Otwierając serca dla potrzebujących pomocy i wspierając Ukrainę w jej starciu z agresywnym imperium Putina musimy uświadomić sobie koszty – na razie materialne – wzięcia odpowiedzialności za miliony uchodźców. Jako redakcja nie kontestujemy bezprecedensowej pomocy. Jednak zadawanie pytań o finansowy wysiłek państwa polskiego (czyli przecież nas wszystkich) versus możliwości podołania mu, jest naszym obowiązkiem oraz wyrazem troski nie tylko o nas – gospodarzy, ale i o gości.

Fot. PAP/Paweł Supernak

Nie może być inaczej. Liczyć i pytać MUSIMY! Jeśli pytany przez nas niedawno w wywiadzie wicepremier Henryk Kowalczyk stwierdził zdecydowanie, że Polska będzie pomagać uchodźcom z Ukrainy „tak długo, jak będzie trzeba”, można z dużą dozą pewności założyć, że będzie to „dłuższy” niż „krótszy” okres. Być może o wiele dłuższy, niż wpisane w specustawę pomocową 1,5 roku.

Przypomnijmy – lub uświadommy tym, którzy tego nie pojmują – 12 marca 2022 r., z mocą od 24 lutego 2022 r., weszła w życie ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Reguluje ona szereg kluczowych kwestii związanych z pobytem uciekinierów oraz dotyczących dedykowanych im instrumentów pomocowych oraz przewiduje – co poczytać należy na plus (wrócimy jeszcze do tego tematu) ułatwienia w podejmowaniu pracy i legalizacji pobytu. Uchodźcy zyskali więc prawo do wykonywania pracy w Polsce, a także do zarejestrowania się w powiatowych urzędach pracy i uznania ich za osoby bezrobotne albo poszukujące pracy. Ponadto mają prawo do swobodnego podejmowania działalności gospodarczej, a nawet do łatwego wstępu na uczelnie wyższe i kontynuacji nauki. Także do refundowanego przez Polskę opiekuna tymczasowego dla dzieci oraz do świadczeń socjalnych: rodzinnych (m.in. zasiłku rodzinnego czy jednorazowej zapomogi z tytułu urodzenia dziecka), wychowawczych (500 zł miesięcznie na dziecko), rodzinnego kapitału opiekuńczego (500 zł albo 1000 zł miesięcznie na dziecko w wieku od 12 do 36 miesiąca życia) czy świadczenia Dobry Start (300 zł na dziecko).

To jeszcze nie wszystko. Należy im się dofinansowanie obniżenia opłaty za pobyt dziecka w żłobku, klubie dziecięcym lub u dziennego opiekuna, jednorazowe świadczenie pieniężne w wysokości 300 zł na osobę przeznaczone na utrzymanie – w szczególności na pokrycie wydatków na żywność, odzież, obuwie, środki higieny osobistej oraz opłaty mieszkaniowe. Dostają pomoc żywnościową w formie paczek żywnościowych lub posiłków organizowanych w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Żywnościowa 2014-2020. Mają także prawo do bezpłatnego dostępu do lekarzy i refundacji leków na receptę. Oprócz tego jest jeszcze pomoc wojewodów – 40 zł dziennie na osobę dla rodziny, która dała lokum uchodźcom oraz dodatkowa pomoc żywnościowa udzielana w miarę możliwości samorządów.

Kto zaprzeczy, że jest to bezprecedensowa pomoc?! Nawet na skalę europejską. Nawet – patrząc na to z perspektywy historycznej – w kontekście imigranckich fal, które potrafiły w przeszłości zalewać niektóre kraje, takie jak Niemcy, Francja, Holandia czy Wielka Brytania. Żaden inny kraj europejski nie zrobił na rzecz imigrantów tak wiele, jak robi średniozamożna, a nawet uboga, na tle niektórych państw, Polska.
Mówimy o kwotach rządu 30-50 mld zł rocznie. Tylko tych, które można estymować kierując się informacjami, które dziś posiadamy.

Antyrecesyjny plan na konsumpcję?

Zgodzić się należy z ekonomistami, że na krótki dystans wsparcie dla uchodźców może znacząco wesprzeć konsumpcję kompensując negatywny efekt związany z rosnącymi cenami energii. Na początek, na pierwsze dwa miesiące kryzysu migracyjnego rząd wyasygnował na bezpośrednią i pośrednio udzielaną pomoc 8 mld złotych. Do ukraińskich rodzin trafia też wsparcie organizacji NGO oraz osób prywatnych, także w postaci odpisów od podatku. Sam zakup i zapewnienie wyżywienia – według wyliczeń ekspertów Banku Handlowego – może zaowocować podtrzymaniem tempa wzrostu PKB w II kwartale o około 1 punkt procentowy.

