W opinii dr. Stanisława Kluzy ze Szkoły Głównej Handlowej, który jest cytowany przez Wprost, mimo, iż rynek pracy potrzebuje jeszcze uporządkowania przez państwo i pracodawców, to jednak zbyt wysoki poziom minimalnego wynagrodzenia może spowodować odwrotny do zamierzonego skutek i spowodować falę zwolnień w małych miastach.

– Płaca minimalna jest czymś koniecznym, ale trzeba uważać, żeby nie podrożyła funkcjonowania małych i średnich przedsiębiorstw do poziomu, który będzie eliminował albo zmniejszał konkurencyjność tego segmentu w gospodarce – powiedział agencji Newseria Biznes dr Stanisław Kluza, ekonomista z SGH.

– Próba podniesienia płacy minimalnej do zbyt wysokiego poziomu może mieć negatywne konsekwencje dla wielu pracodawców, ale także dla pracowników – dodał.

Od stycznia br. minimalna płaca w Polsce wzrosła do poziomu 2600 zł brutto. To prawie dwa razy więcej niż 10 lat temu. Z kolei minimalna stawka godzinowa wynosi 17 zł brutto. Podwyżka ma rekordowy poziom – w poprzednich latach minimalna pensja rosła rokrocznie o kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu złotych. Dla pracodawcy koszt utrzymania jednego stanowiska pracy wyniesie ponad 3 tys. zł. i o ile w dużych miastach nie będzie to przeszkadzało, bo stawki i tak są wyższe, to w małych miejscowościach przedsiębiorcy mogą mieć problem z uniesieniem takich kosztów osobowych.

– Są regiony mniej zamożne niż Warszawa, gdzie koszty życia są dużo niższe. Tu nadmierne podniesienie płacy minimalnej w przedsiębiorstwach, które są zbyt mocno obciążone kapitałem ludzkim, a jest zbyt mało czynnika technologicznego, może nieść ryzyko zwolnień – zaznaczył Stanisław Kluza.

– W niektórych małych miejscowościach może to dotyczyć bardzo dużego odsetka pracowników. W tym wypadku pracodawcy ograniczając koszty, a jednocześnie nie mogąc się nadmiernie umaszynowić, będą dużo chętniej skłaniali się w kierunku zwolnień. Uważam, że jest w tym zbędne ryzyko – dodał.

Z kolei były minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego wskazuje, że takiemu podporządkowaniu na rynku pracy w Polsce sprzyjają aktualne warunki rynkowe, gdzie na rynek pracy wchodzą pokolenia niżu demograficznego, a na emeryturę odchodzą liczniejsze powojenne generacje. A to przekłada się na systematyczny, postępujący od niemal sześciu lat spadek bezrobocia. Mimo spodziewanego spowolnienia gospodarczego, ekonomiści nie przewidują wzrostu bezrobocia. W październiku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5 proc. i jest poziomem najniższym od września 1990 roku. Dla porównania, w lutym 2003 roku wynosiła ona 20,7 proc.

– Należy się cieszyć z niskiej stopy bezrobocia, gdyż ona w dużej mierze będzie się przekładała na wzrost dobrobytu społecznego, na utrwalenie się relacji na rynku pracy – mówi dr Kluza.

– Przez 20–25 lat mieliśmy rynek pracodawcy, który mógł często twardo i brutalnie dyktować reguły gry. Obecnie mamy rynek pracownika, czyli pracodawca musi coś zaoferować, żeby zawalczyć o najlepszych. Nie tylko płacę, ale również dobrą atmosferę w pracy, szacunek dla pewnej proporcji w życiu zawodowym i w życiu osobistym, szkolenia i rozwój. Z tego punktu widzenia nie jest to tylko i wyłącznie rozwiązanie problemów społecznych, ale też podniesienie jakości polskiego rynku pracy – dodał.

JS/Wprost