Nie powiem, że jestem zaskoczony tym, co dzieje się teraz wokół Krajowego Planu Odbudowy. Od dawna pisałem, że tzw. Next Generation Fund będzie niczym innym jak narzędziem bezwzględnego nacisku na Polskę i inne kraje, które będą chciały zachować chociaż odrobinę suwerenności. Jest jednak w działaniach Komisji Europejskiej coś wyjątkowo bulwersującego.

fot. dimitrisvetsikas/Pixabay

Zgodnie z unijnym prawem i wyznaczanym przez nie terminami, polski KPO powinien zostać zatwierdzony na początku sierpnia. Warto jednoznacznie podkreślić, że mówimy tu o obowiązujących terminach, których moc wprost wynika z przepisów UE. Fakt, że te przepisy są łamane, jest tyleż szokujący, co pouczający. Oto Komisja Europejska, która od lat zarzuca Polsce brak praworządności, sama jawnie i bez skrępowania łamie prawo! Jej przedstawiciele argumentują przy tym, że postępuję tak, bo chodzi im o przestrzeganie prawa właśnie. To coś, co nie mieści się w głowie każdemu, kto uważa, że warto posługiwać się rozumem i logiką. Tak bezczelne zachowanie pokazuje prawdziwą twarz Unii w obecnym wydaniu. To organizacja, która chowa się za fasadą pięknych haseł i powabnych formułek. Sama jednak nie zamierza ich przestrzegać. Stosuje przy tym ewidentny szantaż i politykę upokarzania. Macie się zgodzić na nasze rozkazy albo nie dostaniecie pieniędzy – to przekaz, jaki obecnie płynie z Brukseli. Łamanie kręgosłupów odbywa się przy użyciu ciosów wymierzanych pałką praworządności. Ta przemoc jest czymś, na co zgodzić się w żaden sposób nie można. Raz udzielonej zgody nie będzie już można łatwo cofnąć. Ośmieli ona pałkarza, uzna on bowiem, że metoda walenia po plechach i głowie przynosi oczekiwane efekty. Okładany nie dość, że nie będzie się bronił, to jeszcze przyzna, że na wymierzane razy zasłużył.

Trzeba stanąć w prawdzie. Surowe fakty są takie, że Komisja Europejska nie ustąpi, dopóki maksymalnie nas nie upokorzy. Trzeba nas złamać. Mamy być przykładem odstraszającym innych śmiałków sądzących, że w Unii liczą się zasady, a suwerenność jest czymś przynależnym państwom narodowym. Nie można jednak podnieść rąk w geście kapitulacji. Nie chcą dać tych pieniędzy (chociaż mówić tu trzeba nie o darowiźnie, ale o pożyczce), to nie. Dziękujemy za tę łaskę. Nie jest nam ona ani konieczna, ani nawet potrzebna. Od dawna piszę i apeluję: skonstruujmy własny, alternatywny mechanizm finansowania, niezależny od łaski Brukseli. To możliwe. Ba, to konieczne! Rozumiem, że przez chwilę paliwo dostanie totalna opozycja, strasząca, że PiS wyprowadza Polskę z Unii. Niech wrzeszczą. Ulegania szantażowi jedynie ośmieli zarówno anty- PiS, jak i unijnych notabli. Jeśli mamy nie dostać środków w ramach KPO, to trudno. Stać nas na coś znacznie lepszego.