W szybkim tempie pozbawiani jesteśmy wolności gospodarczych i osobistych. Realizowana jest polityka, która jeszcze dekadę temu byłaby nawet nie do pomyślenia. Mimo to nie widać na ulicach masowych protestów. Ogłupieni przez propagandę ludzie łatwo poddają się medialnym i politycznym manipulacjom.

Tomasz Cukiernik

Kiedy w okolicach roku 2000 Polska kończyła pokonywać inflację, która wywodziła się jeszcze z okresu tzw. transformacji ustrojowej, wydawało się, że nigdy już nie powróci. Podobnie jak nacjonalizacja. Zdawało się, że hiperinflacja była ubocznym skutkiem przemian ustrojowo-gospodarczych i skoro tak gwałtownych zmian już nie będzie, to nie grozi nam inflacja. Że będziemy się rozwijać wolniej lub szybciej i w spokoju budować nasz upragniony dobrobyt, by doganiać Zachód. Już bez inflacji. Rzeczywiście tak było przez dwie dekady – przez krótki okres mieliśmy do czynienia nawet z deflacją. Niestety władze zafundowały nam powrót do inflacyjnego koszmaru i również do nacjonalizacji.

Rok 2022 to skokowy wzrost cen. Oficjalna inflacja przekroczyła 15 proc., realna z pewnością sięgnęła kilkudziesięciu procent. Cena węgla wzrosła o 300 proc., gazu dla przedsiębiorców – o kilkaset, a przez to i nawozów sztucznych. Cena paliw przebija kolejne rekordy i chwilowo przekroczyła już 8 zł/l. Również energia elektryczna bardzo drożeje (ceny prądu dla gospodarstw domowych w ofercie PGNiG wzrosły z 0,42 zł/kWh na początku 2021 r. do 1,7 zł/kWh brutto jesienią br.), a także ciepło, które najbliższej zimy ma być rekordowo drogie oraz podstawowe produkty spożywcze, jak chleb. W krótkim czasie jeden z olejów spożywczych zdrożał o 40 proc., a jedno z mydeł o niemal 200 proc.!

Gwałtowny wzrost cen to nie wszystko. Gnębi się nas kowidem i straszy globalnym ociepleniem. Czekają nas nowe podatki (np. od samochodów spalinowych czy od podróży samolotami) i szkodliwe regulacje wymuszane przez Unię Europejską. Bruksela już nie tylko zakazuje nam tradycyjnych żarówek, plastikowych słomek i termometrów rtęciowych. Od tego się zaczęło, ale to była tylko przygrywka. Teraz artyleria jest znacznie grubszego kalibru: zakaz aut spalinowych na rzecz elektrycznych, zakaz pieców węglowych, gazowych i olejowych oraz rewolucja w rolnictwie (w tym pomysły, by zakazać produkcji i sprzedaży mięsa), która ma nam przynieść głód. Mają być surowe eurokary nawet za twierdzenie… że mamy dwie płcie.

Jak wpływowe i bogate musi być lobby, które doprowadziło do wdrożenia planu likwidacji samochodów spalinowych, skoro ani potężnemu przemysłowi motoryzacyjnemu, ani bardzo majętnym koncernom naftowym nie udało się tego zablokować (swoją drogą przy wydobyciu surowców, koniecznych do produkcji akumulatorów do aut elektrycznych, zużywa się bardzo duże ilości ropy)? Kto za tym stoi i jaki jest jego cel? Czy wyłącznie ekonomiczny, czy chodzi o coś więcej? Czy wpisuje się to w plany rządu światowego, by zrobić z ludzi niewolników? Bo w bajki o tym, że człowiek spowodował globalne ocieplenie i o konieczności „ochrony klimatu” nikt poważny raczej nie wierzy, włączając w to „naukowców” piszących raporty o globalnym ociepleniu za państwowe lub unijne granty.

Reżim będzie coraz większy, a ludzie (i rządy narodowe) będą mieli coraz mniej do powiedzenia. Parlament Europejski przegłosował rezolucję wzywającą Radę Europejską do rozpoczęcia procesu rewizji traktatów unijnych. Eurodeputowani głosujący za przyjęciem rezolucji chcą m.in. przejścia z jednomyślności na głosowanie większością kwalifikowaną w obszarach takich jak sankcje, tzw. klauzule pomostowe oraz w sytuacjach nadzwyczajnych. Domagają się także rozszerzenia uprawnień Brukseli na energetykę, ochronę zdrowia, obronność czy politykę społeczną. W ocenie europosła Jacka Saryusza-Wolskiego zmiany te zmierzają w kierunku stworzenia „superpaństwa i federalnej centralizacji UE kosztem kompetencji państw członkowskich”.

