Przyjęta przez Parlament Europejski rezolucja dotycząca poparcia inicjatywy europejskich organizacji antyhodowlanych (Koniec Epoki Klatkowej) wcale nie wypchnie z unijnego rynku jaj i mięsa pozyskiwanych w systemach klatkowych. To więcej niż pewne, że luka powstała po masowym ograniczeniu skali produkcji drobiarskiej w Unii Europejskiej, szybko wypełniona zostanie przez inne kraje. Chętni już ustawiają się w kolejce.

fot. dimitrisvetsikas/Pixabay

Krzywda jednych stanie się szansą dla drugich, bowiem eksperci są zgodni, że wyrugowanie chowu i hodowli klatkowej z Unii Europejskiej spowoduje, że instalacje wykorzystywane dziś we Wspólnocie szybko pojawią się w krajach biedniejszych, których nie będą obowiązywać unijne przepisy. Dotyczyć będzie to zarówno produkcji mięsa, jak i jaj, które są ważnym produktem eksportowym polskich rolników.

Nie jest to wróżenie z fusów, ponieważ najwięksi gracze na globalnym rynku drobiu już dziś deklarują, że „nie zostawią Europejczyków w potrzebie” i tańsze produkty z całą pewnością dostarczą. Faktem jest jednak, że ich jakość znacznie odbiegać będzie od tej, do której przywykli mieszkańcy Starego Kontynentu.

Tanio i niebezpiecznie

Niby unijny komisarz do spraw rolnictwa Janusz Wojciechowski twierdzi, że przepisy dotyczące żywności importowanej będą szczególnie restrykcyjne, ale w praktyce nie mamy żadnych podstaw, aby tym zapewnieniom wierzyć. To działanie – z perspektywy konsumenta – w myśl zasady „z deszczu pod rynnę”. Jeśli Komisja dotrzyma słowa, to mięso będzie po prostu drogie. Jeśli okłamie konsumentów, jego jakość będzie fatalna. Skłaniać powinniśmy się raczej ku drugiej z opcji.
Oczy otworzyć powinny nam negocjacje umowy handlowej między Unią Europejską a Mercosur. Wówczas KE wiedziała, że mięso, które zalać ma Europę, pozostawia w kwestii jakości i standardów hodowlanych wiele do życzenia. Związki rolnicze (na czele z Copa-Cogeca) nie raz i nie dwa informowały unijnych dygnitarzy o braku przestrzegania unijnych standardów bezpieczeństwa żywności u największych producentów mięsa w Ameryce Południowej. Mowa tu o braku możliwości identyfikacji mięsa, prowadzenia transparentnych kontroli bezpieczeństwa żywności, weryfikacji przestrzegania standardów dobrostanowych, czy nawet – tak często podnoszonej jako argument koronny – dbałości o ochronę środowiska. To jednak Komisji Europejskiej nie przekonywało.

Fakty – nie mity

Świat ostrzy sobie zęby na skutki tej ekonomicznej krótkowzroczności unijnych decydentów, którzy dali się nabrać na manipulacje aktywistów. Jak na dłoni widać to w międzynarodowych negocjacjach. W maju odbyła się sesja generalna Światowej Organizacji ds. Zdrowia Zwierząt (OIE), podczas której najwięksi producenci jaj z krajów Ameryki Południowej oraz Środkowej zdecydowanie odrzucili program, który obligowałby ich do stopniowego wypierania instalacji klatkowych z hodowli drobiu. Nie ma się czemu dziwić, skoro Unia, niszcząc własne struktury rolne, tak szeroko otwiera drzwi przed południowoamerykańskimi eksporterami.

Sama tylko Brazylia, będąca jednym ze światowych hegemonów na rynku drobiarskim, gdy tylko pojawiły się pierwsze wzmianki o ewentualnym poparciu inicjatywy Koniec Epoki Klatkowej przez unijne instytucje, zapowiedziała realizację wielkiego i wieloletniego planu zwiększenia wolumenu i wartości eksportu drobiarskiego. Celem była intensyfikacja działań w kierunku wywozu zarówno mięsa, jak i jaj. Na efekty nie trzeba było długo czekać – pierwsze miesiące 2021 roku przyniosły wzrost eksportu jaj z Brazylii o… 150 procent! Potencjał drzemiący w kraju kawy znacznie jednak przewyższa obecne wskaźniki.

Wystarczy tylko sięgnąć pamięcią wstecz, aby uzmysłowić sobie, jak będą wyglądać następstwa decyzji podejmowanych przez Unię Europejską. Nigdy likwidacja jakiegokolwiek sektora na danym obszarze nie prowadziła do jego eliminacji w wymiarze globalnym. Gdy w Polsce czasowo zakazano uboju zwierząt na potrzeby wspólnot religijnych, w ciągu roku(!) rozwinął on skrzydła u naszych sąsiadów. Gdy w Polsce zakazano produkcji foie gras, prym na tym rynku wieść zaczęły Węgry i Francja. Gdy polskie cukrownie uznano za „nieopłacalne” kupili je Niemcy, wiążąc polski rynek wewnętrzny. Gdy trwają ataki na polski sektor hodowli zwierząt futerkowych, chęć przejęcia branży oficjalnie deklarują Rosjanie i Ukraińcy.

Nie chcemy być frajerami

Podejście Unii Europejskiej – w wymiarze kontynentalnym oraz Prawa i Sprawiedliwości – w wymiarze krajowym, nie może być nazwane inaczej niż tylko frajerstwem. Jak bowiem inaczej określić oddawanie za bezcen tak rentownych gałęzi biznesu rolnego? Jak inaczej określić te działania względem deklaracji wyborczych o dbałości o rozwój wsi? To zwykłe oszustwo.

Choć Koniec Epoki Klatkowej dotknie głównie sektora produkcji drobiarskiej, nie będzie to jedyna branża, która ucierpi na zideologizowanych wspólnotowych przepisach. Niemniej, sami tylko drobiarze stracą miliardy złotych. Polska jest największym unijnym eksporterem mięsa drobiowego i czołowym jego producentem. Polacy to także szósty największy dostawca jaj w UE, który dzierży w dłoni aż 9 procent wspólnotowej produkcji. To kuszący kąsek. Nie tylko dla Ameryki Południowej. W kolejce ustawiają się także Chiny, USA i Ukraina.