W zeszłym roku przestało działać blisko czternaście tysięcy małych, rodzinnych sklepików. Rosnące koszty coraz częściej dobijają też lokale gastronomiczne. Dzieje się więc coś zupełnie odwrotnego niż to, co obiecywała rządząca partia idąc do zwycięskich wyborów w 2015 roku.

YuliaArh/Pixabay

Miało być inaczej, a jest – „jak zwykle”. Od lat spada w Polsce liczba małych, rodzinnych sklepików. Zabijają je coraz wyższe koszty prowadzenia (przede wszystkim energii, w tym ogrzewania), a także mordercza i nierówna konkurencja ze strony dyskontów oraz zgrabnie unikających płacenia podatków hipermarketów.

– Gdy jeszcze w 2008 roku sklepików działało około 460 tysięcy, teraz jest ich już niemal 90 tysięcy mniej – takie dane przedstawiła ostatnio wywiadownia Dun & Bradstreet w analizie przygotowanej na zlecenie „Rzeczpospolitej”.

Pogrom sklepików jest faktem

Zamiast hamować, bankructwa i zamknięcia małych sklepów przyspieszają. Pomimo iż nie mamy już żadnej pandemii, a wpływ wojny na Ukrainie na to zjawisko wydaje się być ograniczony.

– W zeszłym roku ubyło nam blisko cztery tysiące sklepów. W kolejnych miesiącach może być jeszcze gorzej – komentuje wyniki badania Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet. Następnych ponad 9,5 tys. sklepów zawiesiło swoją działalność.

Likwidowane są przede wszystkim niewielkie sklepy spożywcze. Nieco lepiej jest z kwiaciarniami, sklepikami z produktami sportowymi oraz z wyrobami medycznymi. Do sięgających kilkuset procent podwyżek cen energii i gazu dochodzą rosnące ceny produktów. To zaś przekłada się na malejące obroty, bo klienci kupują po prostu mniej.

Ach, te wyborcze zapowiedzi!

Warto przypomnieć, że rządząca partia szła do wyborów w 2015 roku z hasłem niesienia pomocy polskiemu biznesowi, w tym sklepom rodzinnym, czemu miało służyć między innymi opodatkowanie zagranicznych sieci handlowych.

– Zagraniczne sklepy wielkopowierzchniowe – hipermarkety – nie są w Polsce odpowiednio opodatkowane, choć powinny. Ale tu są oczywiście kłopoty z Unią Europejską. Podejmowaliśmy próby i nie wszystko przegraliśmy, ale w większości przegraliśmy – przyznał wprost Jarosław Kaczyński podczas spotkania z wyborcami w Gliwicach.

Jak na razie porażkę poniósł także flagowy projekt PiS, czyli obowiązujący od 2018 r. zakaz handlu w niedziele. Od 2020 r. zakupy możliwe są tylko w siedem niedziel: ostatnią niedzielę stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia, a także w dwie kolejne niedziele poprzedzające Boże Narodzenie i w niedzielę przed Wielkanocą. Jak się wydaje, projekt mający – w zamyśle – pomóc polskim biznesom rodzinnym, uderzył w nie rykoszetem, zmieniając jeszcze bardziej nawyki konsumentów zaopatrujących się teraz, w większości, w sieciowych sklepach.

Nadchodzą bankructwa lokali

Jeśli koszty działalności jeszcze wzrosną, z rynku może zniknąć nawet co trzecia restauracja i kawiarnia. Lokale są wykańczane nie tylko przez wysokie koszty energii, gazu, ogrzewania i paliwa, ale także rosnące ceny surowców – warzyw, owoców, ryb, mąki itp. Prowadzenie działalności gospodarczej w branży restauracyjnej, przy wysokich kosztach i spadającej liczbie klientów, po prostu przestaje się opłacać. Niezrozumiała jest też sytuacja, że utrzymywany jest 0-proc. VAT na żywność, a 8 proc. VAT na posiłki, w efekcie czego restauratorzy ponoszą wyższe koszty niż producenci i hurtownicy. W związku z podniesieniem płacy minimalnej rosną także oczekiwania płacowe pracowników.

Klienci restauracji widząc co miesiąc nowe ceny nie są – rzecz jasna – zadowoleni. Nie wiedzą jednak, że część rosnących kosztów bierze na siebie przedsiębiorca. Jest to możliwe jednak tylko do czasu. Potem staje się bezsensowne i lokal trzeba zamknąć.

– Gastronomia potrzebuje pilnej pomocy. Szukamy pomysłów. Jesteśmy otwarci na dialog – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W ciągu ostatnich trzech lat zamknięty został co czwarty lokal gastronomiczny, co drugi miał problemy z płynnością. Polski biznes restauracyjny w niechlubny sposób dołącza więc do polskiego handlu. Jeśli tak będzie dalej, za kilka najwyżej lat klientom pozostanie korzystanie wyłącznie z korporacyjnych usług.

Poprzedni artykułAutonomiczne taksówki bez obecności człowieka testowane w Pekinie
Następny artykułTak rząd (nie) walczy z korupcją