Rośnie udział piw bezalkoholowych w niemieckim rynku handlu napojami. Browary kraftowe bronią się w ten sposób przed skutkami koronakryzysu, który w niektórych przypadkach doprowadził do 85-procentowego spadku obrotów. Problemem dla niemieckich firm kurierskich, ale też i samych browarów kraftowych, jest monopolizacja dostaw przez globalnie działający koncern.

Stowarzyszenie Piwowarów (DBB) w Niemczech wskazuje, że spadek sprzedaży piwa jest na razie niższy niż w przypadku innych gatunków alkoholi. W ubiegłym roku rynek wchłonął dodatkowo 660 mln litrów piwa bezalkoholowego oraz napojów słodowych. Z siedmiu tysięcy marek piwa sprzedawanych na rynku niemieckim, ponad 700 to piwa bezalkoholowe i mieszane napoje piwne; takie jak np. shandy. Gdyby nie te napoje i piwa bez alkoholu, które zanotowały w ubiegłym roku wzrost sprzedaży o ponad 16 procent, małe browary mogłyby zacząć plajtować. Nawet w tej sytuacji co czwarty browar jest obecnie zagrożony upadkiem.

„Firmy różnej wielkości odnotowują ogromne straty w sprzedaży i zwolnienia” – pisze na swojej stronie DBB. Tylko w pierwszym kwartale tego roku branża zanotowała spadek sprzedaży o średnio jedną trzecią.

Monopolizacja dostaw

Federalne Biuro Kartelowe udzieliło browarowi Radeberger, który jest obecnie częścią Grupy Oetker, zezwolenia na zdalne dostawy napojów butelkowanych do firm i domów. Nietrudno sobie wyobrazić, jakiej wagi jest to wiadomość dla małych, lokalnych firm kurierskich. Dni wielu z nich są policzone, bo koncern korzysta z efektu skali i firmy te nie wytrzymają z nim konkurencji. Radeberger – z ok. 500 specjalistycznymi sklepami należącymi do sieci napojów Getränke Hoffmann – już teraz jest rozpoznawalnym dostawcą piw i napojów piwopodobnych.

„Jeśli chodzi o sprzedaż detaliczną napojów alkoholowych i bezalkoholowych, Radeberger Group i Bottle Mail mają tylko niewielkie udziały w rynku” – uspokaja Andreas Mundt, prezes Federalnego Biura Kartelowego. Na to usypianie czujności nie „łapią się” niektórzy politycy. Reinhard Houben, rzecznik ds. Polityki Gospodarczej Grupy Parlamentarnej FDP, na specjalnej konferencji prasowej stwierdził, że „koncentracja w handlu napojami online może stać się problemem”.

Handel online, rozumiany jako udzielanie preferencji globalnym koncernom w sytuacji koronakryzysu – i to bez oglądania się na rynek MŚP – tworzy zabójczą konkurencję dla małych, lokalnych firm dostarczających napoje. Koncerny przyzwyczajają do niego szczególnie młodych, którzy pod wpływem agresywnej reklamy globalistów zamawiają napoje za pośrednictwem ściąganych na telefony aplikacji.

W Polsce królują mocne alkohole

W Polsce rośnie spożycie alkoholu. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w 2020 roku Polacy przeznaczyli na trunki o siedem procent pieniędzy więcej niż rok wcześniej. W sumie ponad 39 mld zł, co stanowiło aż jedną trzecią wydatków na artykuły spożywcze. Dzięki temu łączne zaległości wobec kontrahentów handlu alkoholem spadły w roku 2020 (w porównaniu z 2019) do 123,2 mln zł, a w 14-procentowym ich spadku miały główny udział hurtownie.

Rośnie u nas sprzedaż whisky, ginu, rumu, tequili i innych mocnych alkoholi, ale niestety spadła sprzedaż piwa. A polskie browary kraftowe wciąż borykają się z problemem dotarcia do odbiorców. Tym bardziej obserwacja procesów rynkowych zachodzących u naszych zachodnich sąsiadów może być nie tylko pouczająca, ale i pożyteczna.