert w pewnej dziedzinie publicznie zabiera głos na tematy, na których się po prostu nie zna, ale siłą swojej charyzmy może i tak wywierać wpływ.

Co prowadzi do konstatacji ogólniejszej natury. Tak jak film Nie patrz w górę wyśmiewał – między innymi – naiwną wiarę w multimilionerów, tak przydałoby się wyśmianie globalnych liderów opinii. W czasach, w których opinia Petersona może zostać powielona, odtworzona, wysłuchana przez miliony, powinna być też lepiej filtrowana przez jej odbiorców, co oczywiście jest jedną z tych rzeczy, która powinna się stać, ale do której nigdy nie dojdzie. Peterson mówiący o Rosji i Ukrainie ma swój posłuch wtedy, kiedy jest celebrytą, gwiazdą, kiedy nikt nie konfrontuje jego słów z tym, jak jest – nawet w jego własnych, wcześniejszych wypowiedziach, z których można było wyciągnąć argumenty przeciwko jego własnym słowom. Przerzuca więc niejako odpowiedzialność za swoje słowa na słuchaczy, a ci, jeśli będą tylko fanami, to po prostu przyjmą je jako dobrą monetę.

Warto jednak prostować Petersona Petersonem. Choćby jedną z zasad, które podaje Poza porządek. Kolejne 12 życiowych zasad. Brzmi ona: „Nie pozwól, aby owładnęły tobą poczucie urazy, zakłamanie i arogancja”. I może problem, którego wypowiedź Petersona jest tylko jednym z owoców, polega właśnie na tym. I da się zamknąć w smutnej konstatacji o ludziach, którzy tak bardzo nie lubią Zachodu, że aż z optymizmem patrzą na Wschód, nie wiedząc, że tamtejsza trawa jest bardziej zielona tylko dlatego, że została pomalowana.

Marcin Chmielowski
*autor jest wiceprezesem Fundacji Wolności i Przedsiębiorczości

Poprzedni artykułPetycja WEI: Nie dla aresztowego bezprawia!
Następny artykułBranża mięsna mówi: „dość”