Tymczasem rosnące ceny, brak stabilności otoczenia ekonomicznego i prawa oznacza nie tylko trudności dla zwykłych rodzin, ale przede wszystkim dla przedsiębiorców, którzy utrzymują swoją ciężką pracą cały ten bajzel. Często zmieniające się prawo, rosnące podatki i ceny wszystkiego, inflacja prawa i pieniądza powodują, że bardzo utrudnione, a nawet niemożliwe staje się planowanie. Oznacza to, że nie da się w sposób optymalny, najbardziej racjonalny i efektywny zarządzać firmą. Efektem są straty, których by nie było przy stabilnej i przewidywalnej długookresowo sytuacji. I nieważne czy rządzi PO, UW, AWS, PiS czy SLD.

Jeśli teraz ludzie się nie zbuntują, to znaczy, że są bardzo bogaci i stać ich na te wszystkie podwyżki cen, albo są tak otumanieni propagandą, że nigdy nie zaprotestują, bo naiwnie wierzą, że to wszystko to wyłącznie wina ruskiego czekisty Putina. Wygląda na to, że wojna na Ukrainie przyszła w idealnym momencie, by można było na nią wszystko zrzucić. Na razie mamy masowe protesty rolników w Niderlandach. Oficjalnie chodzi o narzucenie farmerom nowych celów klimatycznych dotyczących redukcji emisji azotu, a w rzeczywistości o pozbawienie ich ziemi. Dlatego blokują autostrady, dojazdy do lotnisk, centra dystrybucyjne supermarketów oraz wylewają obornik na budynki użyteczności publicznej. W rezultacie w sklepach zaczyna brakować żywności. Gdzie oburzona Komisja Europejska, gdzie rezolucje Parlamentu Europejskiego, gdzie decyzje TSUE przeciwko bezprecedensowemu łamaniu praworządności przez rząd Holandii? W końcu wywłaszczenia to łamanie fundamentalnego prawa własności prywatnej, w czym Niderlandy próbują naśladować komunistów.

Oficjalnie to dla naszego dobra. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Socjolog polityki Marcin Palade napisał na Twitterze, że „holenderski minister, który stoi za ustawą dającą rządowi prawo do wywłaszczania ziemi, ma brata. Jest on właścicielem sklepu internetowego z ekologicznym mięsem. W firmę Picnic, bo o niej mowa, 600 mln dolarów zainwestował Bill Gates. Przypadek?”.

W latach 60. nawozy sztuczne i inne działania w rolnictwie spowodowały, że można były wyżywić szybko rosnącą populację Ziemi. Teraz działania władców tego świata idą w przeciwnym kierunku (np. zielona polityka UE czy wyżej opisana polityka w Holandii) – robią wszystko, by pożywienia dla ludzi zabrakło i zapanował wielki głód. Czy ludzie będą się zabijać za kromkę chleba na podobieństwo tego, co hitlerowcy zgotowali więźniom Auschwitz? Czy świat stanie się jednym wielkim więzieniem o zaostrzonym rygorze, w którym nie będzie dostępu do podstawowych produktów, a wszystkie towary będą tak drogie, by ludzie poumierali z głodu? W tę politykę wpisują się skandaliczne słowa prof. Janusza Filipiaka, prezesa Comarchu i jednego z najbogatszych Polaków, który uważa, że ludziom konsumującym mięso trzeba drastycznie podnieść ceny, „żeby tyle nie żarli”.

Eurokraci już ogłosili, że „zmniejszenie ogrzewania w UE o 2 stopnie, czy podobne w skutkach ograniczenie klimatyzacji, pozwoliłoby na zaoszczędzenie energii równoważnej całym dostawom przez Nord Stream”. Publicystka Magdalena Ziętek-Wielomska sarkastycznie skomentowała, że „Niemcy mają wybitne doświadczenie w nadzorze, więc może niech od razu powołają do życia jakieś oddziały Klimajugend also Klimasturm czy też Klima-SS, które będą ludziom sprawdzać temperaturę w domu. Masz za ciepło – kara. Wiem, wiem, to przestarzałe metody. Ludzie z Davos przecież pracują nad inteligentną siecią energetyczną, która sama będzie takie rzeczy regulować. To oni zdecydują, jaką będziesz miał w domu temperaturę, a Ty nie będziesz miał na to żadnego wpływu”.

„Po dwóch latach trwania pandemii COVID-19, rozwiązania technologiczne mające pozwalać na szybkie zwalczanie zagrożenia przerodziły się w narzędzia nadzoru i kontroli nad chińskim społeczeństwem, które nigdy wcześniej nie podlegało takiej inwigilacji” – czytamy w serwisie CyberDefence24.pl. Możemy się spodziewać, że doświadczenia z tego chińskiego poletka zostaną przeniesione również do Europy. Raczej wcześniej niż później. A TVPiS i TVN zgodnie zrobią wszystko, by było to niezauważalne dla przeciętnego zjadacza miski ryżu, aby się nie buntował, mimo że może mu zabraknąć nawet na ciepłą wodę w kranie.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułJest pozytywna decyzja na eksploatację dla ostatniego lądowego odcinka Baltic Pipe w Polsce
Następny artykułE-commerce czekają wyzwania, ale i świetlana przyszłość