Jeśli jakaś ideologia jest wymierzona w wolność człowieka i stanowi dla niej dzisiaj zagrożenie, to przede wszystkim ideologia klimatystyczna. To ona zakłada, że można poświęcić ogromny zakres ludzkiej wolności dla traktowanego religijnie, niepewnego i najpewniej całkowicie złudnego celu – pisze w najnowszym felietonie Łukasz Warzecha.

Fot. PAP/Artur Reszko

Jednym z najzabawniejszych tytułów książkowych, jakie kiedykolwiek widziałem, był ten wydanej kilka lat temu opowieści Donalda Tuska o polityce: „Szczerze”. Wiele o liderze Platformy Obywatelskiej można powiedzieć, ale na pewno nie to, że szczerość należy do jego najbardziej charakterystycznych cech. Zdarza się jednak, że mimochodem także liderzy tacy jak Tusk coś szczerze powiedzą, jakkolwiek będzie to niezamierzone.

Taki moment miał miejsce podczas niedawnego kongresu programowego PO „Energetyka i Klimat” w Warszawie. Jego najgłośniejszym momentem stał się ten, gdy podczas wystąpienia Tuska na scenę weszła 18-letnia aktywistka klimatystyczna i rozciągnęła przed sobą transparent z napisem „Gaz ziemny to broń dyktatorów”. Aktywistkę ochroniarz chciał ze sceny zdjąć, ale przewodniczący PO na to nie pozwolił – i dostał oklaski. Szczerze mówiąc, gdybym chciał przygotować ustawkę, która uwiarygadniałaby Tuska w oczach młodych zaangażowanych klimatystów, to lepszej bym nie wymyślił.

Inna sprawa, że hasło było jakoś tam jednak dla pana przewodniczącego niewygodne, bo jego bliskie relacje z Berlinem w czasie kierowania rządem, a także później, wplątują go w orbitę polityki Niemiec, której jednym z centralnych wątków było uzależnienie od rosyjskiego gazu i promowanie tego uzależnienia w Europie. Mało kto to jednak dostrzegł.

Donald Tusk pod wpływem obecności dziewczyny na scenie lekko, jak się zdaje, zmodyfikował swoje wystąpienie i postanowił w pewnym momencie zarysować iunctim pomiędzy stosunkiem do spraw klimatycznych a do innych kwestii. Tusk powiedział:

[…] historia Polski ostatnich lat moim zdaniem pokazuje to jak w pigułce, że ci, którzy opowiadają się za autorytaryzmem czy dyktaturą, ci, którzy opowiadają się za ciasnymi, ciemnymi ideologiami, ci, którzy chcą upaństwowić nasze życie, ci, którzy chcą wepchnąć naszą szkołę, nasze dzieci w głębię przesądów i braku refleksji nad światem – oni też wszyscy od lat wypierają problem zagrożenia klimatycznego, oni od lat wypierają problem brudnych rzek, wycinania lasów… Są sprawcami zatrucia rzek czy wycinania lasów. Wiecie dlaczego? W tym nie ma przypadku. Spójrzcie na cały świat. To nie jest tylko problem Polski, że ta ideologia wymierzona przeciwko wolności człowieka, ideologia wymierzona przeciwko prawom kobiet, ideologia wymierzona przeciwko prawom mniejszości, ideologia wymierzona przeciwko decentralizacji, samodzielności, samowystarczalności wspólnot lokalnych – to wszystko łączy ludzi i siły polityczne, które równocześnie opowiadają się zawsze za autorytaryzmem, dyktaturą, a nie za demokracją.

Weźmy to rozumowanie a contrario, a okaże się, że Donald Tusk mimochodem przyznał w końcu to, co niektórzy – w tym autor tego tekstu – twierdzili od dawna: że fiksacja na punkcie klimatu, szczególnie w jej europejskim czy ściślej – unijnym wydaniu, jest zagadnieniem najczyściej ideologicznym. Tusk dostrzegł, że brak zaangażowania w klimatyzm jest powiązany z pewnym zestawem poglądów, który oczywiście przedstawił zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem, czyli w sposób karykaturalny. Niemniej jednak co do zasady ma rację: klimatyzm nie mieści się w konserwatywnym spektrum (od dawna sprzeciwiam się nadużywaniu Scrutonowskiego pojęcia „zielonego konserwatyzmu”), które zakłada po pierwsze pierwszeństwo człowieka, po drugie – sprzeciwia się z zasady i stanowczo wszelkiej inżynierii społecznej. Tymczasem zielony ład i klimatyzm temu właśnie są podporządkowane – są oparte na przekonaniu, że można i trzeba odgórnie zmienić sposób życia ludzi, a tego, kto nie będzie się chciał podporządkować, należy ukarać i zmusić. Powiedziałbym nawet, że ze względu na wagę polityki klimatycznej szczególnie w Europie stosunek do polityki klimatycznej jest jednym z najlepszych testów na konserwatyzm: kto ją wspiera, ten nie powinien się nazywać konserwatystą.

