Niektórzy uważają, że skoro za zdrową nogę trzeba płacić coraz wyższe podatki, a na protezę są dotacje, to już dawno powinniśmy odrąbać sobie nogę, by tych podatków nie płacić i wstawić sobie protezę. Tak w skrócie wygląda unijna polityka energetyczno-klimatyczna względem Polski.

Tomasz Cukiernik

Za energetykę węglową musimy płacić specyficzny podatek, czyli kupować coraz droższe uprawnienia do emisji dwutlenku węgla. Celem jest wymuszenie likwidacji tej dobrze funkcjonującej (szczególnie w przypadku węgla brunatnego) i dającej polskiej gospodarce w miarę tanią energię elektryczną. W miejsce zlikwidowanej branży mamy sobie przy unijnym współfinansowaniu wybudować niestabilne i nieprzewidywalne odnawialne źródła energii.

W ramach przyjmowania w podskokach wszystkiego, co zażąda Bruksela, decyzja o odrąbaniu zdrowej nogi już zapadła. Kopalnie węgla mają zostać zlikwidowane do końca 2049 r. W połowie grudnia projekt ustawy dotyczący wygaszenia górnictwa węgla kamiennego złożyli w Sejmie posłowie PiS. Likwidacja resztek branży (w porównaniu z rokiem 1990 aktualnie węgiel wydobywa już tylko około 1/3 kopalni) nie będzie dla podatników tania. Na dopłaty do redukcji zdolności produkcyjnych kopalń, zawieszenie spłaty i docelowe umorzenie części zobowiązań górniczych firm wobec ZUS i PFR oraz ewentualne podwyższanie ich kapitału za pomocą emisji skarbowych papierów wartościowych tylko do końca 2031 r. ma zostać wydane ponad 28,8 mld zł.

Na taki koniec polskiej energetyki opartej o węgiel nie zgadzają się politycy Konfederacji. Słusznie żądają oni wypowiedzenia przez Polskę unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego. Dlatego Koło Poselskie Konfederacji złożyło do projektu pisowskiej ustawy dziewięć poprawek, które – jak powiedział poseł Robert Winnicki – „odsyłają tę ustawę do kosza”.

To prawda, że na transformację energetyczną zgodzili się polscy politycy. Niestety nie myślą oni o korzyściach kraju, tylko własnych. Wtedy transformacja była w długiej perspektywie. Teraz nadszedł ten dzień. Ale gdyby realizacji tego pomysłu nie wymuszali eurokraci, nie byłoby w ogóle problemu. Tu tkwi źródło kłopotów polskiej energetyki i wzrostów cen energii elektrycznej. Skutkiem będą nie tylko rosnące ceny energii, ale i czekające nas blackouty.

O ile do energetyki węgla brunatnego państwo nie dopłaca, o tyle problemem jest głównie zarządzane przez państwo górnictwo węgla kamiennego. Choć już zdecydowano o likwidacji branży, to wcześniej mówiono o ciągłym jej dotowaniu. Natomiast znacznie lepszym rozwiązaniem od topienia miliardów w górnictwie byłaby sprzedaż kopalni sektorowi prywatnemu, choćby za symboliczną złotówkę. Jednak to trzeba było zrobić dawno temu. Bo czy w aktualnej sytuacji prawnej, kiedy Polska związana jest unijnymi zobowiązaniami klimatycznymi, byłoby to w ogóle możliwe? Polska musi uzyskać zgodę Brukseli nawet na subsydiowanie z własnych pieniędzy całego procesu likwidacyjnego. No właśnie – najpierw trzeba by wypowiedzieć unijny pakiet energetyczno-klimatyczny.

Premier pojechał do Brukseli, by namówić inne kraje członkowskie do pilnej reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję dwutlenku węgla. Rosnące ceny uprawnień obciążają całą gospodarkę. Powodują obniżenie jej konkurencyjności. Nie wydaje się, by zabiegi premiera Morawieckiego na unijnych salonach przyniosły jakiś korzystny dla Polski skutek. Brukselskie elity na punkcie walki z CO2 są totalnie sfiksowane i nie widać na horyzoncie, by mogło się to zmienić. Na razie w odpowiedzi polskiemu premierowi Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, na łamach niemieckiego „Frankfurter Allgemeine Zeitung” broniła unijnego systemu handlu emisjami CO2, podkreślając, że należy odchodzić od „bardzo brudnego węgla”.

