Niemieckie, lokalnie działające restauracje, kawiarnie oraz puby muszą zmagać się nie tylko ze skutkami koronakryzysu, ale także z nieuczciwym atakiem globalnie działającej sieci. Na razie wynik tej walki jest nierozstrzygnięty. Potyczka jest nierówna, bo sieć dysponuje ogromnym budżetem marketingowym i korzysta z efektów ubocznych mrożenia gospodarki.

fot. Thomas Wolter (pixabay.com)

Pomiędzy klientów a lokalną gastronomię w miastach i mniejszych miejscowościach niemieckich agresywnie wpycha się globalny koncern, który chce pośredniczyć w zamawianiu jedzenia. Reklama firmy Lieferando, agregującej adresy restauracji i innych punktów gastronomicznych, a zarazem chcącej zmonopolizować dostawy, jest wszechobecna. Koncern przyciąga wyrazistymi, krzykliwymi reklamami w jasnopomarańczowym kolorze, które rozmieszcza w wielu punktach miast oraz w mediach. Jego kurierzy przemieszczają się szybko na rowerach i skuterach, wożąc na plecach charakterystyczne, pomarańczowe plecaki z dostawami.
W niektórych miejscowościach z Lieferando współpracuje fińska firma kurierska Wolt, której kurierów można z kolei rozpoznać po charakterystycznych, niebieskich plecakach.

Koncerny się dogadały

Konkurencja jest, co do zasady, dobrą rzeczą. Koncern postanowił jednak zmonopolizować restauracyjny rynek niemiecki i przechwycić wielomiliardowe zyski z dostaw. Niestety uciekając się do chwytów poniżej pasa. Jak się okazuje, założył kilkadziesiąt tysięcy witryn internetowych o adresach łudząco podobnych do własnych witryn niemieckich lokali. Ponieważ porozumiał się też z Google – namnożone witryny z reklamą usług globalisty są pozycjonowane wyżej niż strony własne restauracji.

Jeżeli ktoś szuka na przykład restauracji Rusticana w jednym z uroczych, nadreńskich miasteczek, bo pamięta ją z udanych wakacji, trafi na… „podróbkę” jej strony z reklamą zamawiania obiadu. Oczywiście – za pośrednictwem Lieferando. Nie zarezerwuje więc jedzenia bezpośrednio w lokalu, tylko zapłaci sowity haracz koncernowi.

Lieferando należy do holenderskiej grupy Just Eat Takeaway. Sieć zarejestrowała ok. 120 tysięcy takich trefnych domen na całym świecie, z tego 50 tysięcy w samych Niemczech.
Koncern broni się przed tymi zarzutami. Przekonuje, że tworzenie stron jest „regulowane umową z lokalem” i „generuje dodatkową sprzedaż dla małych partnerów restauracyjnych”.
– Większość restauratorów jest zadowolona z tej dodatkowej usługi, zwłaszcza że mogą w ten sposób zaoszczędzić na wydatkach reklamowych – tak brzmi oświadczenie, wydane w tej sprawie przez rzecznika prasowego Lieferendo.

Zdaniem Rupprechta Podszuna, eksperta prawa antymonopolowego i profesora prawa cywilnego na Uniwersytecie im. Heinricha Heinego w Düsseldorfie, te ukryte strony internetowe stanowią poważny problem niemieckiej branży gastronomicznej. Lieferando po prostu wpycha się pomiędzy klienta a restaurację: – To jest dla lokalu utrata bezpośredniego dostępu do klientów. Uważam, że sposób, w jaki to się robi, jest niesprawiedliwy i z pewnością wart sprawdzenia, czy jest legalny – powiedział Rupprecht Podszun portalowi tagesschau.de.

Globaliści zawsze razem

Ingrid Hartges, szefowa Niemieckiego Stowarzyszenia Hoteli i Restauracji (Dehoga), uważa że w Lieferando funkcjonują „struktury prawie monopolistyczne”, których zadaniem jest wytworzenie „brutalnej zależności” restauratorów. Ci jednak dają, przynajmniej na razie, skuteczny odpór tym zabiegom. Goście są informowani na różne sposoby, że lepiej zamawiać jedzenie bezpośrednio w samej restauracji. Dehoga wskazuje, że w takiej sytuacji cała „wartość dodana” pozostaje wyłącznie u właścicieli lokalu.

Podobnej aktywności globalnych graczy można spodziewać się i w Polsce. Warto więc wiedzieć, że niemieccy restauratorzy nie pozostają bierni. Z ich udziałem powstają lokalne firmy kurierskie, które świadczą usługi placówkom gastronomicznym.
– Klienci chcą utrzymywać z nami osobisty kontakt i wspierać nas, bo wiedzą, że przez globalizację wszystko staje się anonimowe i bezosobowe – powiedział tagesschau Zafer Caner, inicjator lokalnego serwisu dostawczego Viertel-Lieferservice.de w Bremie.
Ruben Levi, właściciel Café Glücklich we Frankfurcie nad Menem, który sam realizuje zamówienia, ma podobne doświadczenia: – Wielu gości chce wspierać nas i lokalną gastronomię. Chcą, by „ich” kawiarnia działała po kryzysie – mówi.
Niemcy, także ci młodsi, szczycą się swoimi klimatycznymi winiarniami, restauracyjkami i piwiarniami. Globalistom nie będzie z nimi łatwo.

(na postawie tagesschau.de)