Pomysł tworzenia Narodowego Holdingu Spożywczego, nie mający precedensu w innych krajach europejskich, niepokoi, jako żywo przypominając dawne, „słusznie minione” czasy. Dobrze, że zrezygnowano (chyba?) z tworzenia państwowej sieci spożywczaków i warzywniaków, bo efekt byłby słaby. Co jednak urodzi się z pracy zagranicznego konsultanta? Komu i czy w ogóle potrzebny jest nowy, państwowy holding?

O co chodzi? Przypomnijmy krótko: Narodowy Holding Spożywczy ma powstać dzięki konsolidacji państwowych firm działających na rynku rolno-spożywczym. Spółką, wokół której ma się ta konsolidacja odbywać, jest Krajowa Spółka Cukrowa (KSC). Większościowym udziałowcem KSC jest Skarb Państwa, ok. 20 proc. akcji należy do plantatorów buraka cukrowego i pracowników. Spółka powstała w 2002 r. w wyniku konsolidacji trzech państwowych spółek cukrowych. Utworzono ją na bazie Mazowiecko-Kujawskiej Spółki Cukrowej w Toruniu. Jest największym w Polsce i jednym z największych co do wielkości producentem cukru w Europie. Jest mocna na rynku sprzedaży cukru oraz w handlu wyrobami powstałymi w trakcie jego wytwarzania. Przetwórstwo owocowo-warzywne to jej główne kompetencje. Działa na rynku cukru, skrobi i zbóż.

Kurczy się grono chętnych

Uważny obserwator zauważy, że początkowo brano pod uwagę „wrzucenie” do owego holdingu 48 spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. Rzecz rodzi się jednak w bólach. Teraz mowa jest o 17 podmiotach wytypowanych do konsolidowania, ale i to nie jest pewne.

Jak można przypuszczać, dobrze radzące sobie na rynku polskie firmy szeroko pojmowanego przetwórstwa rolno-spożywczego nie lgną do pomysłu. Złym to ani zaszkodzi, ani nie pomoże. – Podczas pogłębionych badań due diligence mogą pojawić się dodatkowe kwestie, które spowodują, że któryś z tych 17 podmiotów nie zostanie włączony do konsolidacji. Jednak spodziewam się, że unikniemy takich okoliczności i nowy holding będzie opierał się właśnie na tych wskazanych przez firmę doradczą spółkach, które są dzisiaj pod kontrolą Skarbu Państwa – twierdzi z przekonaniem Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, pełnomocnik rządu ds. instrumentów finansowania rozwoju gospodarczego państwa.

Skonsolidowany podmiot ma objąć zarówno producentów, jak i przetwórców. Szczęśliwie – jak się wydaje – porzucono pomysł tworzenia sieci państwowych sklepów spożywczych i warzywniaków. W PRL te państwowe punkty nie cieszyły się dobrą sławą. Ich oferta była raczej uboga, a ceny wcale nie niższe niż u „prywaciarzy”. Żeby państwowe sklepy miały jakieś znaczenie, musiałyby swoją liczbą, ofertą i naprawdę korzystnymi lokalizacjami stanowić realną konkurencję dla zagranicznych sieci. Te jednak na tyle zdążyły się rozwinąć i umocnić w Polsce, że myślenie o takim konkurowaniu, szczególnie w wykonaniu państwa, to mrzonka. Tym bardziej, że nie ma mowy o żadnej repolonizacji. Nie ma mowy o tworzeniu narodowej sieci hipermarketów, podobnych tym, które funkcjonują w niektórych krajach, np. w Szkocji czy w Niemczech.

KPMG zbada i doradzi

Za due diligence i konsultacje przy tworzeniu Narodowego Holdingu Spożywczego ma zapłacić  Krajowa Spółka Cukrowa. Zatrudniono do tego KPMG Advisory. Umowa jest na doradzanie, przede wszystkim na zbadanie standingu finansowego konsolidowanych spółek.

Nad listą potencjalnych graczy do przejęcia pracuje firma KPMG, z którą została zawarta umowa o świadczenie usług doradczych w zakresie przygotowania i realizacji procesu konsolidacji. Umowa zakłada przygotowanie m.in. strategii konsolidacji spółek Skarbu Państwa oraz realizację wybranego modelu konsolidacji.

