Negatywne czynniki wpływające na biznes i gospodarkę krajów unijnych nie znikną z końcem wojny rosyjsko-ukraińskiej, ale jeszcze się spotęgują. Do dotychczasowych kosztów, związanych z likwidowaniem skutków koronaryzysu, dojdą nowe – na zbrojenia. Dla przedsiębiorców i zwykłych konsumentów będzie niestety tylko drożej. Podrożeją między innymi podróże służbowe.

StockSnap/Pixabay

Wojna jest koszmarem w wymiarze ludzkim, politycznym, geopolitycznym i gospodarczym przetasowaniem wielu kwestii, jednak nawał informacji z nią związanych nie powinien nam zamazywać innych spraw. Warto tylko przypomnieć, że Unia Europejska nie porzuciła – i raczej nie porzuci – planu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 roku. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Sprawę postawiono bardzo mocno: do 2050 roku cała Unia ma być neutralna klimatycznie. Jeśli ktoś myśli sobie, że „jakoś to będzie”, że plan zostanie odwołany i nie poniesiemy kosztów tego przyspieszenia, to jest w grubym błędzie.
Ponieważ także sektor lotniczy ma działać w zaostrzonych rygorach „zrównoważonej gospodarki”, będzie musiał ponieść ich koszty. Linie lotnicze mają bowiem zostać obciążone kosztami praw do emisji gazów cieplarnianych. Kto za to zapłaci? Nie ma wątpliwości: pasażerowie. Wzrost cen biletów – i to znaczny – będzie odczuwalny we wszystkich krajach unijnych.

Dlaczego będzie drogo?

Już wkrótce na dowolnej trasie bilety lotnicze będą droższe o kilkadziesiąt euro więcej niż obecnie – wynika z najnowszego badania zleconego przez ministerstwo infrastruktury Holandii. Podwyżki obejmą szczególnie tanie linie lotnicze, ale nie tylko. Holenderska firma CE Delft prognozuje, że loty tanimi liniami zdrożeją średnio o 16,8 proc. w ciągu najbliższych ośmiu lat, a tradycyjnymi – o 7,3 proc. To optymistyczne prognozy. Szacunki analityków S&P Global Platts są bliższe rzeczywistości: ceny najtańszych biletów w ciągu najbliższych dwóch lat mogą wzrosnąć dwu lub nawet trzykrotnie. Adekwatnie podrożeją także podróże droższymi klasami.

Za podwyżkami, które będą mocno odczuwalne, stoi splot negatywnych czynników. Europejski Zielony Ład, czyli Fit for 55, ma zostać rozciągnięty także na lotnictwo i żeglugę. Paliwo lotnicze zostanie opodatkowane już w 2023 roku, a linie lotnicze już teraz zaczynają ponosić koszty opracowania bardziej ekologicznych paliw i napędów. W ceny biletów będą włączane nowe, wyższe opłaty pasażerskie. Prognozuje się, że na Heathrow zaczną rosnąć już w tym roku, by w przyszłym osiągnąć ponad 53 proc. wzrost. Amsterdamski Schiphol chce je podnieść w ciągu najbliższych lat o 40 proc.

Warto szukać alternatywy

Od tzw. dołka covidowego ceny paliwa lotniczego w Polsce wzrosły już trzykrotnie, a ETS-y, które będą miały wpływ na branżę lotniczą, od 2019 roku – dziesięciokrotnie. Od 1 stycznia tego roku, pomimo protestów branży lotniczej, niżej niż pierwotnie zakładano, ale jednak podniesione zostały opłaty na rzecz Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej – terminalowa i trasowa, czyli za tzw. obsługę operacji lotniczych podczas startu i lądowania. Dla regionalnych portów lotniczych wzrosły one o 37 proc., dla lotniska Warszawa-Chopin o 29 proc. Można też z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że na wzrost cen (w kierunku wschodnim i dalekowschodnim) wpłynie także embargo nałożone na Rosję.

Splot niekorzystnych czynników może podrożyć loty do tego stopnia, że przedsiębiorcy będą wręcz zmuszeni intensywniej szukać alternatyw dla służbowych podróży. Chodzi nie tyle o przesiadkę z samolotu na kolej, ile o dalszy rozwój i korzystanie z szyfrowanych, zdalnych kanałów komunikacji.

Poprzedni artykułKoncern BP wychodzi z potężnej inwestycji w Rosji
Następny artykułWojna pociągnie za sobą interwencje walutowe