Pytani o Polski Ład przedstawiciele rządu, ale również sam Jarosław Kaczyński, przyznają, że idealnie nie było. Problemy i niedociągnięcia były (chciałoby się spytać jak „Siara” w słynnej scenie z „Kiler-ów 2-óch”: „A gdzie tu są dociągnięcia?!”).

Fot. PAP/Artur Reszko

Co prawda nie bardzo wiadomo, jak do tych problemów i niedociągnięć doszło, bo pytany o sprawę w Polskim Radiu 24 prezes PiS nieodmiennie używał formy bezosobowej. Stwierdził mianowicie, że tworzenie Polskiego Ładu „powierzono” ludziom, którzy okazali się nieodpowiedni, a może nawet celowo źle to zadanie realizowali. Kto jednak był powierzającym – Jarosław Kaczyński nie wyjaśnił.

Charakterystyczne zaś, że wszystkie tego typu refleksje dotyczą różnego rodzaju błędów w systemie, a w każdym razie tego, co za błąd się uznaje, nie zaś samej jego istoty. Na jaw wyszły właśnie dwie kwestie. Pozostaje obserwować, czy zostaną uznane za „błędy” i nastąpi jakaś próba ich naprawienia, czy też należą do esencji Polskiego Ładu. Stawiam na to drugie.

Pierwsza kwestia to faktycznie skandaliczna, niedostrzeżona niestety wcześniej przez obserwatorów zmiana, dokonana w przepisach najpewniej na etapie prac w komisji, polegająca na umożliwieniu urzędom skarbowym wglądu w tajemnicę bankową praktycznie każdego obywatela, bez warunku prowadzenia przeciwko niemu postępowania jakiegokolwiek rodzaju. Wynika to zastąpieniem określenia „podejrzany” (czyli osoba, przeciwko której toczy się postępowanie – to ważne formalne kryterium) słowami „osoba fizyczna”. Oczywiście Ministerstwo Finansów twierdzi, że chodzi jedynie o to, żeby fiskus mógł zajrzeć na konta bankowe obywateli już na etapie postępowania przygotowawczego i że tylko w takiej sytuacji ten nowy instrument będzie wykorzystywany. Oraz że absolutnie nie chodzi o to, żeby kontrolować każdego.

To są oczywiście wyjaśnienia dla skrajnie naiwnych. Po pierwsze – nawet gdyby tak miało być, to i tak jest to bardzo znaczące, i nie pierwsze niestety, zawężenie tajemnicy bankowej, jednej z najważniejszych gwarancji prywatności w każdym państwie. Nie bez powodu dotychczas warunkiem uzyskania dostępu do tych informacji było właśnie nadanie obywatelowi statusu podejrzanego, a więc uprawdopodobnienie, że popełnił przestępstwo. Rozszerzenie tego uprawnienia na – załóżmy – osoby wskazane w trakcie postępowania przygotowawczego byłoby zmianą bardzo znaczącą.

Po drugie – instytucjom państwa, które w dodatku rządzone jest przez ugrupowanie niespecjalnie wyczulone na punkcie prywatności i wolności obywatelskich, nie należy po prostu ufać. Zresztą wobec aparatu państwa w każdej sytuacji należy stosować zasadę zaufania ograniczonego. Każda instytucja państwowa ma naturalną tendencję do poszerzenia swoich kompetencji i uprawnień. A jeśli to się dzieje, tworzy to natychmiast sposobność do nadużyć i tak będzie z pewnością również w tym przypadku. Nietrudno sobie wyobrazić fikcyjne włączanie w obręb postępowań przygotowawczych osób z jakiegoś powodu niewygodnych, aby można było uzyskać wgląd w ich rachunki. O ile w ogóle fiskus będzie się tej fikcji trzymał, skoro teoretycznie nie musi robić nawet tego – tak wynika z litery prawa. Dlatego właśnie nie należy dawać aparatowi państwa do ręki nowych instrumentów, a już zwłaszcza nie należy tego czynić, jeżeli nikt nie wykazał – a w tym wypadku nie wykazano – że jest to naprawdę niezbędne.

Wokół sprawy jest trochę szumu, ale nie za dużo. Zakładam, że rozejdzie się to po kościach, a wrzutka, która takie uprawnienie Krajowej Administracji Skarbowej dała, nie była żadnym „błędem” i nie zostanie za taki uznana.

Podobnie, jak przewiduję, będzie z efektywną stawką opodatkowania, którą sprawdził w przypadku etatowców dziennik „Rzeczpospolita” wspólnie z doradcami podatkowymi.  Wziąwszy pod uwagę niemożliwą do odliczenia składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. oraz kształt ulgi dla klasy średniej, wykonując niełatwe obliczenia, eksperci doszli do kilku wniosków demaskujących prawdziwy kształt Polskiego Ładu.

Po pierwsze zatem okazało się, że efektywnie kwota wolna wcale nie wynosi 30 tys. zł, ale zaledwie połowę tej sumy, i to tylko dla zarabiających rocznie zaledwie do 38,2 tys. zł brutto (a więc ledwo 3,1 tys. zł brutto miesięcznie). Powyżej się systematycznie zmniejsza. Po drugie – o czym była już wcześniej mowa, gdy wskazywano, że ową sowitą kwotę wolną pomniejsza właśnie nieodliczalna składka zdrowotna – wskutek zbiegu dwóch rozwiązań, czyli składki zdrowotnej po nowemu oraz ulgi dla klasy średniej, kończącej się przy 12,8 tys. zł brutto miesięcznego przychodu, wykreowano – uwaga, uwaga! – efektywną trzecią stawkę podatkową w wysokości niemal 40 proc. dla zarabiających brutto minimum 13,3 tys. zł miesięcznie.

To wyjątkowo perfidny zabieg: rządzący zamiast wprost ogłosić, że powracają do systemu z trzema progami, a trzeci ustawiają na poziomie tak wysokim jak 40 proc., i to dla osób niezarabiających przecież niewyobrażalnych kokosów – ukryli ów trzeci próg w algorytmach, które trzeba było rozszyfrowywać. To może dodatkowo wyjaśniać, dlaczego tak silne było parcie na jak najszybsze wprowadzenie Polskiego Ładu w życie – byle nikt nie zdążył się połapać, jakie niespodzianki są w nim zawarte. Jak się okazuje, ulga dla „klasy średniej”, ustanawiająca arbitralnie granicę tejże grupy na śmiesznie niskim, jest zwykłym picem.

Czy będą tu jakieś poprawki, refleksja, wycofanie się? Nie sądzę. To, co teraz wychodzi, jest właśnie solą i esencją Polskiego Ładu. To istota programu rewolucji podatkowej obecnej władzy: mniej prywatności i uderzenie we wszystkich, którzy zarabiają choć trochę lepiej.

Łukasz Warzecha

Poprzedni artykułFatalna ocena NIK działań Polskiej Grupy Zbrojeniowej
Następny artykułPrzy pożyczce zwolnionej z VAT nie będzie PCC