Jak wiadomo, usługi firmy zagranicznej z grona „wielkiej czwórki” konsultingowo-audytorskiej, w tym przypadku KPMG, nie są tanie. Konsultanci skoncentrują się na tym, czy we wstępnie wytypowanych spółkach nie ma jakiś „trupów w szafie”. Pokażą możliwe przeprowadzenie procesu od strony kapitałowej. Ale meritum sprawy najprawdopodobniej nie dotkną. A meritum to zasadza się na pytaniu: po co to robić? Czy są jakieś wzorce zagraniczne udanego państwowego holdingu spożywczego? Zrobiliśmy własny reaserch w temacie. Takich wzorców nie ma.

Polska, silna konkurencja?

Połączenie firm z sektora rolno-spożywczego w jeden państwowy holding ma – jak deklarują pomysłodawcy – wzmocnić pozycję polskich graczy na rynku i dostarczyć konsumentom wysokiej jakości produkty w dobrych cenach. Słusznym, w samym założeniu, wydaje się być próba wpływania przez państwo na stabilizację cen skupu i zbytu produktów. – Ostatnie lata nieraz pokazały, że rolnicy otrzymują nieporównywalnie mniej za swoje towary w stosunku do tego, za ile są one potem oferowane w sklepach. Do tego chcemy wykorzystać doświadczenia Krajowej Spółki Cukrowej, która zdobyła je w ostatnich latach na rynku buraka – tłumaczy Artur Soboń.

To wszystko prawda. Ceny skupu są na ogół śmiesznie niskie, a rolnicy mówią o tym politykom od lat i bez skutku. Ceny te wyznaczają prywatne spółki, więc trudno, by były one inne. Ministerstwo Aktywów Państwowych wiąże tu nadzieje właśnie z tworzonym Narodowym Holdingiem Spożywczym, który przez swoją obecność na rynku miałby wymóc taki poziom cen, który satysfakcjonowałby i rolników, i konsumentów. Niestety, tak się nie stanie. Narodowy Holding Spożywczy będzie po prostu za mały, by stał się istotnym „graczem” na rynku. Ale będzie na tyle duży, by generował koszty związane z administrowaniem swoimi działaniami.

Znacznie lepszym pomysłem nie byłby wymuszony holding państwowy, ale stworzenie federacyjnej struktury polskich firm sektora rolno-spożywczego. I tam zaś, gdzie jest to możliwe, sprzyjanie przez państwo powstawaniu spółdzielczej formy własności rolników i ich partycypacji własnościowej na możliwie wszystkich etapach powstawania i zbywania produktów.

Wspólna promocja marek

Czy nowy holding, w obecnym kształcie, tak jak jest planowany, stworzy przewagę konkurencyjną na krajowym rynku rolnym? Nie. Czy może przyczynić się do wzmocnienia rozwoju polskiego rolnictwa na rynkach zagranicznych? Już prędzej. Po pandemii mogą otworzyć się nowe możliwości, z których Polska mogłaby skorzystać. – Celem tych działań jest wejście na te rynki, na których nie jesteśmy dziś obecni – wyjaśnia Artur Soboń.

Ministerstwo podkreśla, że wiele rozpoznawalnych i cenionych polskich marek z sektora zostało na skutek przekształceń własnościowych przejętych przed laty przez obcy kapitał, w wyniku czego Polska utraciła nad nimi kontrolę. To prawda. Poprzednie rządy „wytraciły” czołowe, polskie marki, rozpoznawalne niegdyś także za granicą. Jeśli więc nie holding, to nawet solidna platforma współpracy polskich firm sektora rolno-spożywczego, wspierana przez państwo legislacyjnie i finansowo, pomogłaby wzmocnić polskie marki w Polsce i pomóc im zaistnieć na zagranicznych. W tym raczej należałoby upatrywać efektów współpracy i synergii, a nie w próbie dyktowania cen na rynku, do czego nowy holding nie będzie miał dość siły.