Jaki jest ten nasz, polski kapitalizm? Jedyny w swoim rodzaju i daleki od typów idealnych. Wiele badań pozwoliło ekonomistom ze Szkoły Głównej Handlowej zrozumieć jego specyfikę, nazwaną jako kapitalizm patchworkowy.

Ponad 30 lat temu został rozpoczęty plan wdrażania reform gospodarczo-społecznych, nazwany przez niektórych planem Balcerowicza. Odchodząc od gospodarki scentralizowanej i wkraczając w kapitalizm, trudno było określić, jak będzie on funkcjonował w naszym kraju. Dopiero w 2001 roku Peter Hall i David Soskice stworzyli metodę badawczą, określającą dwa różne modele tego dominującego na świecie systemu gospodarczego. Prosty, dychotomiczny schemat liberalna gospodarka rynkowa kontra koordynowana. Większą siłę poznawczą zaoferował Bruno Amable wraz z zebraniem danych przekrojowych i zaoferował aż 5 typów idealnych o różnych charakterystycznych cechach centralnych.

Każdy kraj (w tym Polska) posiada bardzo skomplikowaną matrycę instytucjonalną. Chcąc się z nią zmierzyć i poznać, nie da się po prostu wziąć cech najbliższego typu idealnego. Próby są udane tylko, gdy rzeczywiście gospodarki są podobne – Włochy i Hiszpania albo Francja i Niemcy. Są to kraje o podobnych uwarunkowaniach geograficznych, politycznych i przede wszystkim o zbliżonej ścieżce rozwoju. Dodatkowo reformy w nich przeprowadzane, często w tym samym czasie, szły symultanicznie, a występujące instytucje są długowieczne, przez co ulegały wpływowi konwergencji. Z tego powodu gwałtowne szoki i zmiany, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej dla badaczy różnorodności kapitalizmu są ciekawe, a dla polskich ekonomistów stanowią wielkie wyzwanie. Trudno jest wprowadzać zmiany w gospodarce, gdy nie wiemy, jak będzie ona reagowała. Jak się okazuje, nie mamy luksusu korzystania z doświadczenia innych państw, bo nasz kapitalizm jest jedyny w swoim rodzaju i daleki od typów idealnych.

W swojej metodologii – z której korzystali ekonomiści z SGH – Amable wyróżnił modele: anglosaski (Wielka Brytania), socjaldemokratyczny (Szwecja), kontynentalny (Niemcy), śródziemnomorski (Hiszpania) oraz azjatycki (ze względu na specyfikę nie był punktem odniesienia dla badaczy). Rozszerzając metodologie wspomnianego naukowca, do studium naszej części Europy zostało wybranych sześć obszarów instytucjonalnych, na podstawie których zaplanowano zmierzenie się z wyłaniającymi się nowymi modelami gospodarki wolnorynkowej.

Dane empiryczne nie przyniosły jednak jasnej odpowiedzi. Praktycznie wszystkim nowym członkom Unii Europejskiej po uśrednieniu współczynników tych sześciu obszarów najbliżej było do Hiszpani, a więc kapitalizmu śródziemnomorskiego. Średnio wyniósł on 66 proc. Podobieństwo do systemu Niemiec (59,8 proc.), Szwecji (42,4 proc.) oraz Wielkiej Brytanii (48,7 proc.) jest jednak również bardzo wysokie. Większość (w tym także Polska) badanych państw wykazały bliskość instytucjonalną do więcej niż jednego modelu kapitalizmu. Starając się dojść do ujednolicenia tej nowej matrycy instytucjonalnej, stworzono nowy koncept teoretyczny, nazwany przez zespół badawczy pod kierownictwem prof. Ryszarda Rapackiego kapitalizmem patchworkowym.

Nowy, dopiero co wyłaniający się model, swoją unikalność zawdzięcza złożeniom otoczenia instytucjonalnego z różnych, luźno powiązanych ze sobą zapożyczeń z ładów społecznych w innych krajach. Jest to pokłosie pozostawienia elementów z socjalistycznej przeszłości oraz przejęcia partykularnych rozwiązań od wybranych reprezentantów Europy Zachodniej, jako państw o rozwiniętym kapitalizmie. Złożone w taki nieporadny sposób powodują brak efektu synergii, są niespójne oraz niedopasowane zarówno na poziomie formalnym, jak i nieformalne. Ład architektoniczny wokół matrycy nie jest wystarczająco zaplanowany i nie zapewnia osnowy instytucjonalnej, która dawałaby swego rodzaju spójność i komplementarność. Stąd właśnie nazwa patchworkowości tego kapitalizmu, jako złączenia różnych elementów, niekoniecznie ze sobą pasujących.

W Polsce mamy tak słabo ze sobą połączone cechy różnych systemów. Wysokie transfery społeczne przypominałyby model skandynawski, ustalenia rynku pracy można by najbardziej porównać do krajów anglosaskich, które cechuje większy liberalizm. W kolejnych aspektach ładu gospodarczego znajdziemy jeszcze więcej różnorodności.

Wiele cech wspólnych można znaleźć w innych rozróżnieniach kapitalizmu, takich jak: hybrydowy, peryferyjny czy postkolonialny. Historyczne uwarunkowania do naśladowania instytucji krajów centrum, czy też niezdolność do budowy trwałego państwa o wiecznych organizacjach. Cechą taką jest też oparcie rozwoju na taniej sile roboczej, co do pewnego momentu, a może i jeszcze dzisiaj, daje nam przewagę i zapewnia rozwój na tle bogatych państw starej Unii Europejskiej. Taka zależność od krajów wysokorozwiniętych jest często podnoszona jako cecha wspólna powyższych typów.

Są elementy unikalne, które nie pozwalają na wrzucenie tych wszystkich opracowań do jednego worka. Wyjątkowym jest fakt dwukrotnie przerwanej ciągłości i całkowita zmiana kierunku rozwoju w drugiej połowie XX wieku. Odziedziczenie nieformalnych instytucji zupełnie obcego dla kapitalizmu systemu i obcowanie z kapitalizmem jako ktoś z zewnątrz. Przede wszystkim jednak kluczem wyróżniającym jest barak osnowy instytucjonalnej zapewniającej jej trwałość.

Podatność na zmiany zlepku różnych instytucji może być zabójcza dla gospodarki. Często nieintencjonalnie wprowadzane zmiany podburzają cały, słabo jeszcze ustanowiony system lub jego gałąź. Nie pomaga w tym toksyczna walka na arenie politycznej. Żeby zbudować dobrobyt i trwałość naszej gospodarki, należy zapewnić mu stabilność, a nie stanie się to, gdy każda władza wprowadza swoją „rewolucję” w postaci długofalowych planów, które po zmianie władzy zostaną zmienione na inne. Dopóki nie będzie wspólnej pracy nad rozwojem polskiego kapitalizmu w określonym kierunku, przez czas dłuższy niż 2–3 kadencje parlamentarne, dopóty zostaniemy w takim systemie, odbijając się między szufladką państw peryferyjnych i półperyferyjnych.