„Nawet gdyby przyjąć, że wydatki na edukację oraz służbę zdrowia na uchodźcę będą stanowiły połowę wydatków per capita ponoszonych dotychczas, może to oznaczać dodatkowy impuls fiskalny rzędu 0,4 proc. PKB” – czytamy w prognozie bankowców.

To tego dochodzą niepoliczone, a niewykluczone, że znaczące wydatki uchodźców z zapasów pieniędzy przywożonych w „walizkach”. Ożywiać będą konsumpcję i mnożyć dochody podatkowe, wspierając wzrost gospodarczy. To wszystko układa się w pewnego rodzaju sprytny plan. Jak długo jednak utrzyma się pozytywny dla gospodarki efekt wzmożonych zakupów?

Będą pracować, czy głównie konsumować?

Fakty mamy takie, że w Polsce „zakotwiczyło” już około dwóch milionów ludzi z wojennego napływu. Będą z pewnością i następni i nad nimi także pochylimy się z nadzwyczajną troską. Na jak długo zostaną w naszej ojczyźnie? Czy podejmą pracę oficjalnie, czy w szarej strefie – a może wcale? Czy uda się ich włączyć w krwiobieg polskiej gospodarki? Wreszcie: ilu uchodźców maksymalnie wytrzyma budżet centralny oraz budżety samorządów terytorialnych?

Ci sami eksperci Banku Handlowego (bo rząd nadmiernie nie interesuje się takimi statystykami i prognozami) szacują, że ostatecznie zdecyduje się przebywać w Polsce około 1,5 mln osób. Wiemy już, że na koniec marca tego roku wnioski o świadczenie z programu Rodzina 500+ złożono już dla 145 tys. dzieci uchodźców z Ukrainy. O nadanie numeru PESEL wystąpiło 700 tys. Ukraińców, a rząd twierdzi, że ponad połowa z nich to dzieci zaś 40 proc. – kobiety. Na razie oficjalnie zaczęło pracować około 17 tys. Ukrainek i podobno uczą się one języka polskiego.

Z kolei ekonomiści Banku Pekao SA sądzą, że Ukraińcy nie będą rejestrować się w urzędach pracy. Zasiłku dla bezrobotnych i tak nie dostaną, a ubezpieczenie zdrowotne już mają.

Wiele niewiadomych związanych z kryzysem uchodźczym generuje szereg zasadnych i oczywistych, wydawać by się mogło, pytań. Pytania można zawsze skwitować tym, że tylko „ruskie trolle” (ew. „onuce”) pytają. Można jednak i wręcz należy szukać odpowiedzi – jakiekolwiek one będą. Na naszych oczach dzieje się bowiem coś ważnego. Na tyle ważnego, że może zaważyć na przyszłości nie tylko naszej, ale i kolejnych pokoleń.

Skąd te miliardy?

Na razie z rządowych enuncjacji wynika, że jest chęć sięgnięcia po 131 mln euro z niewykorzystanych unijnych programów operacyjnych. By te pieniądze dostały samorządy, rząd musi „tylko” dostać zgodę Komisji Europejskiej. W ramach tzw. POWER zidentyfikowano też 50 mln euro oszczędności. Realia są jednak skromniejsze: będzie dobrze, jeśli uda się z tych źródeł zebrać na uchodźców ok. 11 mln euro. To jest oczywiście kropla w morzu potrzeb i zobowiązań.

„Przedmurzem chrześcijaństwa” zapewne nie jesteśmy. Ale schronieniem dla milionów, a zarazem państwem buforowym dla Europy Zachodniej przy kryzysach migracyjnych – już bardziej. Zaporą dla agresywnej Rosji – jak najbardziej.
Czy doczekamy się zrozumienia tych prostych faktów przez zachodnich decydentów? Czy z Unii Europejskiej i USA dotrą do nas deklarowane już na początku wojny pieniądze „na uchodźców”? „Niechaj żywi nie tracą nadziei”.

 

Poprzedni artykułKto wygra Start-up Challenge? Finał podczas XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego
Następny artykułWojsko powinno uczyć rzeczy przydatnych na rynku