Niestety wzrost cen uprawnień do emisji CO2, jaki nastąpił w ciągu tego roku, jest obezwładniający. Na początku grudnia 2020 r. kosztowały one ok. 30 euro/t, podczas gdy 8 grudnia br. zanotowano rekordową cenę 90 euro/t. Oznacza to wzrost o 200 proc.!  Ma to niebagatelne znaczenie. Otóż jak podaje Polski Komitet Energii Elektrycznej, stowarzyszenie sektora elektroenergetycznego, aktualnie koszt wytworzenia energii elektrycznej składa się w większości z kosztu… zakupu dwutlenku węgla! Aż 59 proc. kosztu wytworzenia energii to właśnie koszt zakupu CO2! Do tego 8 proc. kosztu energii to koszt OZE i efektywności energetycznej wynikających z polityki klimatycznej UE. Razem Unia Europejska jest odpowiedzialna za 67 proc. kosztu wytworzenia energii w Polsce! Czyli gdyby nie te unijne regulacje, to energia mogłaby być tańsza o dwie trzecie!

Urząd Regulacji Energetyki już zatwierdził podwyżki cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych od 1 stycznia 2022 r. o ok. 24 proc. w porównaniu do 2021 r. Rafał Soja, prezes Taurona Sprzedaży, podkreśla, że „wzrost cen energii elektrycznej wynika przede wszystkim z realizacji polityki klimatycznej Unii Europejskiej”. Można być pewnym, że to tylko przygrywka. To tylko delikatna zapowiedź jeszcze większych podwyżek, które przyjdą wkrótce. Ostatecznie to odbiorcy energii zapłacą za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla i wraz z podatnikami – za całą wymuszoną przez Unię energetyczną transformację.

Zresztą problemy ma nie tylko Polska. Z powodu wzrostów cen gazu na świecie skaczą koszty wytworzenia energii w Niemczech, we Włoszech czy w Hiszpanii. W tym ostatnim kraju ceny energii elektrycznej wzrosły w tym roku o ponad 300 proc. Tamtejsze firmy zmuszone są do ograniczenia produkcji lub nawet zamykania fabryk.

Bruksela na rozwiązanie tego problemu ma typowo socjalistyczny pomysł. Komisja Europejska zaproponowała m.in. udzielanie dotkniętym ubóstwem energetycznym konsumentom wsparcia dochodów w postaci bonów lub dopłaty do rachunków, zezwolenie na tymczasowe odroczenie płatności rachunków za energię czy wprowadzenie środków ochrony przed odłączeniem od sieci. Możliwa ma być także pomoc dla firm czy całych gałęzi przemysłu. Komisja zasugerowała ponadto obniżkę stawek podatkowych dla gospodarstw domowych. Taką formą zastosowały polskie władze – uchwalono już ustawę, która czasowo obniża stawkę akcyzy na energię elektryczną. Jednak niewiele to pomoże, bo akcyza ma mikroskopijny udział w cenie energii.

Dlaczego mieszkańcy Unii Europejskiej zgadzają się potulnie na to, by pod pretekstem walki z globalnym ociepleniem polityczni fanatycy zdecydowali o zrujnowaniu życia 400 mln ludzi i od lat konsekwentnie realizują swój chory plan? Ludzie zostaną doprowadzeni do ubóstwa, poziom życia radykalnie się obniży. Gdzie są protesty przeciwko unijnej polityce energetyczno-klimatycznej? Dlaczego mieszkańcy Unii się jej nie sprzeciwiają? Jak bardzo zostali zmanipulowani? Czy po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, co ich czeka? W polskiej rzeczywistości odrąbana noga już nie wyrośnie. A proteza w postaci OZE nie zapewni ani stabilnej, ani taniej energii.

Tomasz Cukiernik