Odnotowaliśmy ostatnio wysyp hurraoptymistycznych materiałów medialnych traktujących o tym, że oto jakoby polskie firmy mikro, małe i średniej wielkości mają się znacznie lepiej od swoich odpowiedników w rozwiniętych krajach Zachodu. To nieprawda. Tamtejsze firmy, w koronakryzysie, na ogół mogą liczyć na pomoc znacznie większą, a przede wszystkim szerszą i bardziej dopasowaną do swoich potrzeb niż nasze. Sytuacja u nas jest więcej niż marna, a przedłużanie lockdownu może ją tylko pogorszyć.

kondycja firm mśp - grafika wpisu

Z lutowego jeszcze badania FB, Banku Światowego i OECD wynika, że 84 proc. polskich firm deklaruje, że nadal prowadzi działalność – co jest wynikiem o 8 pkt proc. wyższym od światowej średniej. „Rzeczpospolita”, a za nią i kilka innych mediów, zachwyca się tym badaniem twierdząc, że „pod względem wymuszonej likwidacji działalności i zwolnień pracowników biznes nad Wisłą wypada lepiej niż światowa średnia”. Jaka jednak jest prawda?

Skoro jest dobrze, to dlaczego jest źle?

Zaraz potem jednak redakcja „Rz” odnotowuje, że spadek sprzedaży zaraportowało 57 proc. polskich firm; przy średniej światowej 55 proc. O zwolnieniach pracowników w Polsce mówiło – jak wynika z tego badania – „tylko” 13 proc. przedsiębiorców, podczas gdy na świecie odsetek ten był ponaddwukrotnie wyższy. Tu jednak od razu należy zapytać, dlaczego tak się dzieje?

Ano dlatego, że rodzimi przedsiębiorcy są „głupio” przywiązani do swojego biznesu i nie chcą go pochopnie zamykać. Na jednym z dużych portali mogliśmy wczoraj przeczytać znakomity wywiad ze zdeterminowanym przedsiębiorcą prowadzącym restaurację w stolicy. Ten 85-latek jest gotów poświęcić nawet swoją rodzinę i swój osobisty majątek, byle tylko utrzymać restaurację i pracowników. Tak jak i wielu innych szefów firm wie, że zwolnić łatwo, ale potem bardzo trudno i drogo jest pozyskać dobrego, wykwalifikowanego pracownika. I jeszcze go wyszkolić na specyficzne potrzeby danej firmy.
Nie mamy tu miejsca miejsca na dłuższą analizę kolejnych wywodów z tej hurraoptymistycznej „serii” – tym razem np. głównej ekonomistki EBOR, ale stawiamy pytanie: czy jest możliwe, by polska gospodarka powróciła do stanu sprzed pandemii już na początku 2021 roku, skoro krępujący działalność wielu branż lockdown nie tylko nie jest znoszony, ale wręcz zaostrzany i przedłużany na kolejne okresy? Proszę samemu ocenić, czy ta ekonomistka ma poprawny ogląd sytuacji: link.

Branża hair&beauty „do odstrzału”?

Już 36 proc. firm spodziewa się w nadchodzących miesiącach zmniejszonego popytu, a 13 proc. obawia się też problemów z płynnością finansową. Wciąż mało? W krajach takich jak Niemcy i Francja, gdzie rządowe wsparcie dla biznesu jest na nieporównywalnie wyższym poziomie niż u nas, można mówić nawet o swego rodzaju bezbolesnym zamykaniu firm. Bo tamtejszy przedsiębiorca często nie tylko nie zostaje zrujnowany, ale nawet może na lockdownie i zamknięciu firmy finansowo skorzystać. Tam też można ostatecznie mówić o „naturalnej selekcji firm”, czyli o wypadaniu z gry najsłabszych.

Przytoczmy jeden tylko przykład z Polski: z powodu kolejnego w ciągu roku zamknięcia branża hair&beauty traci 127 mln zł przychodów dziennie. Aż 58,6 proc. właścicieli rozważa ostateczne zamknięcie salonu lub zawieszenie działalności (badanie Booksy), a ponad 90 proc. źle ocenia swoją sytuację finansową. W 2020 roku, wskutek lockdownu, branża hair&beauty straciła ponad 7 mld zł! Dzisiaj mówimy o kolejnych miliardach. A w tym roku nawet 250 tysięcy przedsiębiorców może zawiesić działalność gospodarczą – tak szacuje renomowana firma doradcza Dun&Bradstreet. Budujące?

Teraz średnie firmy?

Jak wynika z kolei z badań BIG Infomonitor, w ciągu ostatniego roku na skraju upadłości znalazła się także niemal co czwarta firma usługowa. Ogromne problemy mają firmy transportowe, o których częściej się mówiło i pisało w zeszłym roku, na początku epidemii koronawirusa. Przy tym blisko dwie trzecie upadłości dotknęło firmy, które w ostatnim roku obrachunkowym nie przekroczyły progu 50 mln zł przychodu i zatrudniały do stu pracowników. Bankructwa dotyczą najczęściej nie firm średniej wielkości, ale mikro i małych przedsiębiorstw. Głównie tych – na razie…
W I kwartale br. niewypłacalność dotknęła blisko 520 firm, tj. niemal 120 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W tym ponad 350 upadłości zostało ogłoszonych w formie uproszczonego postępowania, bez konieczności rejestracji w sądzie.

Nie chcemy uprawiać czarnowidztwa. Ale też nie tolerujemy bajek (pisanych na podstawie szczątkowych danych i błędnych interpretacji) o tym, że w Polsce jest z sektorem MŚP dobrze, a nawet o wiele lepiej niż w innych, rozwiniętych krajach.