Zatem, a contrario właśnie, wiemy już, komu klimatyzm jest bliski i z jakim zestawem poglądów jest ściśle powiązany: w inżynierii społecznej specjalizuje się przecież lewica. Parafrazując słowa Tuska, można by powiedzieć: „To nie jest przypadek, że za zmuszeniem ludzi do wyrzeczenia się zdobyczy cywilizacji, komfortu, przyjemności w imię bardzo niepewnych i chwiejnych modeli klimatycznych oraz zerowych korzyści z tych zmian opowiadają się te same siły, które zarazem popierają inne ograniczenia ludzkiej wolności, aborcję, rugowanie z życia publicznego tradycyjnych wartości, skrajne formy rozszerzania praw różnych wyimaginowanych mniejszości”.

Trzeba też odnotować jeszcze jedną fałszywą nutę w wystąpieniu przewodniczącego PO. Mówi on o „ideologii wymierzonej w wolność człowieka” czy o „upaństwawianiu życia” przez tych, którzy nie przejmują się „katastrofą klimatyczną”. Jeśli jakaś ideologia jest wymierzona w wolność człowieka i stanowi dla niej dzisiaj zagrożenie, to przede wszystkim ideologia klimatystyczna. To ona zakłada, że można poświęcić ogromny zakres ludzkiej wolności dla traktowanego religijnie, niepewnego i najpewniej całkowicie złudnego celu. Nawet bowiem gdybyśmy uznali, że faktycznie zmiany klimatu zachodzą przede wszystkim pod wpływem ludzkiej działalności, to wpływ przyjmowanych w Europie ograniczeń jest niemal żaden.

Tu pojawia się nierzadko argument, że przecież chodzi o dobro wspólne – planetę (co wspominał kilkakrotnie Tusk podczas swojego wystąpienia z taką szczerością, że aż się wzruszyłem) – a w takim razie można do woli ograniczać naszą wolność. Otóż – nie. To niezwykle uproszczone, żeby nie powiedzieć: prostackie pojmowanie kwestii dobra wspólnego i wolności. Owszem, te dwa dobra – ludzką wolność i dobro wspólne – w niektórych sytuacjach trzeba ważyć i ograniczać jedno kosztem drugiego. Czasami zresztą w przeciwną stronę: zachowanie indywidualnej wolności bywa warte poświęcenia jakiejś części dobra wspólnego. Ponieważ jednak obie te wartości są absolutnie fundamentalne dla zachodniej cywilizacji (ale już niekoniecznie dla choćby azjatyckiej – vide Chiny), każdego ograniczenia jednej kosztem drugiej należy dokonywać w skrajnej ostateczności i po bardzo głębokim rozważeniu, czy jest to faktycznie koniecznie. Oraz w najmniejszym możliwym stopniu.

W przypadku europejskiego zielonego ładu odbywa się to całkiem inaczej. Ograniczenia są bardzo daleko idące, założenie jest takie, że cały koszt ma być przeniesiony na stronę indywidualnej wolności, czyli ponoszony przez obywateli w ich codziennym życiu. Nie wiąże się z tym żadna poważna dyskusja, decyzje są podejmowane w istocie bez demokratycznego mandatu, w warunkach braku przejrzystości, bez sprawdzania, jaki ma być ich skutek. Być może państwo tego nie wiedzą, ale decyzję o wyeliminowaniu z europejskiego rynku samochodów spalinowych od 2035 r. podjęto bez całościowej oceny kosztów środowiskowych (i klimatycznych!) funkcjonowania przeciętnego pojazdu spalinowego w zestawieniu z bateryjnym podczas całego cyklu życia jednego i drugiego!

Można zadać sobie pytanie, czy nie zdają sobie z tego wszystkiego sprawy promotorzy takich rozwiązań. Czy nie zdaje sobie z tego sprawy sam Donald Tusk? Odpowiedź nie jest trudna. Po pierwsze – tak, jakaś część z nich, bynajmniej nie wszyscy, doskonale to rozumieją, ale nie uznają tego za problem również dlatego, że sami należą do elity, która ma przekonanie, że jej zmiany nie dotkną albo dotkną w minimalnym stopniu. I niestety mają zapewne rację. To zresztą mechanizm doskonale znany z komuny (nie jest to jedyna analogia między komunizmem czerwonym a zielonym), w której robotnicy spożywali szynkę ustami członków partii. Po drugie – nie są w ogóle zainteresowani tymi zagadnieniami, ponieważ ważne są dla nich tylko doraźne korzyści wyborcze. Temat klimatu jest istotny dla młodych wyborców (pomijam tutaj mechanizm, jaki doprowadził do zindoktrynowania ich przez tę ideologię, kto do tego doprowadził i w jakim celu – to temat na znacznie obszerniejsze opracowanie), więc trzeba ich przekonać, że klimat obchodzi nas jak mało co. Taki wyłącznie był cel konwencji programowej PO.

Łukasz Warzecha

Poprzedni artykułMałe i średnie firmy pod atakiem!
Następny artykułRynek sztuki pandemicznym cudem