Do 3 kwietnia 2020 roku petycję w sprawie odwołania Tedrosa Adhanoma ze stanowiska dyrektora Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) podpisało aż 628 tys. ludzi na całym świecie. „23 stycznia 2020 r. Tedros Adhanom odmówił ogłoszenia epidemii chińskiego wirusa mianem światowego zagrożenia zdrowotnego. […] Jesteśmy przekonani, że Tedros Adhanom nie nadaje się do roli dyrektora generalnego WHO. Wzywamy go do natychmiastowej rezygnacji. Wielu z nas jest naprawdę rozczarowanych, uważamy, że WHO powinna być neutralna politycznie. Bez żadnego dochodzenia Tedros Adhanom wierzy w statystyki dotyczące zgonów i osób zakażonych dostarczane mu przez chiński rząd” – czytamy w uzasadnieniu petycji.

22 i 23 stycznia 2020 roku członkowie nadzwyczajnego komitetu WHO dwukrotnie głosowali nad tym, czy w związku z rozwijającą się wówczas epidemią koronawirusa w Chinach ogłosić stan zagrożenia zdrowia publicznego. W obu przypadkach wynik był przeczący. Jak pisał francuski „Le Monde”, decyzję taką podjęto pod naciskiem komunistycznych Chin, gdyż „ogłoszenie stanu zagrożenia dla zdrowia publicznego oznaczałoby ograniczenia w wymianie towarów, transporcie i przemieszczaniu się osób” – a to uderzyłoby w chińską gospodarkę.

28 stycznia Tedros Adhanom – jak relacjonowała chińska agencja Xinhua – „z uznaniem wypowiedział się o środkach podjętych przez władze ChRL w celu powstrzymania epidemii”. Stwierdził też, że WHO nie zaleca ewakuacji zagranicznych obywateli z terenów dotkniętych koronawirusem, jak również zaapelował do społeczności międzynarodowej o… spokój i unikanie nadmiernych reakcji.

Na tym skandaliczne działania Adhanoma się nie skończyły. 30 stycznia, gdy 11-milionowe Wuhan zostało odcięte od reszty kraju, a oficjalne chińskie statystyki mówiły o 8 tys. zakażonych, Etiopczyk ogłosił, że Światowa Organizacja Zdrowia jest… przeciwna ograniczeniom w podróży i handlu z Chinami z powodu koronawirusa. „Widzę potencjał w Chinach i jestem przekonany, że zahamują rozprzestrzenianie się wirusa tak szybko, jak to możliwe” – podkreślił. Zaraz potem – gdy niektóre państwa wprowadzały zakaz wjazdu dla obywateli Chin – Pekin reagował atakami dyplomatycznymi, skarżąc się, że jest to postępowanie „sprzeczne z wytycznymi WHO”.

Na początku lutego 2020 roku dyrektor generalny WHO osobiście pochwalił Chiny za działanie, które podjęto w walce z epidemią wywołaną przez koronawirusa. 6 lutego „Financial Times” opublikował obszerny tekst oskarżający Światową Organizację Zdrowia i jej szefa o uległość wobec Pekinu oraz brak reakcji wobec rozprzestrzeniania się epidemii. „WHO jest tak uległa wobec Chin, że czuła się zobligowana do trzymania się wyznaczonej przez nie linii” – takie opinie zawarto w artykule.

24 lutego, gdy przypadki zakażeń odnotowano już od Afganistanu przez Iran i Oman po USA, Adhanom przekonywał, że używanie słowa „pandemia” wobec tego, co się dzieje, „nie pasuje do faktów”. A towarzyszący mu na konferencji prasowej urzędnicy WHO wyjaśniali, że koronawirus wcale „nie wymknął się spod kontroli” i „nie powoduje śmierci na szeroką skalę”.

Wcześniej to właśnie WHO pouczała prezydenta USA Donalda Trumpa (który mówił o „chińskim koronawirusie”), że „wirusy nie mają narodowości”.

Jak wyglądały początki kariery krytykowanego dziś niemal powszechnie szefa WHO – nawiasem mówiąc, pierwszej osoby na tym stanowisku niebędącej lekarzem? W ojczystej Etiopii Adhanom, absolwent Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej, znany był przede wszystkim jako polityk. Od początku związany był ze skrajnie lewicowym, do 1990 roku marksistowsko-leninowskim Tigrajskim Ludowym Frontem Wyzwolenia – najpierw jako wiceminister, potem, od 2005 roku do 2012 roku jako minister zdrowia.

W dziedzinie chorób zakaźnych Adhanom odnosił pewne sukcesy: udało mu się zrestrukturyzować tamtejszą służbę medyczną, obniżyć śmiertelność niemowląt i liczbę zakażeń wirusem HIV, a także znacząco ograniczyć zachorowalność na gruźlicę i malarię. To właśnie wtedy Etiopczyk nawiązał pierwsze międzynarodowe kontakty, które przyczyniły się do rozwoju jego kariery. Jako minister zdrowia zaznajomił się blisko m.in. z byłym prezydentem USA Billem Clintonem oraz z Fundacją Billa i Melindy Gatesów.

Dla doskonałych kontaktów Adhanoma z lewicowym establishentem kluczowa była jednak nie reforma systemu służby zdrowia, lecz legalizacja aborcji w Etiopii. To dzięki temu stał się pupilkiem liberalnych elit. „Od 2005 roku […] setki tysięcy kobiet skorzystało z wysokiej jakości legalnych usług aborcyjnych. Wysiłki na rzecz wprowadzenia i zwiększenia skali bezpiecznej, legalnej aborcji zostały zainicjowane przez etiopskie Ministerstwo Zdrowia – pod przewodnictwem ówczesnego ministra Tedrosa [Adhanoma] – z udziałem kilku międzynarodowych organizacji pozarządowych, w tym Ipas. Niektóre z naszych wspólnych działań okazały się szczególnie ważne: decentralizacja opieki aborcyjnej; szkolenie pracowników średniego i wyższego szczebla w zakresie przeprowadzania aborcji; integracja usług antykoncepcyjnych z opieką aborcyjną; oferowanie kobietom możliwości aborcji medycznej z użyciem tabletek; oraz selektywne wprowadzanie aborcji w drugim trymestrze” – tak zachwycała się „dokonaniami” Etiopczyka szefowa lokalnych struktur międzynarodowej organizacji proaborcyjnej Ipas.

Gdy w 2017 roku Adhanom został szefem WHO, światowe organizacje aborcyjne rozpływały się w pochwałach, nazywając go m.in. „orędownikiem równości płciowej oraz zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”. Podkreślano, że Afrykańczyk wziął udział w konferencji „She Decides”, zorganizowanej w ramach sprzeciwu wobec antyaborcyjnej polityki Donalda Trumpa.

Więcej TUTAJ

Źródło: niezalezna.pl